Filipiny i narkotyki – areszt i więzienie na Filipinach – wielki pech kumpla z wyspy

Do prawa na Filipinach miewamy podejście beztroskie. Niby wiadomo, że policja kręci się tu i tam, a urzędnicy państwowi mają do kodeksów stosunek bardzo zasadniczy, ale w rzeczywistości najczęściej odnosi się wrażenie, że panuje tu wolna amerykanka i o ile nikomu nie wchodzi się w drogę wolno naprawdę dużo. Ostatnio na wyspie Siquijor wydarzyła się historia, która jednych wystraszyła, innych oburzyła, a jeszcze innym zmroziła krew w żyłach. Do miejscowego aresztu trafił poznany za naszej pierwszej bytności na wyspie kolega.

 

Rzeczon w głównej mierze zajmuje się muzyką – jest wokalistą i multiinstrumentalistą w założonej przez siebie kapeli Bolo Bolo Roots, tworzącej głównie inspirowaną lokalną nutą muzykę reagge. Niebieski ptak, artystyczna dusza, free spirit. Wiadomo, że i stylówa musi być wówczas odpowiednia: zaczeska, odzież, ozdoby itp, ogólnie chłopak wyróżnia się spośród mieszkańców wyspy i chodziły słuchy, że nie wszystkim się to podoba.

 

No więc któregoś dnia po cotygodniowym występie na jednej z zaprzyjaźnionych scen zawinęła go grupa tajniaków z podejrzeniem o handel narkotykami (illegal possession with intent to sell). Jest to na Filipinach bardzo poważne przestępstwo, zagrożone wieloletnim więzieniem, zwłaszcza, że nie chodziło o rekreacyjne zioła małego kalibru, a ciężki i silnie uzależniający narkotyk o nazwie shabu – miejscową, podłą, zanieczyszczoną odmianę methamfetaminy. To najbardziej rozpowszechnione gówno na Filipinach, któremu władze słusznie wypowiedziały srogą bezkompromisową krucjatę realizowaną z całą stanowczością.

 

Chłopak z podejrzeniem, acz bez oficjalnych zarzutów, trafił do aresztu przy komisariacie w San Juan – stęchłej mikroskopijnej dwuosobowej celi, w której poza piętrową pryczą i wiaderkiem sanitarnym niewiele się mieści. Początkowo wszystko wskazywało na nieporozumienie, które miało się szybko wyjaśnić, ale z upływem dni temat stężał. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że rodzina aresztanta to wykształcony i zamożny klan z Negros, będący w stanie zaangażować środki i koneksje zmierzające do pozytywnego rozwiązania. Sprawa jest rozwojowa – na obecnym etapie decyzja o jej dalszym biegu należy do prokuratora. Możliwości są dwie – zarzuty i skierowanie sprawy do sądu, bądź umorzenie, za które trzymamy kciuki.

 

Co do zasadności podejrzeń powiem tak: znamy się od prawie dwóch lat, imprezowaliśmy wielokrotnie i nigdy nie padła oferta sprzedaży czegokolwiek, a poczęstowani zostaliśmy kilka razy czymś, z czego dym w smaku przypominał w najgorszym razie susz z liści bananowca, zupełnie niewinną miejscową używkę. Poza tym typ jest łagodny, bezkonfliktowy, taki klasyczny do rany przyłóż. Wygląda na to, że domniemany krwiożerczy diler nie doczekał się jeszcze nawet wyrżnięcia mlecznych zębów.

 

Teorie na wyspie krążą różne, najbardziej rozpowszechniona głosi, że niektórym miejscowym nie spodobało się, ze przybysz z zewnątrz (choć chodzi tylko o sąsiednią wyspę) stał się w San Juan rozpoznawalną osobowością, więc zapragnęli usunąć go podstępem. Osobiście mało prawdopodobne wydaje mi się angażowanie wydziału antynarkotykowego, czyli bądź co bądź poważnych służb, w jakieś małomiasteczkowe towarzyskie rozgrywki. Wykluczyć tego nie można, to są Filipiny, ale zachodzimy w głowę co tak naprawdę mogło się stać i nic rozsądnego nie przychodzi nam do głowy. Z brzytwy Ockhama nie robimy w tym przypadku użytku, bo chłopaka lubimy, ufamy mu i, co najistotniejsze, nie potrafimy doszukać się motywu. Pozostaje wsparcie.

 

Odwiedziny w prowincjonalnym filipińskim areszcie są doświadczeniem dość interesującym. Wchodzi tam człowiek normalnie z ulicy bez zbędnych formalności omieciony jedynie obojętnym spojrzeniem unoszącego wzrok znad gazety funkcjonariusza i udaje się bezpośrednio w kierunku krat. Wizyta nie ma ograniczeń czasowych, możliwa jest całodobowo. Nie ma problemu z przyniesieniem czegokolwiek, ani odebraniem z celi. Osadzeni pod pryczami trzymają telefony komórkowe, wykazują jakąś tam aktywność internetową, od tej strony komedia, jakkolwiek gorzka. Oczywiście widać, że chłopcy są generalnie przytłoczeni i marzą by ten zły sen trwał jak najkrócej. Staramy się bywać regularnie, niewiele ponad to można zrobić. Przerażająca historia.

 

Zatem drogie dzieci uważajcie na siebie. Jeżeli  wam się wydaje, że na Filipinach wszystko wolno to macie rację. Wydaje wam się. Miejcie świadomość, że jest to wrażenie błędne, konsekwencje ewentualnej wtopy mogą być dramatyczne, a pecha można mieć wszędzie. Stay smart.

 

A jeżeli wierzycie w przepływ dobrej energii, emanujcie hojnie. Znajomych zachęcam do wysłania choć krótkiej wiadomości, bardzo to chłopa podnosi na duchu. Keep your head up Ramke. Pozdro.

 

 

Uwaga: obrazek wyróżniający i część fotografii poniżej została pobrana z facebookowego profilu artysty za jego zgodą. Autorami są przyjaciele z wyspy. Zaocznie dziękuję za udostępnienie, na życzenie podlinkuję do wskazanego źródła.

Edit 03 luty 2016: Freedom at last!!! Po 83 dniach frustracji i nerwowego oczekiwania jest decyzja. Ramke’s out of jail. Nie wiem co napisać, a rzadko mi sie to zdarza. Jest po prostu zajebiscie. Dzięki wszystkim za wsparcie i pozytywną energię. Let’s rejoice :-)

 

55581_1703133303242_6848243_o 154505_10206131778598534_4825217376267175315_n 1620888_10202891011861391_58685741_n 1917609_1396347473788_3088608_n 10013799_242300209290068_1408199108_n 11701126_10203151151899196_5964818620731851010_n IMG_7116_4823

WH3A8286_6049 copy

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

52 myśli nt. „Filipiny i narkotyki – areszt i więzienie na Filipinach – wielki pech kumpla z wyspy”

    1. dużo osób go szanuje bo ma w sobie jakiś magnes dzięki któremu ludzie go lubią słuchać i z nim przebywać, może komuś to przeszkadzało

  1. Mozna bylo sie spodziewac wszystkiego ale nie tego !!!! Uduchowiony szczery i chodzacy swoimi drogami. Lubiacy myslec wspanialy czlowiek. Do rany przystawic. Ramki i wish you all the best !!!!

    1. Mocne, nie słyszałem o tych komandach wcześniej. To ciemne strony polityki twardej ręki burmistrza Davao Rodrigo Duterte, nota bene poważnego kandydata w zbliżających się wyborach prezydenckich. Bardzo dobrego kandydata zdaniem wielu, kontrowersyjnego, acz skutecznie radzącego sobie z patologiami Mindanao.

    2. Na to wygląda. W Davao Duterte ma bardzo duże poparcie, ludzie wierzą, że jak obejmie władzę w kraju to wypleni korupcję, przestępczość i Filipiny będą bogate. Niestety gościu wygląda na takiego, który jak dostanie dużą władzę to, zamiast mozolnie naprawiać system, wybierze drogę na skróty w kierunku jakiejś formy zamordyzmu. Z naszej perspektywy może to oznaczać „less fun in the Philippines”.

    3. Obawy uzasadnione. Facet jest bezkompromisowy i już teraz nie przebiera w słowach, mimo, że okres kampanii to teoretycznie czas na dyplomację. Cytat z Wiki na zachętę dla zainteresowanych: “If you are doing an illegal activity in my city, if you are a criminal or part of a syndicate that preys on the innocent people of the city, for as long as I am the mayor, you are a legitimate target of assassination.” ‚Liberalne’ media się oburzają, tymczasem według serwisu Numbeo Davao City jest czwartym najbezpieczniejszym miastem na świecie. Tylko muszę dokładniej sprawdzić jakie przyjęli kryteria, bo ten wynik wydaje mi się naciągany.

    4. Tu jest nawet lepiej:
      http://www.abs-cbnnews.com/nation/regions/05/25/15/duterte-admits-links-davao-death-squad-says-hell-kill-100000-criminals

      „I do not want to be president. I do not want to kill people so do not elect me as president.”
      Czyli „nie chcę, ale muszę” w wersji filipińskiej. :))

      I dalej zapowiada, że może zabić nawet 100 000 przestępców jeśli zostanie wybrany.

      Jeśli pójdzie tą drogą to będzie do tego potrzebował niezłego aparatu, sporo chłopaków z karabinami lubiących zabijać „w słusznej sprawie”. Ciekawe czy na 100k się skończy. Raz puszczoną w ruch machinę ciężko jest zatrzymać.

    5. Ciekawe, z zainteresowaniem bedę śledził kierunek w którym temat będzie się rozwijał, chociaż typ raczej nie wygląda na takiego, który pozwoli się ugłaskać i ugrzecznić wizerunek by przypodobać sie bardziej umiarkowanemu elektoratowi.. Dzięki za te linki Jacek, pozdro.

  2. Właściwie wcale Was nie znam ale Wam kibicuję, w Waszym „luzie” na co dzień i trzymam z Wami kciuki za Ramkiego – nie dajcie się wmanewrować w jakieś gówno!

  3. Jakie sa dalsze losy ? nadal siedzi ? Jakos dziwnie to wyglada moze chodzilo o grubsza lapowke od rodziny. Gdyby komus naprawde przeszkadzal to by go za 2000 piso sprzatneli.

    1. Po konfrontacji z policją w biurze prokuratora w Larenie decyzja o skierowaniu sprawy do sądu lub zwolnieniu miała być podjęta w kilka dni. Dziś właśnie minął drugi tydzień. Ogólnie słabo to wygląda.
      Sprawa jest głośna i wieść o niej zatacza coraz szersze kręgi, również w mediach, więc pod stołem już się jej nie załatwi. Ale i tak nie sądzę, że taka miała być intryga. Czekamy. Pozdro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *