Czy Filipiny są tanie? Fakty i mity dotyczące cen i kosztów życia na Filipinach. Część 1: jedzenie ”na mieście”

Zacznę od banału, że jednym z ważnych kryteriów przy wyborze miejsca zamieszkania, nawet na stosunkowo niedługi okres, są dla wielu ceny towarów i usług. Generalnie panuje opinia, że Filipiny są  tanie jak barszcz i koszty, poza biletem lotniczym z Europy, są pomijalne i nieistotne, na tyle, że karkołomnie porównuje się je do wakacji nad Bałtykiem.

 

Czy tak jest w rzeczywistości? I tak, i nie, ale biorąc pod uwagę wyjazd stricte wakacyjny jednak przestrzegam, że nie do końca. Już wyjaśniam.

 

Cenom i kosztom życia poświęciłem już krótka notkę dla niepoznaki zatytułowaną ”Przykładowe ceny i koszty życia na Filipinach”. Polecam, bo jest tam odnośnik do interesującego i naświetlającego temat serwisu. Tam są fakty. A wracając do opinii i wrażeń to wiele, co jasne, zależy od podejścia. Oczywiście da się tu przeżyć ”za grosze”, z tym, że proszę się wtedy nie spodziewać zbyt wiele. Dziś o kosztach tzw. wyżywienia (btw. co za paskudne słowo).

 

Kliknij >>>TUTAJ<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami

 

Jedzenie w filipińskich przydrożnych garkuchniach (po ok. 50 peso za porcję) jest dla nas da dłuższą metę nieakceptowalne, bez wgłębiania się w szczegóły. Pod tym względem nie ma co spodziewać się jakości porównywalnej z tym co oferuje Tajlandia, czy Malezja. Przede wszystkim potrawy nie są przygotowywane na zamówienie, lecz gotowe czekają w tych naczynich na amatorów do skutku. Większości z nich spróbowaliśmy jednokrotnie z ciekawości i wystarczy.

Nie zrozumcie mnie źle, tradycyjne filipińskie potrawy są bez dwóch zdań smaczne, ale trzeba je przyrządzać w domu, początkowo najlepiej pod czujnym okiem Filipińczyków obeznanych w temacie i ze świeżych składników kupowanych samodzielnie na targu. Dania z garów to zupełnie nie to samo i nie znam nikogo, kto żywi się nimi regularnie, a jeżeli tak, to musi mieć niskie oczekiwania i mało wyrobione podniebienie. My akurat lubimy czasem pomyśleć o sobie jako o zainteresowanych kulinariami smakoszach, choć do znawstwa z pewnością nam jeszcze daleko.

 

Jedyną właściwie rzeczą, jaką kupujemy regularnie na ulicy jest pieczony na rożnie kurczak (lechon manok), ale ten już kosztuje ok. 180 peso za sztukę, więc cena porównywalna z polską. Całkiem smaczne są też przygotowywane na zamówienie małe przydrożne grilowane szaszłyczki z wieprzowiny lub kurczaka z miodową glazurą i sosem sojowym (5-15 peso). Młodzież lubi panierowane na modłę KFC smażone w głębokim tłuszczu cząstki kurczaka (20-40 peso w zależności od kawałka). Trafiało to do nas przez chwilę, ale najada się tam człowiek grubej panierki, której jakość mocno zależy od świeżości oleju, z którą bywa różnie.

 

Początkowo korzystaliśmy również z oferty miejscowych hamburgerowni, też z ciekawości, ale i z uwagi na fakt, że to jedyne przybytki czynne całodobowo. Niestety jakość tej propozycji szybko zniechęca, zwłaszcza gdy człowiek widzi rzucaną na blachę mrożoną burą masę, która brązowieje dopiero po mocnym spieczeniu. Dwa hamburgery 35 peso, z jajkiem coś około 50. Obecnie zjadliwe tylko po imprezie z chłopakami. Mają tam też dwunastocalowe hot-dogi, ale nie próbowałem, parówki są zbyt zagadkowe.

 

Popularną i bardzo tanią lokalną przekąską jest słodkie pieczywo. Tu akurat jest bardzo przyzwoicie, mocno polecam bułeczki kokosowe pan de coco, no ale ile można zjeść słodkiego. Ceny 3-15 peso w zależności od wielkości. O sztandarowym na Filipinach balucie więcej tutaj.

 

Tyle o powszechnej tradycyjnej kulinarnej ofercie ulicznej. Na dłuższą metę nie polecam, zwłaszcza gdy dysponuje się kuchnią i ma się dostęp do dobrze zaopatrzonych miejscowych targów. Są oczywiście również restauracje, ale stołowanie się w nich nie jest tanie, ceny znów porównywalne mniej więcej do polskich. W tych restauracjach, zlokalizowanych głównie w centrach miasteczek lub budowanych przy rozrzuconych wzdłuż wybrzeży wysepek ośrodkach wczasowych, pracują zwykle Filipińczycy. Zatem filipińskie potrawy tam serwowane dają spokojnie radę i jeżeli ktoś nie ma możliwości gotowanie samemu lub w domu autochtonów to polecam. Ceny mocno zależą od standardu miejscówki, ale powiedzmy, że od 100-150 peso w górę.

 

Ceny dań europejskich zaczynają się od 200 peso mniej więcej i rosną proporcjonalnie do wykwintności pozycji. Za steka wołowego na prowincji (antrykot) trzeba zapłacić 500-1000 peso, a w Manili i Cebu w niczym niewyróżniających się restauracjach znalezienie dania za 2000-4000 peso nie stanowi problemu. Zresztą pamiętajcie, że ja tu w ogóle piszę o prowincji. Filipiny to kraina ogromnych kontrastów i zdefraudować tu jakąkolwiek kwotę nietrudno. Paradoksalnie im tańszy na pierwszy rzut oka kraj, tym bardziej trzeba pilnować budżetu. Warto o tym pamietać. Z kolei w drogim Singapurze wydaliśmy znacznie mniej, niż można się było spodziewać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

12 myśli nt. „Czy Filipiny są tanie? Fakty i mity dotyczące cen i kosztów życia na Filipinach. Część 1: jedzenie ”na mieście””

  1. osobiście polecam chicken inasal za dużą pierś kurczaka na patyku i grilowaną, oczywiście mięso jest wcześniej marynowane w restauracji zapłacimy 80 peso, co do lechon manok u nas w Bacolod rozwojowo dużego i fajnie upieczonego na rożnie kurczaka zakupimy za 170 peso :D

    1. Te mięska na patykach dają radę, tak jak mówisz. Kurczak z rożna u nas widocznie średnio nieco droższy, ale cena czasem lubi sie zmienić. Bywały już po 160 peso, ale i po 250 w okolicach Wielkiego Tygodnia, wtedy drożeje wszystko. Pozdro.

  2. Filipiny nie są tanie (grudzień 2015). Nie są też jakoś wielce drogie, mnie kojarzą się z … Bułgarią – w miarę tanie noclegi, za to droga woda mineralna (od 2 zł za litr w mniej popularnych miasteczkach do 25 – 3,6 zł za 1,5l w bardziej znanych kurortach, gdzie na Ibizie czy Kanarach jest po 1,6 zł)) i ceny w sklepach podobne do naszych, nie licząc drogich pomarańczy czy jabłek.(za to ice tea tanie, w hipermarketach po 1,5 zł za o,5l) Najlepiej to chyba jeść w Jollibee – czysto, bez strachu, że to mięso z kota, a steak a`la mielony w naprawdę dobrym sosie pieczarkowym z ryżem plus coca-cola lub sprite za 4,40 – 5 zł. Chleb koszmarny, tylko tostowy albo półsłodki, informacja masakryczna (kobieta w jednym okienku powie ci – nie ma promów bezpośrednio z Batangas do Caticlan, tylko łączone roro, robisz krok w lewo, przez ściankę z dykty w drugim okienku siedzi inna dziewczyna. Pytasz – a ona: tak, są nocne promy bezpośrednio do Caticlan, 910P z obiadem i łóżkiem…) podróże męczące – drogi kręte, wyboiste, autobusy zatłoczone na maksa, zatrzymujące się co 3 kilometry i szaleni kierowcy za kółkiem – wystarczy? Czasem marzy się żeby ten autobus jechał prosto i się nie trząsł chociaż przez 2 minuty – nie ma szans. Raz, dwa czy trzy to jest jeszcze fajna przygoda z lokalsami, potem to już zwykła udręka. Mnie naprawdę trudno zmęczyć, czasem 3 noce z rzędu spędzało się po lotniskach czy dobę w autobusie o jednej puszcze sardynek, ale to wszystko można przejść po to, żeby zobaczyć coś extra. a tu tłuczemy się 200 kilometrów przez 7 godzin i widzimy coś hm… mówiąc delikatnie” nie powalającego”. Koguty pieją około 20 godzin na dobę co około 20 sekund, są nawet w Manili, (dobrze mieć stopery), lepiej pływać nocnymi promami – te przynajmniej nie rozpędzają się i nie hamują co chwilę jak autobusy. Boracay – White Beach – piękna plaża, najładniejsza na Filipinach, tłumów wcale aż takich nie ma, jedna trzecia tego co w Mielnie w lipcu, zresztą jak się leci na drugi koniec świata to nie po to, żeby uciekać od ludzi, tylko poznać nowych, sama miejscowość brzydka, Alona Beach na Panglao można spokojnie odpuścić – plaża (a właściwie plażątko) to jakaś porażka, wąska, krótka, wodorosty, lepsza w Rewalu. Na Czekoladowe Wzgórza 4 godziny jazdy w dwie strony, 5 minut oglądania (oczywiście można zostać dłużej, ale w sumie po co), z całego Bohol – Panglao tak naprawdę najfajniejsza jest rzeka Loboc i to naprawdę polecam! Podziemna rzeka na Palawanie – niecałe pół godziny wpływa się raptem z 200 metrów, trzeba uważać, żeby nie dostać strzała od nietoperza, który wisząc u góry akurat się załatwia. Do El Nido to jechać najlepiej na minimum 4 – 5 dni, bo tłuc się cały dzień w jedną i cały w drugą tylko po to, żeby być tam też jeden dzień – moim zdaniem gra nie warta świeczki. Ogólnie na Filipinach które zjechałem z góry na dół i dookoła podobała mi się plaża na Boracay, Loboc i klimat wysepki Malapascua (tam naprawdę można się poczuć jak na tropikalnej wyspie). Ogólnie Filipiny wcale nie są specjalnie ciekawe, tylko ludzie są naprawdę przemili, bardzo uczynni, pomogą, powiedzą co i jak (od nich dowiedziałem się więcej niż z wszelkich informacji razem wziętych), aż mam wyrzuty, że muszę trochę na ich kraj ponarzekać. Jak ktoś chce zwiedzić mniej więcej cały świat, to musi te Filipiny zaliczyć, ale jak ktoś chce tylko wyrwać się zimą na jakąś ciepłą plażę, a znudził go Egipt i Kanary to niech leci do Tajlandii (wcale nie dziwię się, że tam tylu turystów), albo mojej ukochanej Kambodży – mniej się zmęczy, ceny niższe, a widoki ładniejsze.

    1. Dzięki za podzielenie się doświadczeniami i opinią Piotr. Sporo ciekawych spostrzeżeń. Pozdrawiamy i wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

      1. Dziękuję za życzenia i również wszystkiego naj życzę! A przede wszystkim udanych i bezproblemowych podróży!!! Pozdrawiam!

  3. Witam! Od dluzszego czasu sledze Wasze Blogi z duzym zainteresowaniem.Bardzo sie ciesze ze”NASZE WNUCZKI „tak sobie swietnie radza i rozumnie korzystaja z zycia.Gratuluje!Tak trzymac!!!!Zeby Wam Kochani nie zazdroscic postanowilam kupic bilet i leciec na Filipiny.Pytanie ; czy moglabym liczyc na Wasza pomoc Moniu i Marychu w znalezieniu jakiegos lokum na poczatek na 2,3 tygodnie,pozniej zdecyduje czy na dluzej.Jak mi sie spodoba to nic nie stoi na przeszkodzie zebym zostala na 2,3 miesiace.
    Pozdrawiam serdecznie i zycze spelnienia najskrytszych marzen ,wszystkiego co najpiekniejsze i najlepsze .

  4. Hmmm …. Rzeczywiscie Fakty i Mity ;) ….. Piotrze …. Byles na Bohol i zobaczylec to co generalnie 90% turystow oglada ….Czyli „Czekoladki” Panglao (Alona Beach) …..A gdzie wodospady ? w ktorych mozna odpoczac i zrelaksowac sie ? A dlaczego zamiast namiastki plazy jaka jest Alona beach nie wybrac Anda Beach ? piekna ,biala szeroka i spokojna …. Most w Sevilli czy Las w Bilar …. Motyle w Carmen …Czy Adventure Park w Danao,lub wyprawa na pobliski wulkan czyli Camiguin .Jest wiele ciekawych miejsc blisko siebie polozonych ktore mozna „zaliczyc w pare dni…. np.2 lub 3 . Kwestia dobrego zaplanowania… Co do cen…. Obecna cena Benzyny 95 – 40 peso
    Litr mleka 3,5 % 89 peso . Maslo 80- 140 peso . CHLEB ! czyli french bred ( a tak mozna kupic kawiarke lub niemiecki chleb :) ) w Tagbilaran BQ Mall ( 15 peso bulka paryska ) ( chleb zalezy od rodzaju od 80 do 160 Peso ) lub piekarnia w Alona Beach tu drogo bo 60Peso za kawiarke .
    Kilogram t.z Rabanki ( czyli miesa jak leci to kwota 200Peso za kg ) Jezeli ktos ma ochote na namiastke europejskiej kielbasy czyli Hungarian Sousage koszt 80Peso za 250g (dostepna tylo w BQ Mall Tagbilaran ) Co mnie bardzo cieszy …. sa pomidory ,ogorki ,biala cebula ,kapusta , szczypiorek :) Co do kosztow za wynajecie Apartamentu czy tez pokoju w resorcie ….. W Tagbilaran mozna juz wynajac od 6000 peso za nieumeblowane. ( umeblowane 8000-10000) Jagna ,Anda ceny od 3500 do 5000. Za miesiac . Ceny pokoju w Bazie nurkowej widok na Ocean to to 1000-1200 Peso doba za 2osobowy pokoj ) A tak znam taka baze :)
    Reasumujac ….. Nie jest to Tajlandia….Nie jest to Kambodza ….czy Wietnam o Malezji czy Indonezji juz wogole nie wspomne …. Tylko Filipiny kraj biedy i korupcji a mimo wszystko tak pieknym ,malowniczym i roznorodnym krajobrazowo, ze po dluzszym pobycie mozna sie zakochac …… Pozdrowienia z Bohol

    1. Sorry !!!!!!!! Szczesliwego Nowego Roku Dla Ciebie Marych i rodziny oraz dla wszystkich odwiedzajacych i czytajacych ten Blog :)

  5. Podróżuje po Azji 10 ty rok.
    Jedzenie na Filipinach jest najgorsze w Azji i wcale nie tanie, jest byle jakie, nie higieniczne i nie ma żadnego porównania do Tajskiego czy Laotańskiego. ceny hoteli i ich jakość porównywalna z Hiduskimi ceny dużo większe, wynajmowanie pokojów jest tragiczne, trzeba posiadac wyposażenie, pokoje są puste a ceny dwa trzy razy większe niż w Tajlandii za pokój z pełnym wyposażeniem. Transport lotniczy i autobusowy sprawny ceny przystępne.
    Jerry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *