Wyjazd z Filipin – formalności i opłaty przy wyjeździe – Emigration Clearance Certificate, czyli zaświadczenie o niekaralności wymagane przed opuszczeniem terytorium Filipin

Wyjazd do Cebu rozpoczął się dość pechowo. Rozmowy z pracownikami portowymi w celu uzyskania informacji dotyczącej przeprawy promowej potrafią być tyle zabawne, co bezowocne.
– Szanowny Panie, o której odpływa pierwszy prom do Hagnai?
– O piątej rano.
– A co z tym o trzeciej?
– Ten o trzeciej też.
– Aha, czyli jednak pierwszy o trzeciej?
– (stanowczo) Pierwszy, tak jak mówię, o piątej.
 
Co było robić… Popłynęliśmy wtedy tym drugim. O trzeciej… Tym razem  znów na wszelki wypadek podbiłem motorkiem do portowej stróżówki zawczasu by upewnić się, że pokład jest gotowy. Ujrzałem jedynie oddalająca się w kierunku ciemności rufę promu, choć byłem przekonany, że mam tak z godzinkę zapasu

– Panie, za późno, statek dziś wypłynął o drugiej – usłyszałem od oficjela na służbie.

– Da się zauważyć, ale dlaczegóż?
– Bo się zepsuł. Musiał, panie, wracać wcześniej, nie było na co czekać.
Nie dochodziłem, czy zaczął nabierać wody i ruszył szybciorem, zabierając tylko tych pasażerów, którzy zdążyli wdrapać się na pokład, czy awaria była innej natury, w każdym razie  niezgodna z harmonogramem kursów ucieczka by zapobiec zatonięciu po drodze mocno by mnie nie zdziwiła. Byliśmy już kiedyś świadkami improwizowanej ewakuacji zniesionego przez wiatr promu i choć nie było to wtedy zabawne, świadczyło w obrazowy sposób o lokalnych kanonach bezpieczeństwa i fantazji miejscowych marynarzy.
Następny kurs był z kolei opóźniony o prawie pół godziny, ale to akurat szczegół, normalka. Trzeba się przyzwyczaić, że na wyspę można dostać się tylko tym jedynym środkiem transportu. Bogaci i biedni, miejscowi i przyjezdni, starzy i młodzi, profesorowie i rybacy. To akurat jest bardzo fajne, takie, jakby tu, demokratyczne, w dobrym tego słowa znaczeniu.W ramach  pokładowej rozrywki dyżurny kaowiec postawił na film o pożerającym pasażerów z wywróconych uprzednio jachtów podwodnym potworze mutancie, pół człowieku, pół rybie. Takie ubogie filipińskie ‚Szczęki’, w sam raz na przednią zabawę na tej ledwo trzymającej się kupy krypie. Nie jestem pewien, czy miał to być dowcip w wykonaniu załogi, ale stawiam raczej na komiczny zbieg okoliczności, choć pozostali pasażerowie nie doszukali się w sytuacji niczego groteskowego, a oczy wlepili w ekran.
Teraz na temat: udało nam się uzyskać oficjalne pozwolenie na opuszczenie Filipin. Emigration Clearance Certificate (ECC) to rodzaj zaświadczenia o niekaralności i braku zobowiązań, obowiązkowego dla każdego obcokrajowca, który spędził tutaj 6 miesięcy lub dłużej. Temat nie dotyczy osób korzystających z rządowego programu SSRV(Special Resident Retiree’s Visa), czyli przebywających na Filipinach na tzw. wizie emeryckiej, o którą można ubiegać się po ukończeniu 35-ciu lat. Szczegóły TUTAJ. O wydanie zaświadczenia aplikować należy najwcześniej 30 dni, najpóźniej 72 godziny przed wylotem. Papier teoretycznie jest darmowy, ale dochodzi koszt przyspieszonej obsługi, tzw. express line fee w wysokości 500 peso, który doliczany jest chyba do każdego wniosku składanego w filipińskim Urzędzie Imigracyjnym, czy petent o to poprosi, czy nie. Przed wylotem jeszcze tylko 550 peso myta już na lotnisku w Manili i człowiek jest wolny.
W przeciwieństwie do innych tego typu druków w imigracyjnym sam formularz jest krótki i prosty, choć i w nim zawarto rubryki, które budzą zdziwienie. Na przykład taką, czy planuje się powrót na Filipiny, jeżeli tak to kiedy i jaki jest cel wyjazdu. Zachodzę w głowę po co urzędowi takie informacje, no bo jak napiszę, że wracam, a nie wrócę, to co? Albo na odwrót? Niczego to przy ponownym turystycznym przyjeździe nie zmieni, ale na wszelki wypadek potwierdziliśmy intencje powrotu. Trzeba chyba założyć, że zbierają te dane w celach statystycznych i tyle. Chyba, że te same formularze obowiązują, gdy interesant legitymuje się wizą wielokrotnego wjazdu (multiple entry visa) i otwartym przedłużeniem na okres przekraczający czas pobytu za granicą, albo ma status stałego rezydenta i jednocześnie wnioskuje o re-entry permit, czyli glejt upoważniający do powrotu na dotychczasowych zasadach, wtedy miałoby to sens. O zasadach przyznawania  wizy turystycznej na Filipiny pisałem TUTAJ.
Do wniosku o ten tzw. exit clearance należy dołączyć trzy zdjęcia, koniecznie o wymiarach 2,5×2,5 cala. Takie jakie człowiek ma akurat pod ręka są absolutnie nieakceptowalne – ‚we have very strict rules here, sir.’ Na szczęście rynek działa sprawnie i po wprowadzeniu tego wymogu szybko w sąsiedztwie wyrosły odpowiednie punkty usługowe. Komplet to 6 fotografii, co oznacza, że na przykład do przedłużania wizy turystycznej będzie ich na 20 miesięcy, bo tam do aplikacji wystarczy jedna sztuka, ale być musi za każdym razem, nieistotne, że taka sama. Ciekawe, czy te sterty szpargałów są gdzieś archiwizowane, czy od razu trafiają na śmietnik.
Czas procedowania wniosków w imigracyjnym zawsze jest zagadką, niezależnie od liczebności oczekujących na sali interesantów. Coś takiego jak kolejka, czy kolejność zgłoszeń chyba nie istnieje, bo za każdym razem oddajemy z Monią paszporty równocześnie, odbieramy zaś zupełnie losowo, niejednokrotnie w odstępach nawet i godzinnych. Trzeba się niekiedy uzbroić w cierpliwość. Na ścianie oddziału w Lapu Lapu wisi na takie okoliczności dużych rozmiarów uspokajający plakat przedstawiający czerwonozłoty, zamglony jesienny las z wielkim napisem PATIENCE. Autentyk, choć akurat tam procedują żwawiej, niż w Mandaue.W każdym razie mission accomplished, papier w kieszeni. Na szczęście nie mogę napisać, że zabieramy się za pakowanie, bo lecimy w stylu alpejskim, na lekko, praktycznie bez bagażu. Do zobaczenia wkrótce.
Tak sobie powyższe przeczytałem i pomyślałem, że warto na koniec zapewnić, że ja tu naprawdę niczego nie zmyślam :-) Poniżej parę zdjęć z ewakuacji sprzed nieco ponad roku. Więcej TUTAJ.
IMG_6450 IMG_6446 IMG_6452

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

23 myśli nt. „Wyjazd z Filipin – formalności i opłaty przy wyjeździe – Emigration Clearance Certificate, czyli zaświadczenie o niekaralności wymagane przed opuszczeniem terytorium Filipin”

  1. "Trzeba się przyzwyczaić, że na wyspę można dostać się tylko tym jedynym środkiem transportu." – absolutnie sie z tym nie zgadzam. Ja, w ramach szeroko zakrojonej akcji "Jebac biede" dostałem sie na wyspe prywatna lodka, zwana popularnie pump-boat ;)

    1. Tym razem minęło prawie dwadzieścia miesięcy ciurkiem. Wypada w końcu odwiedzić rodzinę, przyjaciół, znajomych i miejsca. Pozdrawiamy.

  2. Ciekawe kogo miales na myśli… ;).. A btw, w Twoim poście piszesz o zdjęciach 2,5 na 2,5 cala. Troszkę duży format.. Mnie zawsze prosili o 2×2 cm..

    1. Nie wiem od czego to zależy, może niektóre linie wliczają terminal fee w cenę biletu. W każdym razie część ludzi nadal płaci, część nie. Po Waszym wylocie kogoś skasowali, nie pamietam niestety kto to był. Pozdro.

    2. Zgadza się. Ja tydzień temu też nie płaciłam za skorzystanie z lotniska :) ale o ECC się pytali jak najbardziej… I ponieważ nie opuściłam kraju przez ponad nie byłoby możliwości załatwienia tego na lotnisku

    3. My 10.03’16 wylatujac z Manili nie płacilismy. Dostalismy info, ze zalezy to od lini lotniczej, niektóre linie wliczają oplatę w cenę biletu a niektóre nie… pozdr :)

    4. Zagadka 😉😆jak wiele rzeczy na Filipinach😉My nauczeni doswiadczeniem z przed dwoch lat ( zero kasy na koniec wyjazdu) tym razem bylismy przygotowani ale na lotnisku dopytalam i niespodzianka! Oplata wliczona! 🙈😊znajomi lecieli innymi liniami w inne miejsce w Europie i tez nie placili👍🏻😊

  3. Zniesienie opłaty na lotnisku to nowy przepis. Oficjalnie od teraz musi zawierać ją każdy bilet lotniczy.
    Zamieszanie, że ktoś płaci, a ktoś nie płaci spowodowane jest datą zakupu biletu. Jeśli bilet był kupiony po wprowadzeniu przepisu to nie płacimy, jeśli przed, to trzeba zapłacić. :)

    1. Ta zasada nie do końca sprawdza się w praktyce. Lecąc rok temu nie płaciliśmy, ale kasowano osoby podróżującè później i nie były to pojedyńcze przypadki. Ostatnio całkiem niedawno, ale zapomniałem komu się to przytrafiło.

  4. Faktycznie nie mogę powiedzieć jak to działa w praktyce. Mogę tylko powiedzieć jakie informacje były wywieszone na lotnisku ze wskazówkami co do opłaty i kto płaci, a kto nie płaci. Ale już sporo czasu minęło, bo ja ostatnio tam byłem w październiku 2015 ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *