Jak rzucić wszystko i wyjechać do ciepłych krajów, z czego się utrzymywać i jak znaleźć pracę w Azji – uprzejmie proszę o rzetelne informacje :-)

Tych, którzy ten wpis uznają za arogancki zapewniam na samym wstępie, że zupełnie nie taka jest intencja jego powstania. Nie bywam opryskliwy, ani nie chcę odpowiadać na odczepnego, ale zakres odpowiedzi na często kierowane do nas pytania zawarte w tytule jest szerszy, niż biodra mamy tych nowych celebrytek od lodów śmietankowych. Zaznaczę od razu, że nie jesteśmy tego typu maili najlepszymi adresatami, nieproszeni nie udzielamy rad, w ogóle do ich udzielania podchodzimy z ostrożnością. Z kolei lakoniczny i ogólnikowy odzew z naszej strony nadziewa się na pytanie pomocnicze: w takim razie napisz Marych jak to było w waszym przypadku. Szczerze mówiąc nie wiem, czy to dobry pomysł, ale zaryzykuję, z przymrużeniem oka. Na serio myślę, że niektórym gorącym głowom przyda się kubeł zimnej wody, choćby po to by uchronił przed potencjalnie kosztownym w wielu aspektach rozczarowaniem.

Kliknij >>>TUTAJ<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami

Jak rzucić wszystko i wyjechać?

 

Przede wszystkim w naszym przypadku nie było żadnego rzucania wszystkiego i skoku w nieznane. Nie przesadzajmy, w Azji spędziliśmy łącznie nieco ponad niż trzy lata. To znacznie krócej niż zdarzało nam się mieszkać w innych krajach z dala od Polski, a początki to był w zamyśle paromiesięczny wyjazd traktowany wówczas jako przystanek w życiorysie zawodowym. Tak sie złożyło, że najbliższe lata chcemy związać życie z Filipinami, ale z pewnością nie na zasadzie zupełnego zrywania więzów i odcinania się od tego co zostaje chwilowo daleko, bo to są sprawy dla nas bardzo istotne.

 

Wrócę na chwilę do tej sakramentalnej kwestii ‘rzucania wszystkiego’ – radzimy mocno zastanowić się przed podejmowaniem pochopnych ruchów pod wpływem impulsu, nieoczekiwanego przypadkowego wkurwu, przykrego incydentu w życiu itp, bo to nie są dobrzy doradcy. Sama zmiana otoczenia nie rozwiąże żadnych problemów, prędzej czy później trzeba będzie się z nimi zmierzyć, a przed sobą samym donikąd się nie ucieknie.

 

Znacznie lepiej przyjechać na miesiąc lub dwa na rekonesans i na spokojnie ocenić, czy miejscówka, która chodzi nam po głowie jest tym, czego szukamy. Relacje internetowe, również i te na naszym blogu, dalekie są od dogłębnej obiektywnej analizy, a wręcz zastany tu świat zwykle idealizują. Polecam wyrobić sobie własne zdanie.

Poza tym, nie każdy potrafi zrezygnować z luksusu i wygód jakie na tacy serwuje cywilizacja. Człowiek często nawet nie zdaje sobie sprawy, że z pewnych rzeczy będzie musiał zrezygnować, a inne mocno ograniczyć. Przed pierwszym wyjazdem do Azji na przykład w ogóle nie mieliśmy świadomości, że wybierając kwaterę warto zwrócić uwagę, czy w pomieszczeniu jest okno, prysznic pryska ciepłą wodą, ba czy w ogóle jest bieżąca woda, czy kibel trzeba spłukiwać rondelkiem. Warto zainteresować się również kwestiami dostepności do służby zdrowia, zwłaszcza zaawansowanej opieki medycznej, czy systemu oświaty. Z tym na prowincji bywa raczej słabo. O ograniczonym asortymencie podstawowych artykułów spożywczych nawet nie wspominam.

 

Jak zaplanować wyjazd i gdzie kupić bilet?

 

Wbrew pozorom nie jest to specjalne trudne, ani nie wymaga wielkiej odwagi pod warunkiem zachowania rozsądku, o czym wyżej. Jak z wieloma innymi przedsięwzięciami trzeba określić, czego się chce, podjąć decyzję, ustalić plan, skonfrontować go z budżetem, dokonać korekt, spakować mandżur i tyle. Bilety lotnicze najlepiej kupować korzystając z porównywarek cen, których jest obecnie w sieci zatrzęsienie, zwykle starając się wybierać jednak te popularniejsze, bo znajomym przytrafiały się wtopy. To są absolutne podstawy. Konkretów dotyczących poszczególnych (tfu!) destynacji szukajcie na portalach podróżniczych, forach, grupach dyskusyjnych itp. Nieocenioną skarbnicą wiedzy jest forum Lonely Planet. Informacji w sieci jest masa, a nasze doświadczenie jest na tyle mizerne, że nie podejmuję się wchodzenia w szczegóły.

 

Z czego utrzymać się na Filipinach?

 

Finanse to zagadnienie absolutnie najpopularniejsze. Temat cen i kosztów życia poruszałem już kilka razy i zwykle polecam po prostu zakładkę ‚Ceny’ na blogu i dokonanie kalkulacji na bazie własnych potrzeb i planów, bo, jak pisałem Filipiny to kraina ogromnych kontrastów i zdefraudować tu jakąkolwiek kwotę nietrudno.

 

Często pojawiają się też pytania o budżet startowy i jego źródła. W naszym przypadku było tak, że już w trakcie studiów wyjechaliśmy za granicę i wracaliśmy potem co jakiś czas, choćby po to, żeby je ukończyć, ale raczej nie na długo. Z pamięci, od 1998r. czyli przez ostatnie 18 lat, w Polsce spędziliśmy łącznie może cztery lata. Przed zaplanowanym wyjazdem sporo czasu trzeba było poświęcić na niespecjalnie ambitną pracę, najczęściej w dużych firmach obsługujących międzynarodowe korporacje na zasadach outsourcingu. Liczyło się, że, jak to powiada dzisiejsza młodzież, hajs się zgadzał.

 

Dobrze jest w międzyczasie nauczyć się żyć w miarę oszczędnie i rozsądnie inwestować. Zwłaszcza w tej ostatniej kwestii poza wiedzą i systematycznością przydaje się również szczęście. Nie każdemu takie podejście odpowiada, to zrozumiałe, nam przecież w końcu też przestało. Patrząc dziś z boku nie polecałbym już chyba tej drogi jako recepty uniwersalnej, ale wiadomo, że punkt widzenia zależy i tak dalej.

 

Na marginesie: uważam, że edukacja w zakresie zarządzania budżetem domowym w Polsce kuleje. Pomocne okazują się popularne w ostatnim czasie blogi finansowe, z których najgoręcej polecam Michała Szafrańskiego i Jak Oszczędzać Pieniądze. Autor w poruszanej tematyce jest przenikliwy i konkretny i w przystępny sposób systematyzuje wiedzę ze swojej działki. To w temacie oszczędności. Jeżeli chodzi o inwestycje to od zarania zaglądam na bloga APP Funds – ciekawa lektura, zwłaszcza posty dotyczące psychologii inwestowania, samodyscypliny i konsekwencji, bo typowanie i spekulacje to tak jak wszędzie indziej trochę wróżenie z fusów, czego autor nie ukrywa.

 

Na marginesie marginesu delikatnie sugeruję też trzymać się z dala od kart kredytowych, debetów, pożyczek itp. Nie idźcie tą drogą, bo chodzi nam przecież o jak najdalej posuniętą finansową wolność, a kredyt to jej przeciwieństwo – finansowe zniewolenie.

 

W tym kontekście nie rozumiem decyzji Michała, który na strategicznego partnera swojego serwisu wybrał czołowego emitenta kart kredytowych. Dostrzegam tu fundamentalny konflikt interesów firmy i jej klientów, niezależnie od deklaracji, że to dla ich dobra, byle z głową. Spory odsetek czytelników to osoby ewidentnie zagubione, wplątane w spiralę długów, rozpaczliwie poszukujące pomocy. Uzależnione. Przemawianie do nich pod patronatem firmy Mastercard to taki sponsoring Agencji Rozwiązania Problemów Alkoholowych przez markę Wyborowa. Nie przekonuje mnie argument, że karta to narzędzie i korzystając z niego roztropnie de fakto zyskujemy. Trzymając się analogii, żaden terapeuta od wódy nie poleci podopiecznym niewinnego przecież browarka, więc nie kupuję tej retoryki, bo to grząski grunt.

 

”Jednymi z najkorzystniejszych promocji bankowych są te, które dotyczą kart kredytowych. Banki chętnie oferują na start bonusy warte nawet kilkaset złotych bo wiedza, że prędzej czy później się potkniemy i zapłacimy jakieś odsetki czy prowizje” (źródło cytatu: LiveSmarter – warto zajrzeć). Jednym słowem to skalkulowana pułapka, o której Stephen King pisał tak: credit cards put barnacles on your hull and slowed you down. Credit cards were agents of the norm and worked in favor of the sure thing. Swoją drogą fascynujące, jak te zdania siedzą w pamięci od wielu lat. Musiały siąść we właściwym miejscu świadomości.

 

Ale mówię, bloga Michała polecam z całą odpowiedzialnością, bo zawiera kompleksową wiedzę z dziedziny finansów osobistych, wychodzenia z długów i drogi do wolnosci finansowej. Dobra, na tym zakończę ten dryf, temat pracy na Filipinach poruszę jednak kiedy indziej, bo jest zbyt rozległy by go ciągnąć dziś.

 

Życzymy przemyślanych i trafnych decyzji. Pozdrawiamy wszystkich i zachęcamy do kontaktu za pośrednictwiem profilu facebookowego lub poprzez formularz na blogu. W kwestii zasadniczej nic sie nie zmienia, z przyjemnością odpowiemy na wszystkie konkretne pytania. Peace!

 

WH3A2626 copy

 

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

67 myśli nt. „Jak rzucić wszystko i wyjechać do ciepłych krajów, z czego się utrzymywać i jak znaleźć pracę w Azji – uprzejmie proszę o rzetelne informacje :-)”

  1. Ja wszystkim, którzy chcą zamieszkać w takim kraju proponuję na początek wyjechać tam na wakacje:) To najlepsze, aby sprawdzić, czy nadajemy się do takiego kraju:)

    1. Właśnie czytam:) No bo niektórzy się „napalają”, a później przezywają srogie rozczarowanie:) Sam już mieszkam kilka miesięcy w Azji (Tajlandia, teraz Malezja, niedługo Indonezja) i wiem coś o tym:)

    2. Ooooo: „radzimy mocno zastanowić się przed podejmowaniem pochopnych ruchów pod wpływem impulsu, nieoczekiwanego przypadkowego wkurwu, przykrego incydentu w życiu itp, bo to nie są dobrzy doradcy. Sama zmiana otoczenia nie rozwiąże żadnych problemów, prędzej czy później trzeba będzie się z nimi zmierzyć, a przed sobą samym donikąd się nie ucieknie”. Dokładnie!

    1. Poluzuj tam, gdzie cię ciśnie – poluzuj.pl Bo Wy nie wiecie, jak tutaj jest teraz ciekawie. Wiecie jakich emocji dostarcza poranna prasowka? A ten wszechobecny chlod i szarzyzna? Te to nawet w szerszym, nizli pogodowym kontekscie. O takich balchostkach jak dzieci nie bede pisal, bo przeciez teoretycznie moglyby sobie pojezdzic po swiecie z nami. Ale juz taki nowy domek … no ciezko byloby nadac na koniec swiata. Wlasnie! Marychy? Bo jesli bedzie chcieli wpasc na kawke, to juz nie na Bielany. Dajcie kwadransik wczesniej znac, to podam nowe koordynanty. No. To buziaczki. Takie prawdziwe. Szczuropolackie! :)

  2. Znam to dobrze, też mam dużo pytań o te niby praktyczne rzeczy, łącznie z pytaniami, czy mogę pomóc załatwić pracę w Anglii. Eh ludzie. A tych Filipin to wam trochę zazdroszczę, ale kiedyś tam też pojadę!
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Nie działa. Honorowy konsulat RP znajduje się w Manili. Niedawno polskie MSZ poinformowało o planach ponownego otwarcia ambasady w stolicy, zobaczymy co z tego wyniknie. Pozdro.

      1. Dzięki
        Załatwialiscie może jakieś sprawy w Honorowym konsultacje RP w Manila?
        Czy potwierdzają dokumenty filipińskie (jak świadectwo ślubu, świadectwo urodzenia) dla USC w Polsce?
        Jak się można z Nimi z kontaktować? Pisałem na e-maila ale bez odpowiedzi.
        Pozdrawiam

        1. Niestety nie pomogę, nigdy nie mieliśmy potrzeby korzystać z pomocy konsulatu. Brak odpowiedzi na maila mnie nie dziwi, spróbuj do nich zadzwonić.

  3. Witam,

    Widzę, że mieszkasz już na Filipinach kilka lat więc może byłbyś tak miły i udzielił mi pewnej rady?

    Sprawa jest w sumie prosta, planuje od jakiegoś czasu swoją emigrację na Filipiny na stałe. Staram się szukać jakichś informacji na ten temat, ale jedyne co znajduję to tylko informacje dla turystów przyjeżdżających tu na kilka tygodni.
    Staram się wybrać jak najlepsze miejsce aby zamieszkać i tu właśnie mam pytanie. Jakie miejsca proponujesz?
    Zakładam, że przez te kilka lat zwiedziłeś sporo tego kraju więc może coś jesteś w stanie doradzić?

    1. Witam, z ubolewaniem informuję, że Twoje założenie jest błędne. Dłużej mieszkaliśmy na dwóch wyspach tj. Bantayan i Siquijor, obie warte polecenia, choć różne od siebie. Wybór miejsca zamieszkania mocno zależy od zainteresowań, stylu życia, potrzeb takich jak dostęp do służby zdrowia, oświata, rozrywka, czy handel w europejskim rozumieniu. O to na prowincji niełatwo. Polecam zakładke ”Informacje praktyczne” powyżej, może rozjaśnić niektóre wątpliwości. Pozdrawiamy.

    2. Mieszkam na Filipinach – taka wcześniejsza emerytura, ale połączona z kontynuacją swojego biznesu, który mogę stąd doglądać.

      Moja rada jest następująca:

      1) nie podejmuj żadnych definitywnych decyzji, zanim nie przyjedziesz pierwszy raz i nie pomieszkasz najpierw choćby kilka tygodni, miesięcy.

      2) nie musisz planować docelowego miejsca będąc jeszcze w Polsce. Na Filipinach można łatwo się przemieszczać, pomieszkać kilka miesięcy w jednym miejscu, kilka w drugim, zobaczyć co Ci odpowiada i dopiero osiedlić się na dłużej. Wynajem nie jest drogi, więc nie ma co przeć do zakupu czegokolwiek – jak kupisz gdzieś mieszkanie to już jesteś niewolnikiem miejsca po części

      3) Nie podejmuj żadnych definitywnych decyzji przed upływem roku. Zobacz najpierw jak reagujesz na porę deszczową – nie każdy się przyzwyczaja do deszczu na okrągło przez kilka miesięcy w roku. Czasami dzień w dzień po kilka tygodni.

      4) poznaj trochę ludzi, zobacz czy ich mentalność akurat Ci odpowiada. Ja bardzo lubię Filipińczyków, a niektórym jednak działają na nerwy

      5) pamiętaj, że tutaj nie ma miękkiej gry, nie ma państwa opiekuńczego jak coś pójdzie źle. Zostaw sobie jakąś rezerwę na wszelki wypadek, żeby móc kupić bilet i przeprosić się z Ocowizną w razie draki

      Po tych wszystkich zastrzeżeniach przyjeżdżaj jak najszybciej, wrzuć na luz i rozpocznij przygodę życia. Warto. Można.

  4. Może więc rozwinę troszkę bardziej swoją sytuację. :)

    Plan mój jest taki, żeby zamieszkać na jakieś małej i miłej prowincji. Wybudować tam chatkę na plaży i cieszyć się urokami życia. Jest ze mnie raczej spokojny człowiek o spokojnym charakterze więc świadomie wybieram sobie taką, a nie inna przyszłość. Nie boję się problemów z dostępem do obiektów rozrywkowych czy handlowych ponieważ dla mnie po prostu nie jest to żaden problem, a wręcz zaleta. Do tego typu obiektów bez problemu można dojechać raz na jakiś czas jak się ma potrzebę. Nie trzeba mieszkać po drugiej stronie ulicy. Tak samo jest ze służbą zdrowia i innymi tego typu rzeczami.
    Mój problem jest tego typu, że czuję się trochę jak dziecko w sklepie cukierków. Wszędzie widzę piękne rzeczy i jak to zwykle bywa chcę je mieć wszystkie. :)
    A tak się oczywiście nie da.
    Pytam o propozycję ponieważ szukam instalacji.
    Na dziś dzień najbardziej biorę pod uwagę chyba wyspę palawan, ale odstraszający jest dla mnie fakt, że to robi się coraz większa atrakcją turystyczna i coraz więcej turystów tam się zjeżdża. Może niepotrzebnie się obawiam, ale jakoś mam w głowie zakodowany stereotyp, że turyści to raczej zawsze głupkowate istoty. :P
    Tak więc obawiam się trochę tego, że dziś może jeszcze jest znośnie, ale za 10 lat może się wszystko zmienić.

    1. Palawan jest duży, z pewnością znajdziesz miejsca nieskażone masową turystyką. Z tym, że masowa turystyka na Filipinach oznacza jednak coś zupełnie innego, niż na przykład w Tajlandii. Może zrób listę miejsc, którymi jesteś zainteresowany i wybierz się na objazdowy rekonesans.

  5. Właśnie dlatego pytam o propozycję ponieważ staram się taką listę skompletować.

    Nie bierz mnie też za kompletnego żółtodzioba. To że zadaje dużo pytań to też jedna z cech mojego charakteru. Po prostu gdy coś robię lubię wszystko mieć perfekcyjnie zaplanowane i rozpatrzone wszystkie możliwe sytuacje.
    Na Filipinach byłem już 4 razy, ale przedtem miałem bardziej ważne sprawy do załatwiania, dopiero od ostatniego razu już mogę uznać, że wszystko jest dopięte i mogę teraz zająć się szukaniem miejscówki na spokojne życie.

    Ale ostatnio tak sobie myślę, że chyba nie ma potrzeby się za bardzo niczym stresować, bo przecież nie muszę mieszkać w jednym miejscu do końca życia. Zawsze można się przeprowadzić gdzieś indziej.

    1. Jeżeli byłeś parę razy to swoje widziałeś i nic tu po naszych radach, zwłaszcza, że nie mamy wielkiego doświadczenia. Jest jak piszesz, nie ma się czym stresować. Powodzenia.

  6. Wybacz jeśli to pytanie okaże się zbyt osobiste, ale można cię w takim razie zapytać co zadecydowało o tym, że mieszkacie tam gdzie mieszkacie? Jakie były wasze priorytety co do wyboru miejscówki?

    1. Zupełnie nie osobiste, spoko. I tu i tam przypłynęliśmy do znajomych poznanych w internecie i w obu miejscach nam się spodobało. Można powiedzieć, że to był po prostu zbieg okoliczności.

    2. Daj znać jak się sytuacja rozwinęła. Przeniosłeś się już na Filipiny? Dalej rozważasz?

      Palawan w sensie prowincji, niekoniecznie wyspy, to dobry pomysł. Moje ulubione miejsce, które proponuję abyś wpisał na listę to Coron. Znam wiele innych o różnym stopniu odosobnienia, gdybyś był zainteresowany.

      Zbyt mało wiem o Twojej sytuacji, żeby cokolwiek doradzić. Ja mieszkam w Centralnym Luzonie, ale to nie jest docelowe miejsce. Ważne czy i jak będziesz zarabiał pieniądze? Czy masz lub będziesz miał dzieci (szkoła)? Jeśli jesteś zabezpieczony finansowo i bez balastu dzieci, to masz tysiące lokalizacji do wyboru, a jedna ciekawsza od drugiej.

      Pozdrowienia z Filipin :-)

  7. Ach tak, rozumiem więc, że to taki pełen luz na całego. Tam gdzie was wiatr rzucił tam zapuściliście korzenie.
    Jak długo planujecie tam pozostać? Pytam bo może w takim razie uda nam się zamienić parę słów twarzą w twarz. Ja jak się wszystko dobrze ułoży planuje następna wizytę na Filipinach w okolicach czerwca – lipca. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *