Ceny w Polsce i na Filipinach. Porównanie rzeczywistych cen detalicznych najczęściej kupowanych przez nas artykułów i towarów.

Pisałem ostatnio o pozytywnych wrażeniach wywiezionych z Polski. Celowo nie poruszyłem wtedy jednego tematu. A jest kwestia, która każdego dnia nas zdumiewała: POLSKA JEST BARDZO TANIA. Ceny w sklepach, supermarketach i na targowiskach są znacznie niższe, niż nam się wydawało, że pamiętamy. Stąd myśl, by zrealizować stary pomysł i zamieścić tu porównanie cen w Polsce i na Filipinach.
Przygotowane przez Monię zestawienie jest subiektywne, bo oparliśmy się na własnym typowym miesięcznym koszyku, ale myślę, że rzuca ono trochę światła na temat. Wynika z niego jasno, że panujące w narodzie przekonanie jakoby na Fili żyło się za grosze nie jest do końca zgodne ze stanem faktycznym. Wychodzi na to, że najbardziej uderzające są korzyści wynikające z różnic w cenach alkoholu i papierosów. A one się po prostu po pewnym czasie nudzą, a jeżeli nie, to tym gorzej dla delikwenta.

 

Ceny polskie podane są w złotówkach, filipińskie w peso (PHP). Wzięliśmy pod uwagę przybliżone i uśrednione ceny detaliczne towarów ze średniej półki w regionie Visayas, w którym mieszkamy. Piszę uśrednione, bo ceny niektórych artykułów mogą wahać się w zależności od pory roku, odległości od punktów dystrybucyjnych, atrakcyjności turystycznej regionu itp.

 

Wybór jest być może nieco tendencyjny – zależało nam na uzmysłowieniu Wam, że nikt tu niczego za darmo nie rozdaje. Już kiedyś pisałem, że gdy ktoś nas tutaj odwiedzi, czy przyjedzie pod wpływem inspiracji, nie chciałbym usłyszeć zarzutów, że ‘kurna Marych gadałeś, że tak tanio, a się okazuje, że po powrocie będzie trzeba renegocjować hipotekę’.

W tabeli nieco optymistycznie przyjęliśmy zaokrąglony w dół kurs filipińskiego peso mianowicie 1PHP = 0,08PLN (8 groszy). W rzeczywistości jest on nieco wyższy, a wypłacając gotówkę z bankomatów naraża się człowiek dodatkowo na prowizje miejscowych banków, opłaty za przewalutowanie, korzystanie z obcych bankomatów itp. Warto te kwestie przemyśleć przed wyjazdem i skonsultować wątpliwości z przedstawicielem swojego banku.
Internetowy przelicznik aktualnych kursów walut znajdziecie pod tym linkiem: http://themoneyconverter.com/Php/Pln.aspx
Wobec poniższego dziwi fakt, że bez problemu, ale i ekstrawagancji daliśmy radę zdefraudować w Polsce kwoty wyraźnie przewyższające nasz budżet na Filipinach. Tutaj po prostu nie bardzo jest na co. W Europie teoretycznie człowiek mógłby się świadomie ograniczyć, ale niestety marketingowcy nie śpią, głupi nie są, a człowiek z natury ulega pokusom ;-) Pozdro z wyspy, trzymajcie się.
Posty o podobnej tematyce:

 

 

Produkty i towary droższe na Filipinach

Produkt
Cena w Polsce
Cena na Filipinach
Stosunek ceny filipińskiej do polskiej, uwagi
Ziemniaki
1zł/kg
80php – 6,40zł/kg
Ponad 6 razy
drożej niż w Polsce
Chleb pszenny w stylu europejskim
2zł/bochenek
150php – 12zł/bochenek
6 razy drożej niż w Polsce
Jabłka
2zl/kg
20 php/szt
120php – 9,60zł/kg
Prawie 5 razy
drożej niż w Polsce
Płatki śniadaniowe
4zł/500g
230php – 18,40zł/500g
Prawie 5 razy drożej niż w Polsce
Mleko
1,50/1litr
90php – 7,20zł/1litr
Prawie 5 razy
drożej niż w Polsce
Kapusta biała
1.50zł/kg
80php – 6,40zł/kg
Ponad 4 razy drożej niż w Polsce
Sok pomidorowy
2zł/1litr
100php – 8zł/1litr
4 razy drożej niż
w Polsce
Ser pleśniowy typu President
3zł/120g
150php – 12zł/120g
4 razy drożej niż w Polsce
Sól
1zł/kg
50php – 4zł/kg
4 razy drożej niż
w Polsce
Olej do smażenia
5zł/1litr
200php – 16zł/1litr
Ponad 3 razy drożej niż w Polsce (nie dotyczy
kokosowego rozlewanego z baniaków)
Cebula
1,50zł/kg
60php – 4,80zł/kg
Ponad 3 razy
drożej niż w Polsce
Kurczak – skrzydełka
5,50zł/kg
220php – 17,60zł/kg
Ponad 3 razy drożej niż w Polsce
Chipsy Lays
4,50zł/200g
150php – 12zł/200g
Prawie 3 razy
drożej niż w Polsce
Wątróbka drobiowa
6zł/kg
200php – 16zł/kg
Prawie 3 razy drożej niż w Polsce
Marchew
3zł/kg
100php – 8zł/kg
Prawie 3 razy
drożej niż w Polsce
Internet
50zł/20Mbit/miesiąc
1600php – 128zł/5Mbit/miesiąc
Prawie 3 razy drożej niż w Polsce, znaczna różnica w
prędkości przesyłu danych
Pomarańcze
4,50zł/kg
20 php/szt
120php – 9,60zł/kg
Ponad 2 razy
drożej niż w Polsce
Oliwki zielone zwykłe
8,50zł/900g
220php – 17,60zł/900g
Ponad 2 razy drożej niż w Polsce
Wieprzowina -boczek świeży
10zł/kg
260php – 20,80zł/kg
Ponad 2 razy
drożej niż w Polsce
Kurczal świeży cały
6zł/kg
180php – 14,40zł/kg
Ponad 2 razy drożej niż w Polsce
Majonez
4zł/200g
100php – 8zł/200g
2 razy drożej niż
w Polsce
Prąd (bez używania klimatyzacji)
100zł/2 osoby/miesiąc
2500php – 200zł/2 osoby/miesiąc
2 razy drożej niż w Polsce
Sok pomarańczowy
4zł/1litr
90php – 7,20zł/1litr
80% drożej niż w Polsce
Sucha karma dla kotów
8zł/kg
180php – 14,40zł/kg
80% drożej niż w Polsce
Wieprzowina -golonka
8zł/kg
180php – 14,40zł/kg
80% drożej niż w Polsce
Winogrono
10zł/kg
220php – 17,60zł/kg
75% drożej niż w Polsce
Kawa Nescafe Gold
20zł/200g
400php – 32zł/200g
60% drożej niż w Polsce
Cukier biały
3,50zl/kg
70php – 5,60zł/kg
60% drożej niż w Polsce
Herbata Lipton
5zł/25szt
100php – 8zł/25szt
60% drożej niż w Polsce
Kurczak udka
10zł/kg
200php – 16zł/kg
60% drożej niż w Polsce
Autobusy typu
PKS
Ok. 10zł/100km
Ok. 180php – 14,40zł/100km
Prawie 50% drożej
niż w Polsce
Wieprzowina schab
13zł/kg
250php – 20zł/kg
Ponad 50% drożej niż w Polsce
Pomidory
4zł/kg
70php – 5,60zł/kg
40% drożej niż w Polsce
Wieprzowina żeberka
12zł/kg
180php – 14,40zł/kg
20% drożej niż w Polsce

Produkty i towary w porównywalnych cenach

Produkt
Cena w Polsce
Cena na Filipinach
Stosunek ceny filipińskiej do polskiej, uwagi
Świeże ryby
15zł/kg
200php – 16zł/kg
Porównywalna cena
Ananas
4,50zł/kg
60php – 4,80zł/kg
Porównywalna cena
Oliwa z oliwek
45zł/1litr
600php – 48zł/1litr
Porównywalna cena
Woda butelkowana
2zł/1litr
25php – 2zł/1litr
Porównywalna cena
Piwo importowane
8zł/500ml
100php – 8zł/500ml
Porównywalna cena
Ryż biały
4zł/kg
50php – 4zł/kg
Porównywalna cena
Alkohol importowany w barach
10zł/kieliszek 35cl
125php – 10zł/kieliszek 35l
Porównywalna cena
Napoje gazowane słodzone
2,50zł/1litr
30php – 2,40zł/1litr
Porównywalna cena
Tanie piwo lokalne
2,50zł/500ml
30php -2,40zł/500ml
Porównywalna cena
Ogórek zielony
2,50zł/kg
30php – 2,40zł/kg
Porównywalna cena
Wołowina bez kości (antrykot)
30zł/kg
360php – 28,80zł/kg
Porównywalna cena
Wołowina na gulasz
16zł/kg
180php – 14,40zł/kg
Porównywalna cena
Kurczak z rożna
25zł/sztuka ok. 1,5
kg
180php –
14,40zł/sztuka ok. 800g – 1kg
Porównywalna cena
uwzględniając wagę – filipińskie kurczaki są znacznie mniejsze
Kurczak filety
15zł/kg
180php – 14,40zł/kg
Porównywalna cena

Produkty i towary tańsze na Filipinach

Produkt
Cena w Polsce
Cena na Filipinach
Stosunek ceny filipińskiej do polskiej, uwagi
Banany
4zł/kg
40php – 3,20zł/kg
20% taniej niż w Polsce
Ketchup pomidorowy
4zł/300g
40php – 3,20zł/300g
20% taniej niż w Polsce
Benzyna
5zł/litr
50php – 4zł/litr
20% taniej niż w
Polsce
Awokado
10zl/kg
60php – 4,80zł/kg
Ponad 50% taniej niż w Polsce
Tuńczyk w puszce
5zł/180g
35php – 2,80zł/180g
Ponad 50% taniej
niż w Polsce
Cukier brązowy
10zl/kg
65php – 5,20zł/kg
Prawie 50% taniej niż w Polsce
Sardynki w sosie pomidorowym
3zł/160g
15php – 1,20zł/160g
60% taniej niż w
Polsce
Tani alkohol lokalny, rum wódka, whisky, gin
itp
20zł/0,7l
100php – 8zł/0,7l
60% taniej niż w Polsce
Bakłażan
10zł/kg
40php – 3,20zł/kg
Ponad 3 razy
taniej niż w Polsce
Czosnek
1,50/szt
5php – 40gr/szt
Prawie 4 razy taniej niż w Polsce
Imbir
20zł/kg
60php – 4,80zł/kg
Ponad 4 razy
taniej niż w Polsce
Papierosy
15zł/paczka
40php – 3,20zł/paczka
Prawie 5 razy taniej niż w Polsce
Sos sojowy
16zł/1litr
40php – 3,20zł/1litr
5 razy taniej niż
w Polsce
Wpożyczenie skutera
100zł/dzień
250php – 20zł/dzień
5 razy taniej niż w Polsce
Ocet
20zł 2zł/1litr
40php – 3,20zł/1litr
Ponad 6 razy
taniej niż w Polsce

Ponad 60% drożej niż w Polsce
czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

71 myśli nt. „Ceny w Polsce i na Filipinach. Porównanie rzeczywistych cen detalicznych najczęściej kupowanych przez nas artykułów i towarów.”

  1. Absurdalne porównanie, cukier biały, ziemniaki, winogrona, płatki, chleb czy mleko, towary dla nich egzotyczne, trudne w uprawie w ich klimacie, często importowane MUSZĄ być droższe! Może popatrz w drugą stronę, poszukaj w polskich marketach towarów typowych dla filipin a rzadkich na naszym rynku, ciekawe o ile one droższe będą?

    Na filipinach jak widać jest taniej ALE trzeba jeść to co lokalna ludność, jeżeli chcę jeść po europejsku, to muszę drożej płacić, to chyba powinno być oczywiste nawet dla "niedzielnego" turysty, równie dobrze mogę narzekać na cene sushi czy tempury w polsce, bo chcę jeść dania japońskie a składniki do takich w porównaniu do japonii są dużo droższe.

    1. Jasne, że importowane towary są droższe, choć ziemniaki, winogrono i biały cukier to na Filipinach taka sama egzotyka, jak cytrusy w Polsce – można je kupić na każdym targowisku. Zwracam na to jedynie uwagę, bo spotykamy się ze zdziwieniem, gdy ludzie już na miescu zdają sobie sprawę się jak to wygląda. Tanio miało przecież być, więc o co chodzi? Towary typowe dla Filipin są ujęte w tabeli: ryby, ryż, drób, wieprzowina, popularne owoce i warzywa itd. Pozdro.

    2. Nie widzę żadnego absurdu. Autor zrobił zastrzeżenie, że porównanie dotyczy cen produktów jakie on kupuje. Co kupuje to jego sprawa, a że poświęcił sporo czasu na opracowanie tabelek to trzeba się ukłonić nisko bracie i podziękować.

      Jak się już ukłonisz, to pochowaj słomę do butów przy okazji :-)

    3. nieprawda jest to co piszesz, porownanie cen jest bardzo realistyczne. wrocilem wlasnie z dlugiego pobytu na filipinach(maj 2017) i ceny z tabeli sa aktualne. nieprawda ze importowane = drozsze. zbyt wiele czynnikow wplywa na cene importowanego towaru, takich jak clo, wartosc poczatkowa czyli cena u zrodla itp. skrytykowac latwo, realne info dla szukajacych tych informacji napisac samemu to juz gorzej.

  2. jak widze takie zestawienie to az mnie cisnie zeby poluzowac i powiedziec jestes jebniety

    zaczynajac od mleka za 1,5zl to chyba kurwa na wsi prosto od krowy kupujesz za tyle a nie w sklepie gdzie cena to srednio 3zl a konczac na occie za 20zl/1L wtf? srednia cena octu w polsce to 0,5zl max 1zl

    takze dziekuje ci bardzo za to super zestawienie bulwo, jak nie znasz dobrze cen w polsce to nie mow jakie sa zagranico

    1. Jeżeli chodzi o cenę mleka to możesz mieć częściowo rację, kupowaliśmy je w sieci, którą były premier określił kiedyś mianem sklepów dla biedoty, wiadomo o co chodzi. W przypadku octu zaszła po prostu pomyłka, którą poprawiłem i dziękuję za zwrócenie uwagi, mimo niekulturalnej formy. Takie komenty w zasadzie nadają się do kosza, ale rozbawiła mnie bulwa, więc poszło. Buziaczek.

  3. W 2012 roku przez prawie 3 miesiące mieszkałem w Manili, tam chleb kosztował około 30 peso, ale w smaku okropny bo słodkawy i napuszony jak nasz chleb tostowy. Co aż tyle podrożał?

    Podałeś cenę benzyny, a dlaczego nie podałeś oleju napędowego, który jest tańszy od benzyny (u nasz porównywalne) i gazu (60PHP, a u nas na dziś dzień niecałe 2zł)? Przynajmniej tak było w 2012.

    1. 150 peso to cena za możliwie bliski europejskiej jakości chleb pszenny. Słodkie filipińskie pieczywo kupujemy rzadko, właśnie z powodów, które wskazujesz. Nie wiem jak w Manili, ale tutaj słodka bagietka to około 30 peso, chleb tostowy w plastikowym worku 60 peso. Cen oleju napędowego i lpg niestety nie znam, bo nie kupujemy. Dzięki za komentarz, pozdro.

    2. Doskonała bagietkę piekę sobie w domu. Zajmuje mi to 50 minut z czego 30 to czas wyrastania i pieczenia, w którym mogę robić coś innego. Jak upiekę jednego dnia to kilka sobie zamrożę i potem mam niemalże jak świeże. Koszt jednej bagietki to takiej 250g to jakieś 15 peso. Swieża, chrupiąca, pachnąca i bez jakichkolwiek konserwantów. Mieszkałem kilka lat w USA, musiałem się nauczyć piec chleb bo dobry jest tam niedostępny poza wybranymi obszarami – podobnie na Filipinach oczywiście

  4. byłem tam w maju 2015 ,1 miesiąc i po za papierosami i rumem nic tańszego niż w Polsce się tam nie kupi ,
    kraj ogólnie jest nie ciekawy po za miejscami typowo turystycznymi , ogólnie jest strasznie drogo ,
    Filipiny oceniam negatywnie , po za tym pełno tam naciągaczy oszukują na wszystkim , od taxi po sprzedawców na ulicy , no i i te okropne ich miasta najbrzydsze jakie do tej pory widziałem , z całą masa wiszących kabli gdzie popadnie , w kwietniu i maju strasznie mocne słońce od rana tam nie idzie wyrobić , nawet Filipińczycy nie wyrabiają na słońcu , radze się 2 razy zastanowić za nim tam pojedziecie czy naprawdę warto ???bo to może być koszmarny wyjazd co dla nie których ,…

    1. Mocna opinia, do której oczywiście masz pełne prawo, bo nie to jest ładne co ładne, tylko to, co się komu podoba. Nas akurat Filipiny złapały za serce właściwie od samego początku, trzymają do teraz i nie chcą puścić. Nie będę wchodził w szczegóły i rozwodził się na temat powodów, bo musiałbym przepisać tego bloga. Zgodzę się co do dwóch kwestii – duże miasta rzeczywiście nie grzeszą urodą, są zatłoczone, brudne, gorące, spowite spalinami i bywają niebezpieczne (choć zwykli naciągacze są nieszkodliwi, można nauczyć się z nimi radzić). Manili, czy Cebu daleko niestety do uroku topowych azjatyckich metropolii jak Bangkok, Hong Kong, Kuala Lumpur itp. Druga sprawa to pogoda – tak jak piszesz temperatura w kwietniu i maju jest uciążliwa, a słońce intensywne i wyczerpujące. Trzeba jednak pamiętać, że to sam środek pory suchej, która w tym roku szczególnie dała się we znaki (nas to tym razem ominęło, bo byliśmy wtedy w Polsce). Są to jednak rzeczy, które jesteśmy gotowi wrzucić w koszty i nadal na codzień cieszyć się możliwością mieszkania właśnie tutaj. W zasadzie to trochę szkoda, że miałeś niefajne doświadczenia, ale mówię, co człowiek to opinia. Dzięki za komentarz, pozdrawiamy.

    2. Dla ciebie to chyba najlepszy jest z Sopot z kwaterami po 10 zł za pokój z klima i widokiem na morze.
      ja byłem na Filipinach w 2003 r w styczniu i na kolanach bym tam wrócił tak mi się podobało. Spałem w domku bez pradu w wiosce rybackiej . 0k 1 godz płyniecia do miasta/Sabic bay/ banką . Pływałem z nimi na ryby i było super.

    3. Byłeś zatem źle przygotowany do podróży, nie masz zbyt wiele doświaczenia w poruszaniu się w Azji i krajach trzeciego świata, stąd rozczarowanie. Padłeś ofiarą własnej niekompetencji i złych wyborów stąd kompletnie skrzywiona opinia.

  5. No i trochę czar prysł z tą taniością na Filipinach, a tak niektórzy Polacy z Filipin utrzymujący się z turystów z Polski nadal reklamują Filipiny, że tu żyje się za grosze. Chyba nie ma takiego człowieka co na śniadanie, obiad i kolację spożywa tylko alkohol i pali papierosy. A i jeśli chodzi o alkohol, nie ma co porównywać cen jakiś miejscowych mózgotrzepów z dobrymi markami, o piwie to już nie wspomnę, nigdzie na Filipinach nie ma chyba dobrego piwa rzemieślniczego, tylko wyjałowione ze smaku i zapachu przeciętnej jakości koncernówki. Bardzo dziękuję za to zestawienie cen, trochę realizmu nigdy dość, każdy raj jak widać ma swoją cenę.

    1. To jest trochę tak, że ceny wcale nie są niskie, ale rzeczywiście przy zachowaniu dyscypliny wydaje się mniej kasy niż w Polsce, bo nie ma na co (ograniczony asortyment) lub nie ma potrzeby. Zamiast rozbudowanej garderoby, garniturów, koszul, obuwia, tego samego w wersjach zimowych itp. wystarczy kilka koszulek, krótkie spodenki i japonki, zamiast samochodu i wszystkiego co się z nim wiąże (koszty utrzymania, ubezpieczenie, przeglądy, mandaty) jeździsz małolitrażowym motorkiem, który na małej wyspie spokojnie daje radę, kin i teatrów nie ma, a jak ktoś lubi disco to idzie na fiestę zamiast do drogiego klubu. Przykłady można mnożyć, przy czym proszę pamiętać, że cały czas mówimy o prowincji.

      Co do piwa zgoda – miejscowe (San Miguel, Beer na Beer) to jest niestety sikacz, korporacyjne polskie na luzie wygrywa smakiem, a wiemy, jaki poziom prezentuje. Rzemieślniczych nie widziałem tu nigdy. Znajomy Niemiec sprzedaje importowane pszeniczniaki w cenie od 100 do 150 peso, czyli jakieś 8 – 12zł, więc nietanio. Dzięki za komentarz.

  6. Ceny mają wyższe niż w Polsce , a sami zarabiają po 5000 pesos , tam nie ma totalnie nic oprócz turystyki i Call Center…Filipińczycy żyją w bardzo dużych rodzinach , norma to jest 2+6 , dziwny to kraj nie dla każdego , po za tym żadem Filipińczyk za darmo Ci nic nie zrobi , za wszystko chcą pieniądze nawet za drobiazgi , oczywiście są bardzo pomocni i przyjacielscy tak długo jak masz pieniądze i im płacisz , szkoda że ludzie którzy się zachwycają Filipinami nie piszą do końca prawdy o tym kraju

    – Na Filipinach bialy nie ma prawa do posiadania ziemi (nie kupisz domu).
    – Na Filipinach nie ma emerytur, jedyne zaplecze na starosc to liczna rodzina.
    – Miliony ludzi z Filipin wyemigrowalo by wpsierac swoje rodziny z zagranicy (bieda i korupcja).
    – Brak darmowej ochrony medycznej – gdy zaplacisz masz mozliwosc leczenia.
    – Kano (tak nazywaja nas bialych) maja wyzsze ceny, wszedzie.
    – 6 miesiecy mieszkania razem w Condominium i filipinska partnerka ma prawa jak malzonka.
    – W razie konflitu, zona wezmie strone rodziny, a bialy co najwyzej zostanie z walizka.
    – I wiele innych…

    1. Siema, trudno sprzeczać się z faktami, aczkolwiek uważam, że skupiłeś/łaś się na negatywach. Mogę jedynie zgłosić parę uwag. Obcokrajowcy nie mogą kupić ziemi na własność, ale, bez wchodzenia w szczegóły, są sposoby jej nabycia, z powodzeniem wykorzystywane. Nie jest to proste, może oznaczać konieczność znalezienia zaufanej osoby na miescu itp. ale jest do zrobienia. Prawdą jest, że Filipińczycy często oczekują wynagrodzenia za poświęcony czas, ale akurat to rozumiem, bo moim zdaniem wynika z niezamożności i faktu, że nie mają innej pracy, poza dorywczą, którą mogą akurat dla kogoś wykonać. Poza tym usługi są na prowincji tanie. Model rodziny to jest kwestia dyskusyjna, bo kto powiedział, że lepszy jest 2+2 nawet jeżeli filipiński oznacza konieczność zarobkowej emigracji części młodzieży :-) Do kwestii związków z Filipinkami i następstw ewentualnych konfliktów, ubezpieczeń zdrowotnych, czy emerytury nie chcę się odnosić z powodu niedostatecznej znajomości tematu. Zgadzam się natomiast ze stwierdzeniem, że to nie jest kraj dla każdego. Pozdro i dzięki za komenta.

    2. Ekonomia rozwija się szybko i rozwiniętych jest wiele gałęzi gospodarki na Filipinach. Przemysł elektroniczny, samochodowy, wydobywczy, rolnictwo (potentat światowy w pewnych segmentach). Przemysł stoczniowy bardzo rozwinięty, zarówno nowe statki jak i remonty. Energia geotermalna, wydobycie gazu naturalnego, ropy.

      Wielu filipińczyków wyemigrowało, podobnie jak wielu polaków – w tym zakresie nie widzę różnicy.

      W Polsce też brak jest darmowej opieki medycznej. Jeśli wierzysz, że leczysz się w Polsce za darmo to proszę się obudzić! W Polsce albo płacisz za opiekę medyczną, albo jak jesteś całkowitym niedorajdą, to płacą za ciebie inni. Koszt opieki medycznej jest realny – można zapłacić za operację z własnej kieszeni, w odróznieniuod Polski czy USA. Właśnie dzięki temu, że większość usług jest płatna. Istnieje forma ubezpieczenia medycznego obejmującego podstawową opiekę dla obywateli Filipin. Składka to 200 peso miesięcznie, czyli 16zł.

      Jak my dojdziemy do emerytury to ZUS w Polsce już będzie bankrutem i też nie będzie emerytur. Poczytaj ile dostają ludzie z II filara… 30zł miesięcznie? Więzi rodzinne przynajmniej są jakimś realnym zabezpieczeniem. Jak tęsknisz za ZUSem to możesz mieszkając tu płacić sobie składki ZUS – powodzenia!

      W razie konfliktu to zawsze jest do do niczego, tutaj, w Polsce i każdym innym kraju.

      Restrykcje w zakupie ziemi są, ale mieszkań już nie. Kup apartament, jeśli nie wierzysz własnej kobiecie i nie chcesz kupować na nią. jest też wiele innych sposobów opisanych przy okazji innych postów na tym forum.

  7. Ciekawy wpis. Odnośnie samych Filipin – obstawiam, że 80% doświadczeń zależy od tego gdzie się trafi (jaka miejscówka) i z kim spędza się czas.

    Gdzie się trafi – bo można mieszkać w brzydkim mieście albo nieciekawym zadupiu, albo właśnie w zjawiskowej, rajskiej miejscówce (vide Polacy na Bantayan).

    Z kim się spędza czas – jesteście polską parą, więc odpada sytuacja typu „Zostałem zrobiony w ch… przez uroczą Filipinkę” :) Generalnie trudniej znaleźć na Filipinach kobietę która będzie ładna + mądra + nie lecąca tylko na kasę. Bo te pracowite najczęściej już wyemigrowały :) Ale to dotyczy całej Azji. Moja ex była śliczna + normalna, ale i tak na jej wsi obrabiano jej d… że poleciała na kasę. A to już inny temat: mentalność Filipińczyków, ploty, zazdrość i obrabianie tyłka poza plecami.

    Co do samych cen – zgoda. Wiele produktów na Filipinach jest drogich. Mnie najbardziej bolały ceny mięsa i ziemniaków. Ale to wina małej produkcji i marnego transportu. Dlatego też posiłki wielu Filipińczyków to: ryż + najgorszy sos sojowy (sprzedawany w wielkich butlach) + 2-3 małe smażone ryby na całą rodzinę.

    1. Siema, dzięki za komentarz. Na temat związków damsko – męskich nie chcę się wypowiadać ze wzgledu na brak doswiadczeń w tym zakresie. Mogę jedynie posłuchać obytych w zagadnieniu i potwierdzić, że bywa róźnie, a z tego co się słyszy warto wyciągnąć wniosek, że warto być czujnym, bo naiwność może kosztować.

      Posiłki w typowym filipińskim domu na prowincji rzeczywiście są raczej skromne. Nie wykształciła się tutaj kultura kulinarna podobna na przykład do tajskiej, być może wynika to z faktu, że droższe produkty są często poza możliwościami finansowymi wielu rodzin. Chociaż tradycyjna kuchnia filipińska ”na bogato” w zasadzie nam odpowiada. Poniżej kilka przepisów, pozdro.

      http://www.poluzuj.pl/category/kulinaria/kuchnie-swiata/kuchnia-filipinska/

    2. Nie zgadzam się w sprawie trudności ze znalezieniem partnerki. Jest wiele atrakcyjnych, normalnych i wykształconych dziewczyn. Średnia wieku w kraju 23 lata. Rodziny są wielodzietne, więc rodzi się więcej niż emigruje – zaręczam. Do tego nie przeszkadza im różnica wieku i biali są dla nich seksi więc mężczyźni mogą znaleźć tam wspaniała, dobrą, kochającą i atrakcyjną żonę…

      W sprawie plotkarskiej natury pełna zgoda. Ale przy pewnym poziomie dojrzałości komu to przeszkadza?

  8. Cześć Marych – fajny wpis, długo nie mogłem się doczekać nowości… pisaliśmy trochę na maila, jak byliście w Polsce. Drugi komentarz w tym wpisie udowadnia, dlaczego mimo pozytywnych zaskoczeń, jakie przeżyłeś w Polsce, ciężko tu żyć z tego typu ćwokami. Naród polski to porażka, choć staram się nie generalizować…
    Co do cen, to nie znam tych z Filipin, polegam na Tobie i na tym co podaje Grochu, ale przyjedź do Polski w zimie i wtedy zrób taką tabelkę, a zaręczam Ci, że nie wyjdzie ona już tak korzystnie dla Polski. Weź pod uwagę, że byłeś na wiosnę, kiedy to ceny większości podanych przez Ciebie produktów są najniższe.
    Pozdrowienia dla Ciebie i Małżonki – można gdzieś obejrzeć jej zdjęcia poza tym blogiem?
    Tomek

    1. Siema Tomek, fajnie, że piszesz. Zaręczam, że nic w tabeli nie było celowo koloryzowane, aczkolwiek przyznaję, że nie wzięliśmy pod uwagę sezonowości, a staraliśmy się uśredniać. Być może w kilku przypadkach nie do końca to się udało. Dzięki za uwagę i sprostowanie.

      Jeżeli chodzi o zdjęcia, to wrzucamy czasem pojedyńcze na profil na facebooku, ale to raczej sporadycznie. Za to tutaj szykują sie zmiany, chociaż chyba za wcześnie, by mówić o szczegółach. Komentarze, o jakich wspominasz to jest folklor i margines, trudno się czymś takim przejmować. Pozdrawiamy, trzymaj się.

  9. o ile mogę się wtrącić to na jakiej podstawie oceniasz ludzi co komentują twoje wpisy ? jak ludzie z Polski to dla Ciebie folklor i margines to kim ty jesteś ? ludzie podróżują po całym świecie i nie piszą blogów i w cale się nie chwalą, a Ty jesteś w kraju 3 świata i myślisz że komuś zaimponujesz ? , byłem też na Filipinach , owszem można tam zrobić fajne fotki i ciekawe filmy nagrać ze względu na przyrodę ale to żaden raj i dobrze o tym wiesz , więc nie wciskaj ludziom z Polski bzdur o raju na Filipinach , a ceny rzeczywiście są wyższe niż w Polsce i to czasami 2 x , a zwykli Filipińczycy zarabiają do 5000 PHP i jakoś żyją w dużych rodzinach na kupie , w bambusowych domkach , ale to dla Europejczyka na dłuższą metę jest nie do zaakceptowania , pisz obiektywnie a nie tylko w samych superlatywach , na Filipinach było sporo Polaków i wszystko można zweryfikować ,….
    ,

    1. Witam, oburzyłeś się bezpodstawnie, pewnie dlatego, że nieuważnie przeczytałeś to, co powyżej. Pozwól, że wyjaśnię po kolei.

      Kolega Tomek wspomniał o drugim komentarzu do tego posta, w którym ktoś napisał, że jestem jebnięty. I tego typu komentarze nazwałem marginesem z powodu takiego, że pojawiają się sporadycznie. Nie ma tam oceny człowieka, bo niby na jakiej podstawie? Jednego komentarza? Każdy ma prawo do słabszego dnia.

      Ten blog nie jest po to, żeby komukolwiek imponować. Znajdź jedno miejsce, w którym Filipiny nazwałem rajem – nie wykluczam, że mogło się tak zdarzyć kiedyś na początku tej przygody jako efekt ogólnego zachłyśnięcia egzotyką, ale z pewnością nie będzie Ci łatwo. Co nie zmienia faktu, że nam akurat mieszka się tu bardzo dobrze, na tyle dobrze, że na razie nie myślimy o przeprowadzce, a to dobry indykator.

      Osoby które się z nami kontaktują i deklarują zamiar ‚rzucenia wszystkiego i wyprowadzki w tropiki’, a uwierz, że takie są i wcale niemało, nieustannie zachęcam do przyjazdu na wakacje i wyrobienia własnej opinii, a nie sugerowania się subiektywnymi wpisami na blogach. Jeden z czytelników komentujących wyżej trafnie zauważył, że Filipiny to nie jest kraj dla wszystkich, mogę się tylko zgodzić. Pozdrawiam.

      1. no fakt nie zauważyłem że chodzi tylko o drugi komentarz , rzeczywiście ktoś kto to napisał nie powinien tak pisać ,
        wiem , że tam można dobrze żyć , ale to kosztuje w cale nie mało , tak długo jak będziesz miał pieniądze to na pewno Filipiny będą Ci się podobać a przynajmniej małe wyspy , bo to zawsze egzotyka której w Polsce nie ma , ale nie zmienia to faktu że życie na normalnym europejskim poziomie jest bardzo drogie a standard filipiński nie każdemu będzie odpowiadał , sporo turystów będzie rozczarowana kosztami życia i będzie psioczyć że drogo

        1. Tutaj się z Tobą oczywiście zgadzam i kilka razy o tym pisałem w postach umieszczonych pod zakładką ”Ceny”. Również nie rozumiem skąd się w Polsce wzięło dość powszechne przekonanie, że Filipiny są bardzo tanie. Nasze doświadczenie tego nie potwierdza. Pozdro.

          1. byłem nie całe 2 miesiące na Filipinach w miejscach turystycznych i korzystałem z atrakcji , i wszystko było dużo droższe niż w Polsce za wyjątkiem papierosów i rumu , np. marlboro w miękkim opakowaniu kosztuje od 60 do 80 pesos a na lotnisku w Manili 95 pesos , być możne na prowincjach nie turystycznych jest trochę taniej ale wątpię w to chociażby dla tego że Filipińczycy są pazerni na pieniądze , w pewnym sensie podziwiam takie osoby ja Ty co tam bardzo długi czas przebywają , albo masz dożo kasiory albo żyjesz na filipińskim poziomie i nie korzystasz z atrakcji turystycznych ,???
            przekonanie że Filipiny są tanie wzięło się z blogu „ucieczka do raju” 2 polaków trochę namieszało podając nie prawdziwe informacje o kosztach życia , chcąc przyciągnąć turystów z Polski , aby im wynająć pokój , pisali bzdury o tym że życie na Filipinach jest bardzo tanie ,a szkoda bo stali się nie wiarygodni i dużo stracili na wizerunku ,….

          2. Dwa miesiące typowego wyjazdu turystycznego z korzystaniem z atrakcji oczywiście musi swoje kosztować. Mieszkając dłużej koszty można ograniczyć (najem długookresowy, własny środek transportu, znajomości wśród miejscowych sprzedawców itp), co jednak nie będzie oznaczało życia za półdarmo. Chłopaków z Ucieczki mieliśmy okazję poznać jakoś na początku ubiegłego roku, ale chyba nie poruszaliśmy wówczas tematów związanych z finansami. Z naszego doświadczenia ceny na Bantayanie i Siquijorze są porównywalne, może Siqui odrobinę tańszy, ale nie na tyle, by poczuć różnicę przy wyjeździe wakacyjnym.

  10. Kolego Anonimowy z 30 czerwca, każdy przy zdrowych zmysłach zdaje sobie sprawę, że raju na ziemi nie znajdziesz, zresztą poza nią chyba też nie. Tak się składa, że parę lat mieszkałem w Niemczech, Holandii, w USA, rok na Javie, pięć lat na Nowej Zelandii, pięć miesięcy na wyspie Niue i w kilku innych dziwnych miejscach na świecie. Więcej czasu swojego życia spędziłem poza Polską, biorąc nawet pod uwagę dzieciństwo i młodość. Jestem już na tym świecie ponad 50 lat i mimo, że prowadziłem firmę w Niemczech zatrudniającą ponad 200 osób, a co za tym idzie zarobki też miałem odpowiednie, mimo że aktualnie prowadzę firmę w Polsce zatrudniającą 80 osób z obrotem 10 milionów rocznie, to najlepiej wspominam pobyt w Nowej Zelandii, gdzie byłem prostym kierowcą ciężarówki i prowadziłem proste życie…
    Wszystko zależy od tego, czego się szuka, nikt nikomu nie chce niczym imponować, przeżyjesz jeszcze parę lat i dojrzejesz do tego, że w sumie w tym zapapranym życiu najważniejszy jest święty spokój i easy live… dlatego też doceniam dojrzałość Marycha i Grocha, że doszli do tego w tak młodym wieku…
    Europejskie standardy??? A co to jest??? Wieczny wyścig szczurów…
    Filipiny trudno mi oceniać, bo akurat tam jeszcze nie byłem, ale osobiście uważam, że nie chodzi kompletnie o to gdzie jest taniej, czy drożej, gdzie jest „europejski standard”, a gdzie nie – bo Filipiny to jest styl życia…
    Marych akurat wcale nie koloryzuje, pisze bardzo obiektywnie jak mi się wydaje, Grochu może trochę mniej, ale ma to podłoże marketingowe (w końcu trzeba wynajmować te domki…)
    Reasumując ścigaj się dalej z sąsiadami i znajomymi, na to kto ma lepszą furę, kto ma bardziej wypasioną chatę, spłacaj te kredyty, wypruwaj sobie żyły po nocach, a ja sobie będę siedział w bambusowej chatce i patrzył na zachód słońca i będę miał „europejskie standardy” głęboko w dupie…. bo to o to chodzi w tym wszystkim… jak to ktoś słusznie zauważył, Europejczycy mają zegarki, a Filipińczycy mają czas…
    Amen

    1. Dzięki za ciekawy komentarz Kiwi. Z większością się zgadzam, z tym, że rozumiem, że nie każdemu musi taki styl życia odpowiadać. Dziękuję też za miłe słowa, nawet jakby miały być na wyrost ;-) Zazdroszczę Ci życiorysu zgodnie z tym, co już kiedyś wypisywałem gdzie indziej, a co pasuje tu dobrze:

      Paradoksalnie doszło do sytuacji, gdzie wobec braku w naszym życiu wymagających, stresujących długofalowych projektów imponują nam osoby robiące spektakularne kariery w ciekawych zawodach, budujący biznes na własnych zasadach, decydujący się na liczne rodziny itp. Z kolei z rozmów ze spotykanymi ludźmi i z korespondencji, którą otrzymujemy wyciągamy wniosek, że decyzja o wyjeździe i zamieszkaniu tutaj w jakiś sposób imponuje im. Zatem każdy każdemu po trosze momentami zazdrości na zasadzie szukania zieleńszej trawy po drugiej stronie płotu, ale nikt by się z nikim na poważnie po zastanowieniu nie zamienił. I to jest piękne.

      Gdybyś kiedyś zapuścił się w te rejony świata to zapraszam do nas, miło byłoby Cię poznać. Pozdrawiamy.

      1. Marych dzięki za odpowiedź!!! To nie całkiem tak, jak piszesz o tych zielonych trawach, … z dystansu wszystko wygląda zawsze różowo, obracałem się dużo w świecie business’u i uwierz mi, naprawdę nie ma czego zazdrościć. Na zewnątrz widać luksus, ale nikt nie zadaje sobie pytania jakim kosztem??? Miałem taki przypadek, że mój dość bliski znajomy wchodził w business, gałązki mu latały z podniecenia, z małżonką robił plany, jaką to sobie furkę zafundują, jaki kredycik weźmą na domek…hmmm może bardziej pałacyk… Po trzech latach bycia inside i osiągnięciu wszystkich planów, kiedyś przy „małej” wódeczce mówi do mnie: „…w co ty mnie wpier…łeś, ja nie ma czasu się poskrobać, stres ma maksa, czas pracy 20 godz na dobę włącznie z weekend’ami, co ja mam z tego życia…”. A ja mu na to: „Kolego, mówiłem, ostrzegałem – w końcu masz teraz furę, o której marzyłeś, masz dom, masz wszytko, czego tak mi zazdrościłeś, więc o co biega?”.
        W życiu nie ma nic za darmo, niestety…
        Kiedyś poczułem się tak wypalony, tak zmęczony, że po prostu nie patrząc na nic, na rodzinę, na business, na nic spakowałem walizkę w pół godziny nie mówiąc nikomu i pojechałem na lotnisko, tam kupiłem bilet na Heathrow i… i poleciałem… nie wiedząc nawet gdzie w końcu wyląduję…. W Londynie poprosiłem o najbliższy bilet do Nowej Zelandii, patrzyli na mnie jak na czuba, bez rezerwacji, gostek kupujący bilet na drugą półkulę „w kasie” jak na dworcu PKS.
        I powiem Ci tak, to była jedna z najlepszych decyzji mojego życia!!! Przeżyłem wspaniałe 7 lat, pracując początkowo jako pracownik fizyczny na budowach, a później jako truck driver… zacząłem wreszcie ŻYĆ!!! Poznałem wreszcie wspaniałych, szczerych ludzi i to było więcej warte niż wszystkie pieniądze tego świata. Wyspiarze mają to do siebie, że specjalnie nigdzie się nie spieszą, to samo było tam, takie Filipino Time… umawiałeś się na 9:00, ktoś przychodził o 13:00 i jeszcze się dziwił, że Ty się dziwisz :-) Zero stresu, zero nerwów, easy….
        Marych zdaj sobie sprawę, że będąc w takiej Polsce na kilka miesięcy z wizytą, widzisz tylko „cienie” życia, it’s not reality, a nikt nawet z najbliższych znajomych z oczywistych względów nie będzie zaburzał tego wyidealizowanego obrazka, sam to kiedyś robiłem… to znam te mechanizmy.
        Czy Ci zazdroszczę – TAK, bo znam to trochę z autopsji, życie nie polega na zdobywaniu, życie polega na życiu!!! Sam mam wyrzuty sumienia, że przez tą machinę cywilizacyjną, przez ten wyścig szczurów straciłem najlepsze chwile, które powinienem poświęcić swoim dzieciom, tego się kupić nie da!!!
        Sorrki za te wynurzenia na publicznym forum, ale tak mnie jakoś wzięło…
        Czy zapuszczę się w Twoje rejony? Tak – planuję wyjazd na stałe już od ponad 2 lat i wiem, że w końcu dopnę swego… niestety każdy, tak samo jak ja jest oportunistą w pewnym stopniu, dlatego też mimo wyłuszczonej tutaj ideologii – flower power, jednak w jakiś sposób stara się przygotować do tego, chociażby finansowo, przecząc sobie samemu i swoim wywodom powyższym… :-)
        Pozdrawiam i chylę nisko czoło przed szacowną małzonką
        Tomek

        1. Z tą wizytą na chwilę i zwiazanymi z nią bardzo pozytywnymi wrażeniami z pewnościa masz dużo racji. Nie było czasu ani okoliczności by Polska zdołała nas do siebie zniechęcić. Dzięki Tomek za podzielenie się interesującą historią i skłaniającymi do refleksji wnioskami. Pozostaje mi tylko ponowić zaproszenie, bo pewnie masz o czym opowiadać. Nowa Zelandia bardzo nas pociąga, fajnie byłoby pogadać z kimś obeznanym w temacie. Również pozdrawiamy.

    2. kolego Kiwi , jeżeli chodzi o moje wpisy z 30 czerwca to wyrażam tylko i wyłącznie swoje spostrzeżenia z 2 miesięcznego pobytu na Filipinach , nie twierdzę , że mam we wszystkim rację ani nikogo nie krytykuje ,
      byłem już w 20 krajach i widzę różnicę , miedzy krajami i ludźmi , żeby mieć święty spokój i siedzieć w bambusowej chatce i patrzyć się na zachód słońca musisz mieć pieniądze , ostatecznie wszystko sprowadza
      się do pieniędzy , Europa to wyścig szczurów , ale gdzie tego wyścigu nie ma ?szkoda że mnie
      oceniłeś z góry , nie mam kredytów i nie ścigam się ze sąsiadami i znajomymi o dobra materialne ,
      ale przyjdzie jeszcze czas że zatęsknisz za Europejskimi standardami ,będąc poza Europa ….

      1. Kolego z całym szacunkiem, ale nie całkiem chyba to zrozumiałeś. Może i byłeś w 20 krajach, ale czy gdziekolwiek spędziłeś dłuższy czas – mam na myśli parę lat? Z wakacyjnego punktu widzenia, zawsze wygląda to trochę inaczej. A czy zatęsknię za Europą, pewnie tak…, ale to na zasadzie tej zieleńszej trawy u sąsiada, o której pisał Marych…

      2. Każdy jest inny. Ja podobnie ja Kiwi mam 50 lat. Mieszkałem w Polsce i w USA. Mieszkam na Filipinach z wyboru, ponieważ produkcję przeniosłem do China i stąd mi bliżej niż z USA. Wybrałem Filipiny świadomie i nigdy nie żałowałem.

        Wszystko jest bardzo indywidualne, każdy z nas jest inny. Ja dobrze się czuję w Azji pod każdym względem i nie przewiduję tęsknoty za Europejskimi standardami, cokolwiek to znaczy. Osobiście wolę standardy Filipińskie :-)

        Dam tylko kilka przykładów:

        1) Mam skromne wymagania jeśli chodzi o mieszkanie i wynajmuję apartament jak Filipińczycy, całkowicie wystarczający na moje potrzeby, płacę 2000 peso miesięcznie, czyli jakieś $40. Prąd mnie więcej kosztuje, bo zainstalowałem sobie A/C. Za prąd płacę ok $80 miesięcznie, ponieważ jest drogi. W tym roku jednak zainstaluję sobie panele solarne i rachunek spadnie do zera lub blisko zera, a inwestycja zwróci się po roku.

        2) nie muszę i nie chcę mieć samochodu. To bardzo miła odmiana po konieczności posiadania samochodu w USA, gdzie żeby pójść na spacer, to najpierw trzeba pojechać samochodem. W ekstremalnych przypadkach w USA żeby wyprowadzić psa, to trzeba najpierw skorzystać z samochodu. Komunikacja publiczna jest tutaj bardzo dobrze rozwinięta, chociaż oczywiście nie spełnia „standardów europejskich” a unijnych to już zupełnie. Ja jednak jestem z tej komunikacji bardzo zadowolony: samoloty tanie, Jeepney to super egzotyka i tania jazda, możliwość poznania wielu ludzi, tricycle są tanie idostępne wszędzie – też w sumie spora frajda taka nieskrępowana jazda. Przpepisy drogowe nie istnieją i to też mi się bardzo podoba. Jedziesz jak chcesz: w środku, na dachu, na zderzaku. Jeepnej staje gdziekolwiek poprosisz na trasie itp. Autobusy komfortowe, tanie i dobrą klimą. Bardzo lubię autobusy dalekobieżne. Taxi w Manili tanie, jeśeli umie się odróżnić to normalne, od tych dla Jeleni :-)

        3) Jedzenie w Azji mi bardzo służy. Sporo zrzuciłem wagi, zniknął problem cukrzycy, która pojawiła się w trakcie kilku lat w USA. Póki jestem w Azji cukrzycy nie ma i tyle. Nie biorę żadnych tabletek, mierzę cukier regularnie i jest w normie. Wolę Chińską ze względu na dużo większą różnorodność, ale domowa i tradycyjna kuchnia filipińska jest bardzo dobra i niedroga. Gotując skromnie ale bez przegięć na rodzinkę 2+1 wydaje się jakieś 2000 peso tygodniowo, czyli $40 dolarów. Oczywiście w górę nie ma ograniczenia. To nie obejmuje używek, poza kawą, ale kawa to jedyna używka którą jestem zainteresowany

        4) Dla mężczyzn zwłaszcza w średnim wieku to jest raj na ziemi, jeśli chodzi o relacje z płcią przeciwną. Właściwie z każdą płcią jeśli ktoś ma odmienne preferencje seksualne, bo nie brakuje również atrakcyjnych „laydyboys” i właściwie trzeba mocno uważać, żeby się nie zdziwić :-) Oczywiście mówię tu tylko i wyłącznie o normalnych relacjach damsko-męskich o romantycznej charakterze, a nie o płatnym seksie, który zresztą jest też łatwo dostępny, gdyby to kogoś akurat kręciło. Wracając do relacji romantycznych oprócz przeciętnie wyglądających dziewczyn/kobiet jest wiele bardzo atrakcyjnych – oczywiście to kwestia gustu. W moich oczach bardzo atrakcyjnych. Co ważne tutaj jest zupełnie inne podejście do różnicy wieku – jest ona kompletnie nieistotna. Można zatem z łatwością znaleźć partnerkę, dziewczynę żonę w każdym wieku, w zależności od preferencji, starszą od siebie, rówieśniczkę, młodszą, dużo młodszą lub kompletnie młodą. Jest wiele wykształconych kobiet, na dużym poziomie intelektualnym. Bardzo dużo pochodzących z przyzwoitych domów i przestrzegających wysokich standardów. Nastawionych bardzo rodzinnie, wspaniałych towarzyszek życia. Oczywiście jak ktoś szuka po barach, to znajdzie latawice. W normalnych relacjach trzeba uważać na dwie kwestie: 1) dziewczyny są bardzo romantyczne, łatwo się zakochują, inaczej interpretują okres „randkowania” niż w świecie zachodnim. Dla nich jak zaprosisz dwa razy na kolację to znak że masz poważne plany i ona zaraz Ci przedstawi rodzinę, a Ciebie jako oficjalnego kandydata. Trzeba uważać, żeby nie złamać im serca. 2) są bardzo rodzinne i prawie bez wyjątku chcą mieć dzieci, więc jeśli mężczyzna ma ten etap za sobą, to raczej powinien szukać dojrzałej kobiety, która dzieci już odchowała lub ma. Dziewczyny tutaj uważają, że mieszanka białego z filipinką daje śliczne dzieci – to prawda w dużej mierze. Dlatego z pewnością będzie Was męczyć o dziecko jeśli jesteś biały i masz do tego foremny nos zakończony czubkiem a nie płasko. To dla nich ideał piękności, hehehe.

        Na koniec moje uwagi w sprawie cen. Stereotyp o niskich cenach wynika z porównania z cenami ze świata zachodniego, a nie z Polski. Ja również porównuję ceny z amerykańskimi, bo tam ostatnio mieszkałem i na zachodzie zarabiam pieniądze. Jeśli ktoś potrafi się wtopić w realia filipińskie to może żyć za bardzo małe pieniądze rzędu $500 miesięcznie za małą rodzinę 2+2. W miarę jak dzieci będą rosły wydatki również wzrosną. Jeśli przydarzy się choroba w rodzinie, to wydatki będą spore. Można żyć za powiedzmy $1000 miesięcznie na znacznie wyższym poziomie niż inni filipińczycy, ale nadal pośród nich. Jeśli ktoś próbuje żyć tutaj w stylu zachodnim, to wyda więcej niż w USA, czyli również znacznie więcej niż w Polsce.

        Dlatego tak wiele jest opinii na temat drogo/tanio. Dla jednego $1000 miesięcznie to tanio, dla innego drogo, a dla jeszcze innego taki standard jaki można mieć za $1000 jest kompletnie nie do zaakceptowania, bo nie spełnia „norm europejskich”.

        Pozdrawiam wszystkich, a zwłaszcza autorów forum, które jest bardzo fajne!

        1. O kurde, dzięki za komentarze tu i pod innymi postami. Nie chciałbyś w wolnej chwili pokusić się o gościnny wpis o Twoim doświadczeniu na Filipinach? Albo i nawet cykl? Intuicyjnie wyczuwam ciekawy materiał. Pozdro.

  11. ceny na Filipinach są uzależnione od kursu PLN do PHP , od 6 miesięcy ten kurs jest w granicach 83-84 zł za 1000 PHP , a to czyni Filipiny obecnie bardzo drogim krajem i nieatrakcyjnym turystycznie jeżeli chodzi o koszty wyjazdu , w 2011 roku 1000 PHP kosztowało tylko 60 PLN więc jakieś 30 % taniej i wtedy rzeczywiście było tanio , ale taki kurs był bardzo krótko , OBECNIE JEST BARDZO DROGO a gdy się umocni jeszcze bardziej PHP do PLN to chyba pouciekają wszyscy turyści , ….

    1. Dobra uwaga. Peso rzeczywiście umacnia się wobec złotego. Wynika to z faktu, że kurs waluty filipińskiej jest dość sztywno związany z kursem dolara, a ten umocnił się w ciągu roku wobec złotówki o 25% i może szybować wyżej. Warto o tym pamiętać. Dzięki i pozdro.

    2. Nikt nie pouciekał, obecnie 1000 peso to $20 czyli jakieś 80 zł.

      Wszytko zależy jakich wakacji się szuka i jakie się ma oczekiwania. Dla tych którzy szukają rajskiego zakątku, morza, plaży, trochę odosobnienia, krystalicznie ciepłej wody, idyllicznego spokoju, możliwości wspaniałego nurkowania itp Filipiny są wspaniałym miejscem, być może najlepszym na świecie.

      Dla miłośników nurkowania to prawdziwa Mekka z kilkoma miejscami w zdecydowanie TOP 10 miejsc do nurkowania na świecie.

      Dla amatorów, którzy nie nurkują ale pływają i nadają się do pływania z maską i fajką jest to również raj, ponieważ w wielu miejscach przepiękne rafy koralowe są łatwo dostępne blisko powierzchni.

      Dla ludzi zainteresowanych ludźmi i odmienną kulturą wiele wspaniałych miesc do odwiedzenia.

      Jeśli ktoś chce przejść na emeryturę w tropikalnym kraju, to ciężko mi sobie wyobrazić lepsze miejsce, choćby ze względu na przepisy wizowe. Można siedzieć do 3 lat na wizie turystycznej, potem wyjechać na jeden dzień, wrócić i zegar tyka od nowa. Można zadeklarować emeryturę tutaj i dostanie się od ręki prawo stałego pobytu. Językiem urzędowym jest angielski, alfabet jest łaciński, Tagalog jest dość łatwy do opanowania, ludzie mili a kobiety seksowne i lubią starszych mężczyzn oraz obcokrajowców, wcale nie ze względu na pieniądze w takim rozumieniu jak to głoszą stereotypy.

  12. Polskie ceny podane w tabelkach [zwłaszcza dwóch pierwszych] są kompletnie nierealistyczne. Sprawiają wrażenie celowo zaniżonych :) Poza kilkom produktami/usługami, które mają podane właściwe ceny – reszta jest za niska.

    1. Kurde no, ceny serio spisywane na kartkę z marketowych regałów w Poznaniu i Wrocławiu wiosną tego roku. Bez ściemy. Ktoś wyżej zwrócił uwagę, że to w Polsce najtańszy sezon, ale przecież różnice w ciągu roku nie są dramatyczne. Dzięki za uwagę.

  13. Echh…zyjemy w czasach ze pieniadz potrzebny wszedzie.globalizacja i reklama robia swoje .swiat sie kurczy niestety.ale jesli nie ulegnie sie pokusom wmawianym nam wydumanych potrzeb zyc w miare tanio mozna wszedzie. A tanio wcale nie znaczy nudno czy biednie.grunt to wolnosc i niezaleznosc. I tego mozna i trzeba Wam zazdroscic:) w pozytywnym tego slowa znaczeniu:)

    1. Dobrze powiedziane. Niestety prawda jest taka, że człowiek sam sobie nie zdaje sprawy jak łatwo wpada w macki marketingowców. Trzeba się bronić, bo nadmierna konsumpcja nie prowadzi do niczego dobrego. Dzięki i pozdro.

  14. Troszkę mnie zaskoczyłeś tymi cenami ;) ale wydaje mi się, że porównujesz ceny w dużych sklepach (hipermarkety itp) a w polsce odwiedziłeś Biedronkę. Wystarczy udać się na najzwyklejszy ryneczek gdzie zaopatruje się większość ludzi ;) byłem miesiąc w Digos City (nie należy do małych miast) ale widzisz moja filipina zabrała mnie tam gdzie jest tanio i tyle ;) wydałem 3000pln na wszystko przez miesiac (na utrzymaniu dodatkowo miałem 3 osoby tak więc wszystkie wycieczki, jedzenie, transport szło x4). A dodam jeszcze, że kupiłem sobie żagłówkę za 500zł ;) Poniżej masz ceny z marca tego roku jakie obowiązywały na rynku gdzie co niektórzy widzieli białasa pierwszy raz na oczy ;))))) Ciężko też porównywać ceny jak jest sezon w polsce i wszystko masz prawie za złotówkę ;) Poniżej masz rozpiskę ile za co płaciłem ;)

    Produkt/Pesso
    Wołowina 230
    Szynka wieprzowa 170
    Kurczak (cały) 122
    Kurczak z rożna 160
    Jajko 4.50
    Banany (wybrałem średnią cenę) 25
    Papaya 25
    Mango 25
    Bangus (ryba) 100
    Tilapia (ryba) 85
    Galunggong (ryba) 110
    Alumahan (ryba) 100
    Tuńczyk (najlepszy wybór ale najdroższy) 200
    Ryż 32
    Melon 34
    Kapusta 60
    Marchew 65
    Pomidor 30
    Cebula 50
    Ziemniaki 35
    Kapusta pekińska (ja kogoś nie stać na tą polską ;) 35
    Cukier 50
    Olej (750 mL) 44
    Trycycle (byle gdzie) 15
    Lucky Strike 20
    Marlboro drogie by słynne w USA 60
    Trycycle (byle gdzie) 15
    Jeep bus 7

    Jak jechać to na prowincję ;) a jak sie nie ma swojej Filipiny pod ręką to proszę mnożyć cenę x10 ;)))) Pozdrooooo :))))))

    1. Witam, dzięki za to zestawienie. Jak widać ceny są mocno uzależnione od lokalizacji i sezonu. Te które podałem to uśrednienione wartości z wysp Bantayan i Siquijor, na których turystyka owszem istnieje i rozwija się, ale daleko im do rozbuchania jakiego doświadcza Boracay, Bohol, czy El Nido. W supermarketach zakupów nie robimy praktycznie wcale, na prowincji nie ma, a w miastach bywamy bardzo rzadko w konkretnym interesie. Nie chcę się licytować, ale jako, że właśnie wróciłem z zakupów w Siqui dla przykładu podam kilka aktualnych cen (wyglada mi, że na owoce i warzywa jest obecnie słaby sezon): mango 120, cebula 100, ziemniaki 60, kapusta pekińska 60, banany 50(średnio), kurczak z rożna 180-200 w zależności od wielkości, świeże ryby 140-180. No nie chce wyjść inaczej i są to ceny wypisane na kartonach, a nie wyjęte z kapelusza na widok obcokrajowca. Na plus lanzones, które bardzo lubię, to 50 peso vs 100 na Bantayanie :-) Dzięki za komenta, pozdro.

    2. Digos City to Mindanao , tam nie ma turystów i takie ceny może i są ,
      na Panglao w maju np. za 1 kg bananów płaciłem 50-60 php ,a za kilo arbuza 80 pesos i nikt mi nie zawyżał cen dlatego że byłem turystom takie ceny były dla wszystkich zarówno na straganach jak i w sklepach mini market ,ale ogólnie było drogo dużo drożej niż w Polsce
      fajki jak Vinston czy Marlboro były po 60 pesos , ciekawe czy na Boholu byś wydał te 3000 zł przez miesiąc , mogę się założyć żeby ci się nie udało

      1. Dzięki z tę uwagę. Dodam, że Mindanao to bogate obszary rolnicze, żyzna gleba itp, Produkty rolne są tam tańsze, bo odpada dość kosztowny transport morski. Pozdrawiamy.

    3. Potwierdzam ceny na prowincji. W marketach oczywiście takie jak w tabelkach.

      Własna Filipina wpływa pozytywnie na ceny zakupów – tutaj kobiety osiągają mistrzostwo w gospodarności. Jednak jeśli opanuje się Tagalog to od razu ceny dla Ciebie spadają o tubylcy mają spory szacun. Trzeba tylko sprawnie opanować kilka fraz, z których najprzydatniejsza jaką podchwyciłem od innego expaty to: Niloloko mo ako! (You drive me crazy!). Jak się to powie w odpowiednim monencie i z uśmiechem to są rozbrojeni. Ja mówię im krótko, że nie jestem turystą i nie zapłacę więcej niż filipińczyk bo tu mieszkam i tyle. Rozumieją to doskonale. Trzeba tylko umieć to powiedzieć w Tagalog i w tym języku się targować. Wystarczy miesiąc nauki.

  15. Zapomniałem powiedzieć ;) zwierzęta nie są karmione sterydami jak w PL, warzywa masz całkowici naturalne zprzydomowych ogródków bez chemikaliów itp dlatego też często są 2 krotnie mniejszych rozmiarów ;) poprostu zdrowiej.

    1. Dla odmiany wszelka żywność przetworzona jest raczej niezdrowa, bo starają się ją maksymalnie potanić. Dlatego warto gotować w domu, ze świeżych produktów z targu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *