Walki kogutów na Filipinach – o tym czy miejscowym zwyczajom zawsze należy się bezwarunkowa akceptacja

Znajomi wrzucili niedawno do sieci drastyczny fotoreportaż z walk kogutów na Filipinach, pod którym, czego można się było spodziewać, wywiązała się osobliwa polemika na gruncie tak zwanych wartości. Mój osobisty pogląd w tej kwestii jest na obecną chwilę klarowny, dlatego wdawanie się w tamtą przepychankę uznałem za niestosowne. W takim razie jedziemy tutaj.

Sprawa wygląda bowiem tak, że pisaliśmy już o kogutach niejednokrotnie, ale w różnym tonie, bo podejście do tematu ewoluowało. Tak już mam, że choć generalnie uważam się za inteligentnego to jednak mało bystrego – myślę powoli i dojście do właściwych wniosków zajmuje czas.

Kliknij >>>TUTAJ<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami

 WH3A8205 copy

 

Na początku była bezkrytyczna ciekawość podszyta humorem:

Nieco barbarzyńską rozrywką miejscowej ludności są walki kogutów – dość hałaśliwe i żywiołowo reagujące towarzystwo z ciekawym rodzajem zacięcia w oczach większości. Walki poprzedzone są rytuałem podkurwiania tych kogutów na siebie, one tam się stroszą, a w międzyczasie dość dużym chaosie wśród okrzyków przyjmowane są zakłady.

 

W razie trafienia otrzymuje się 170% postawionej kwoty, bo 30% wygranej zostaje w kieszeni tak zwanego bukmachera. Radość po wygranej okazywana jest szczerze i głośno, niestety przy największych wybuchach radości nie udało mi się ustalić o jakiego rzędu kwoty chodziło.

 

Wokół ringu i dróżki prowadzącej do wyjścia rozlokowane są stoiska oferujące grillowane udka, skrzydełka i inne drobiowe cząstki. Biorąc pod uwagę lokalizację, można śmiało domniemywać, że co 10 minut mają świeży towar. Trochę człowiekowi żal tych kogutów, ale nie patrzyło im z oczu jakoś specjalnie inteligentnie, a śmierć wyglądała na szybką.

 WH3A8202 copy

 

Potem przyszła tępa partycypacja:

Arena miała rozmiary koloseum, ludzi mieściło to znacznie więcej, hałas, ekscytacja, podniecenie i emocje wylewały się przez dach, a kwoty stawiane na poszczególnych ‘’zawodników’’ były astronomiczne. Banknoty tysiącpesowe szeleściły w rękach non stóp, zmieniały właścicieli, zmięte rzucane były na ring, chaos był taki, że w sumie do teraz nie wiem, jak ci zakładający się że sobą po rozstrzygnięciu pojedynku rozliczali.

 

Padł nawet wariacki pomysł, by z chłopakami kupić i wystawić w takich zawodach koguta, ale było już za późno i w sumie dobrze się wtedy złożyło, bo zasady koguciej bukmacherki to nie jest taka prosta sprawa jak się może wydawać i byśmy się wtedy i tak nie umieli ogarnąć i wyszli na debili, którzy pod wpływem browara kupili ptaki dla zabawy i jeszcze się śmieją z własnej głupoty. 

 

Majaczące z tyłu głowy wyrzuty sumienia dusiło się niezgrabną etyczną ekwilibrystyką, że niby zdajemy sobie sprawę, że kupując bilety na event typu cockfighting dokładamy swoją cegiełkę do okrucieństwa i bezwzględności na świecie, ale jest to na tyle swojskie wydarzenie dla lokalnej społeczności, że nie biorąc w nim nigdy udziału odcina się od czegoś bardzo dla Filipin charakterystycznego.

 WH3A7120 copy

 

By w końcu trafić w ramiona roztropności i skonkludować, że ”na kogutach” nie bywamy od dawna. W skrócie: dostrzegam tam dwa zasadnicze problemy: w aspekcie humanitarnym: zwierzęta są maltretowane, najzwyczajniej w świecie cierpią i umierają dla uciechy gawiedzi; oraz w wymiarze społecznym: ludzie partycypujący w zakładach są często niezamożni, a i czasem zdesperowani. Bieda i desperacja to nie są dobrzy doradcy i niestety pchają mężczyzn w sidła nieracjonalnego hazardu. Wygrywanie kasy na tym fundamencie uważam za niemoralne.

I powyższa opinia pozostaje niewzruszona. Jest dla mnie całkowicie niepojętym fakt, że wielu turystom odwiedzającym Filipiny imponuje ta okrutna i w gruncie rzeczy prostacka forma rozrywki. Tolerancję deklarują nawet osoby określające się mianem miłośników zwierząt.

Dla jasności: walki kogutów to skłanianie okaleczonych uprzednio zwierząt do zaciekłej i bezfinezyjnej, bo instynktownej walki o życie. Tylko tyle i aż tyle. Mniej więcej to samo co walki psów agresywnych ras, z tym, że tam odsetek przeżywalności jest zdaje się wyższy. Jednym słowem mentalne średniowiecze.

 WH3A8206 copy

 

Fundament jest taki: wyznaję zasadę zero aprobaty dla jakiejkolwiek wulgarnej rozrywki polegającej na dręczeniu zwierząt – celowemu poddawaniu ich stresowi, strachowi i bólowi, by w końcu zadać śmierć ku uciesze publiczności. Nieważne czy występku dopuszcza się Janusz spod Świńskich Błot, Zulus z Mozambiku, czy Filipińczyk zza rogu.

Nie przekonuje mnie argument, że to miejscowa tradycja i jako taką należy ją szanować. Bo na jakiej podstawie i od jakiego szczebla należy poważać albo gloryfikować barbarzyńskie zwyczaje innych? Czy rodzinny zwyczaj polegający na dręczeniu świnek morskich zasługuje choćby na zrozumienie? Albo narodowa tradycja zmuszania zwierząt do śmiertelnej konfrontacji, czy to miedzy sobą jak w omawianym przypadku, czy też na przykład przeciw ubranemu na tęczowo bohaterowi trybun? A może dopiero tradycja religijna nakazująca wykrwawiać przytomne zwierzęta na żywca, bo inaczej ich mięso będzie nieczyste?

Apeluję jednak o odrobinę wyobraźni. Na obecnym etapie rozwoju wiedzy biologicznej nie ma wątpliwości, że zwierzęta dobrze wiedzą co to ból i mniej więcej rozumieją co się wokół nich dzieje. Nie wolno zadawać im cierpienia i śmierci dla urozmaicenia swojego najbardziej nawet marnego żywota, bo poza naruszeniem imperatywu w długiej perspektywie i tak osiągnie się przeciwny skutek. Karma wraca.

 WH3A8213 copy

 

Wrócę na chwile do kwestii uboju rytualnego, który ma swoich zatwardziałych zwolenników zapatrzonych w literę religijnych pism, zamiast w ich ducha. Tu pojawia się argumentacja, że to jednak zasadniczo zabijanie zwierząt w celu pozyskania żywności, czyli w oczach wielu jedynym słusznym i uzasadnionym przypadku. Nie kupuję jej. Skoro mięso musi dla większości pozostać nieodłącznym elementem diety to chociaż do wuja pana zadajmy sobie trud pozbawienia życia w sposób możliwie bezstresowy i bezbolesny. Oczywiście jestem świadom istnienia materiałów zamieszczonych w sieci obrazujących ubój przemysłowy. Naiwnie sobie wmawiam, że to jednak drastycznie przerysowane wyjątki. Aktywiści mają skłonność do epatowania takimi obrazami i przedstawiania przypadków jako reguły.

Drugą kluczową kwestią w temacie walk kogutów na Filipinach jest problem mocno zakorzenionego w narodzie i opłakanego w skutkach, bo rujnującego rodziny hazardu. Zakłady to właściwie gra losowa o sumie niezerowej, więc nikt tu na dłuższą metę nie wygrywa. Film „Kasyno” Martina Scorsese otwiera kwestia: ”rule number one – the house always wins” i nie inaczej jest w tym przypadku. Biznes według niezależnych źródeł jest wart miliard dolarów rocznie. Sfrustrowani brakiem perspektyw, często pijani mężczyźni nie znają na tym grząskim gruncie umiaru. Brnąc w bagno ze ślepą determinacją w skrajnych przypadkach doprowadzają rodziny na skraj ubóstwa, tracą domy, interesy i zadłużają się na lata.

 IMG_3652 copy

 

Argument, że zawody są legalne jest z dupy. Wiele czynów historycznie dozwolonych przez prawo budzi dziś kontrowersje, niesmak lub oburzenie. A i obecnie nietrudno wskazać postępki co najmniej moralnie dwuznaczne, na które nie ma paragrafu oraz czyny zabronione, a popełniane dość powszechnie bez wyrzutów sumienia i poczucia postępowania wbrew etyce. Kryterium legalności często nijak się ma do przyzwoitości.

Opozycja wobec walk kogutów, o których rzeczywiście wspominał już nawet kronikarz Magellana, traktowana jest obcesowo, a obrona wielowiekowej tradycji okrucieństwa urasta do rangi manifestacji niepodległości. Takiej retoryce wtóruje chór oświeconej młodzieży z Zachodu, z zachwytem mlaskającej na każdą inność i z przejęciem głoszącej że kulturze autochtonów kategorycznie należy się akceptacja.

Nieprawda. Humanitarny stosunek do zwierząt to coś czego Filipińczycy mogliby się długo uczyć i nie ma powodu, by wobec tego rodzaju ignorancji przechodzić do porządku dziennego pokrętnie tłumacząc ją różnicami kulturowymi z automatu zasługującymi na szacun. Bzdura. Chyba, że operujemy na poziomie dogmatów.

 WH3A7137 copy

 

To tyle. Napiszcie co o tym sądzicie. Można zwyzywać mnie od ciot, gdyż jak wiadomo walki kogutów to sport wyłącznie dla prawdziwych twardzieli, ale przychylniejsze opinie będą również mile widziane. Pozdro.

Kliknij >>>TUTAJ<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami

p.s. Mam ułożony w głowie gotowy scenariusz na zajebistą pełnometrażową bajkę dla dzieci o tym, jak młode ambitne filipińskie koguciątko ucieka spod opresji srogiego właściciela i na własnych zasadach robi oszałamiającą karierę mistrza mieszanych sztuk walki w cywilizowanych warunkach. Muszę skontaktować się z Pixarem.

 

IMG_3650 copy WH3A7112 copy

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

53 myśli nt. „Walki kogutów na Filipinach – o tym czy miejscowym zwyczajom zawsze należy się bezwarunkowa akceptacja”

  1. Uważam ze to brutalna rozrywka….. choc nam Europejczykom dużo rzeczy nie miesci sie w głowie a kazdy kraj ma swoje tradycje. Ja nie popieram i nigdy nie chcialabym byc na takim pokazie:-(

  2. Ja tam w ogóle nie kupuję tego poglądu że dowolne bestialstwo czy głupota, jeśli stoi za tym jakaś religia czy kultura, automatycznie staje się czymś godnym szacunku. Z takimi poglądami można jedynie w miejscu stać

    1. Z głupotą czasem jest tak, że pacjent nie ma jej świadomości, więc przysługuje jakaś taryfa ulgowa, co do okrucieństwa zgoda. Pozdro!

    2. Z głupotą czasem jest tak, że pacjent nie jest świadomy swojej kondycji, więc przysługuje jakaś taryfa ulgowa. Co do okrucieństwa zgoda. Pozdro!

  3. Oczywiście nie wszystkie tradycyjne lokalne „dziwactwa” są do akceptacji. np małżeństwa dzieci lub z dziećmi., wielożeństwo, ” honorowe zabójstwa”,niewolnictwo itd.itp.

    1. Te roboty ktoś zmyślnie musi uprzednio skonstruować i pewnie na tym etapie rywalizacja ma sens. Sama Robotica? No cóż, oglądałem :-) Ale przynajmniej nikogo nie bolało. Pozdro!

    2. Kurcze kolego jedziecie do Azji i spodziewacie się takiej samej kultury ? Tam się jada psy , które w Europie są pupilami prawie dla każdego. Jaki krak taki obyczaj. Arabowie mają zabawę z puszczaniem sokołów, które polują na gołębie a w Europie bogaci Francuzi puszczają swoje harty, które gonią za zającem … takich rozrywek jest wiele i każda zależna od regionu świata. Błogi doskonały świat nie istnieje … Pozdrawiam i zazdroszczę długich wakacji ;-P

    3. Nie no man, jasne, spodziewając się takiej samej kultury to nie ma większego sensu w ogóle ruszać się w Europy. A i tam stłuszcza się na siłę gęsiom wątroby i goni słonie po cyrkowych arenach. I chodzi mi o to, że osobiście uważam takie zachowania za słabe, a nie się nimi podniecam. Ale jak zawsze staram się wsłuchać w różne punkty widzenia. Cheers.

  4. brutalna rozrywka + hazard + ranienie zwierząt. A tak w ogóle to czekam na komentarz na temat nowego cudownego prezytenta Duterte. Pojawi się artykuł czy może coś przeoczyłam? Pozdro!

  5. jak zwykle dogłębnie potraktowany temat i chociaż odnajduję siebie w znajomych z początku artykułu, to chyba wyciągnęliscie jedyne słuszne wnioski :) edukację Filipinczyków w kwestii traktowania zwierząt warto by też rozciągnąć na psy i koty, bo dużo w tym temacie niestety jest do zrobienia… :(

    1. Racja, próbujemy trochę robić organicznie w tym temacie przy okazji kina, bo czasem rzeczywiście żal patrzeć. Pozdro w stronę Bali :-) (blankietów prawa jazdy nadal nie ma, byliśmy wczoraj)

  6. Byłam ..widziałam.. jest to element tradycji. . . sama walka trwą ułamki sekund.. „zaklady kto wygra” , prezntacja i inne towarzyszące temu wydarzenia 20 min/ per walka.. i to jest clue tych całych walk mniej humanitarne jest szprycowanie kogutow specjalnymi odżywkami od małego…

    1. Cześć Mrówka. Owszem, zdarzają się zwycięstwa kliniczne i bezapelacyjne. Acz wcale nierzadko również zwycięzcy odnoszą poważne obrażenia i pojedynki niejednokrotnie kończą się śmiercią obu zawodników. Pozdro.

  7. Ludzie to barbarzyńcy, zwierzę zabija wtedy gdy musi przetrwać, a zwierzę pod nazwą człowiek dla przyjemności i rozrywki… ponoć człowiek stworzony jest na podobieństwo Boga, to ja dziękuję za takie bóstwo!!!
    Notabene wszędzie tego pełno, u nas w Europie też: karmienie siłą gęsi na wątróbki, przemysłowa hodowla na 2m kwadratowych przez całe życie, bestialskie transporty zwierząt przez pół Europy (królują tutaj nasi rodacy z końmi transportowanymi do rzeźni na Zachodzie) itd, itp przykładów są tysiące… Zapraszam wszystkich zainteresowanych na krótką wizytę do dowolnej rzeźni, choćby i najnowocześniejszej – zaręczam, że 80% po ludków po tej wizycie, będzie próbowała przejść na wegetarianizm.
    Pozdro

    1. Wynika z tego, że sposób traktowania zwierząt nie zależy ani od zamożności, ani szerokości geograficznej, a raczej od świadomości zależnej z kolei od poziomu edukacji w temacie. W takim razie jest nadzieja. Pozdro Kiwi.

  8. Półtorej miesiąca temu byłem na tych walkach, po niecałych 30minutch znudziło mi się. Trzeba być zdrowo pierdolniętym aby ekscytować się tego typu walkami, no ale cóż to są Filipiny : ]

    1. Wojna weszła na zupełnie nowe tory, a metody są rzeczywiście kontrowersyjne. Poczekajmy chwilę i zobaczmy co z tego będzie. Pozdro Kiwi.

      1. Mam rozumieć, że daje się to już odczuć (zobaczyć) na prowincji? Cel może i zbożny, ale nie zawsze „cel uświęca środki”… poza tym nieograniczone pole do nadużyć… Ciekawe co Wasi filipińscy ziomale myślą na ten temat?

        1. Problem dotyka głównie większe miasta, bo tam twarde narkotyki są powszechniejsze. Na prowincji jest spokojniej, ale zarówno na Bantayanie jak i tutaj doszło do zabójstw bez sądu. Prezydent zasadniczo cieszy się poparciem i szacunkiem i w tym temacie niewiele się na przestrzeni ostatnich miesięcy zmieniło. Zobaczymy co przyniesie przyszłość. Pozdro.

  9. Będąc na Filipinach przez pierwszy dzień pobytu każdy może poczuć klimat szeroko powszechnhch kontrowersji…
    Tez byłam na walkach kogutów. Koguty walczyły do momentu w którym nie mogły utrzymać się na nogach (Widzialam 4 walki i 1 na 4 była śmiertelna) energia ludzi którzy tam byli przytlaczala. Uważam jednak że koguty tresowane na walki mają jakościowo lepsze życie (nawet jeśli krótkie) od hodowlanych, które nigdy nie widziały nawet słońca, a co dopiero mogłyby poskubac trawę. A co z Europą i legalna corridą która jest sportem ekstremalnym a byk zabijanych jest na scenie przez człowieka? Mimo ue to legalne. Mimo drastycznosci to kultura danych krajów.

    1. Dzięki za komentarz Bgirl Agt :-) Osobiście uważam, że ani byki, ani żadne inne zwierzęta nie powinny być dręczone dla sportu i choć staram się rozumieć odmienne podejście, to jednak z czasem przychodzi to z większą trudnością, zwłaszcza w kwestiach zasadniczych. Może to zramolenie ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *