Bantayan, Filipiny – lechon emperador czyli pijana świnia. Wariacja na temat lokalnego przysmaku lechon baboy cebuano

Korzystam z wolnej chwili, bo od rana przygotowywaliśmy na rożen kolejnego świniaka. Tym razem padł pomysł, żeby zamarynować go w brandy, poszło tego 10 litrów, aż żal było patrzeć.
Świniak nabrał koloru, właśnie w jego brzuchu zaszyliśmy zioła, przyprawy itp., zalane spritem i częścią tej brandy pozostałej z marynowania, bo już tego raczej pić nie będziemy, choć były różne pomysły i zwierz zaczyna powoli obracać się nad paleniskiem.

 

Danie nazwaliśmy Lechon Emperador. Najlepszą świnia na Filipinach występuje właśnie w tej okolicy, mówią na nią lechon cebuano (od pobliskiej wyspy Cebu) i to wyjaśnia pierwszą część nazwy.

Emperador to całkiem przyzwoitą lokalną brandy, w cenie chyba dwukrotnie wyższej niż lokalny Tanduay, ale nauczyliśmy się tego pić od tych Dareczków z Warszawy, o których pisałem wcześniej, a po ich wyjeździe jakoś tak zostało. Darek to brał mimo ceny (kto bogatemu zabroni hehe), bo w szyjce jest taki plastikowy lejek, którego normalnie nienawidzę, ale który ponoć uniemożliwia wlewanie falsyfikatu.

 

Zatem świniak zalany jest Emperadorem, emperador to znaczy cesarz, więc lepiej by było, żeby to wszystko wyszło smakowite. Lecę do chłopaków na ogród. Dochodzi piąta po południu, Polacy, Anglicy i Filipińczycy mają taką tradycje, że o piątej otwierają już na legalu browara. Zdrówko.

 

Post scriptum: Świniak zarządził całą okolicą, wyszedł po prostu rewelacyjnie, kolor bajka, piekł się dłużej niż ten pierwszy, bo nad mniejszym paleniskiem, ale warto było poczekać. Jak zwykle wokół centrum całego zamieszania, zarówno na terenie ogródka, jak i za płotem zebrał się mały tłumek znajomych, bo chociaż przy samym zwierzaku pracuje z czterech, pięciu chłopaków, zawsze jest to jakieś wydarzenie i się we wsi po prostu wie, że coś jest na rzeczy, więc ziomki się schodzą (był też szaman, ten, u którego dwa dni wcześniej byliśmy na urodzinach), tym razem dodatkowo zaciekawieni nasza specjalną alkoholowa marynatą.

 

Wytłumaczyliśmy chłopakom genezę nazwy, zdradziliśmy sekrety receptury, ogólnie wszyscy zaintrygowani pomysłem i zachwyceni smakiem (bo rzeczywiście było to bardzo smaczne, ale trudno powiedzieć w jakim stopniu to zasługa brandy), a jeden z nich z powaga na to: ‘Jak będę miał kasę, też sobie każe upiec Lechona Emperadora.’ Trochę się pośmialiśmy. Całą wieś o tym gada: przybysze z innego świata (oczywiście z pomocą miejscowych speców od tematu) upiekli dla wszystkich prosiaka, o jakim nikt wcześniej nie słyszał. Tak się właśnie tworzą legendy.

 

IMG_4012-copy IMG_4018-copy IMG_4223 IMG_4224-copy IMG_4235-copy IMG_4241 WH3A5595-copy WH3A5658-copy WH3A5687-copy WH3A5696-copy WH3A5706-copy WH3A5763-copy WH3A5774-copy WH3A5793-copy WH3A5808-copy WH3A5856-copy WH3A5987-copy

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *