Camiguin, Filipiny – wulkaniczny klejnot Filipin u wybrzeży Mindanao

For English version of this post >>>CLICK HERE<<<

 

Camiguin to niewielka wyspa pochodzenia wulkanicznego położona na Morzu Boholskim jakieś dziesięć kilometrów na północ od wybrzeży Mindanao. Dla cywilizacji Zachodu została odkryta przez Ferdynanda Magellana w 1521 roku, a następnie eksplorowana podczas wyprawy operującej głównie w rejonie Visayas pod dowództwem Miguela Lopeza Legazpiego, tej samej, która równolegle zdobywała dla hiszpańskiej korony Siquijor.

 

Camiguin nazywany jest wyspą zrodzoną z ognia, bo znaczna część jego powierzchni została uformowana w następstwie nadzwyczajnej aktywności sejsmicznej skutkującej wyjątkowo częstymi erupcjami wulkanów. Ostatni z takich kataklizmów w 1871 roku zepchnął do morza świetnie prosperującą hiszpańską osadę kolonialną położoną w magistracie Catarman. O tamtych tragicznych wydarzeniach przypomina dziś górujący nad falami krzyż postawiony w centralnym miejscu zatopionego wówczas cmentarza.

 

Wyspę mieliśmy na radarze od dłuższego czasu, bo zasłyszane opinie nie pozostawiały wątpliwości – miejsce jest wystrzałowe również w przenośni. Do tego stopnia, że udaliśmy się tam nie wykluczając możliwości osiedlenia się na dłużej – takie spędzone z odwiedzającymi akurat Filipiny przyjaciółmi wakacje połączone z rekonesansem okolicy pod kątem zamieszkania. Przyjemne z pożytecznym.

 

Podróż rozpoczęła się od sympatycznej okoliczności – na promie z Lareny spotkaliśmy dziewczynę, z którą zaznajomiliśmy się przelotnie ponad dwa lata temu podczas pierwszego wypadu z Bantayanu na Siquijor. Nie utrzymywaliśmy od tamtej pory kontaktu, a mimo to poznaliśmy się błyskawicznie i nawet pamiętaliśmy swoje imiona, a w tym akurat jestem tak słaby, że aż mi czasami niezręcznie. W Plaridel bez zmian, zaproszenie nadal aktualne.

 

Obowiązkowy przystanek i nocleg na wyspie Bohol był jedynie uciążliwością. Nocny Tagbilaran nas nie porwał, na pierwszy rzut oka niewiele się tam po zmroku dzieje, albo zabrakło zacięcia do bardziej wnikliwych poszukiwań. Bez żalu wcześnie poszliśmy spać, by rano autobusem przedostać się do miejscowości Jagna, by kontynuować podróż promową.

 

Wyspa Camiguin zarysowała się na horyzoncie już na początku rejsu i od razu zrobiła dobre wrażenie. Pasażerom zbliżającego się promu nie ukazała się jednak w pełnej krasie – na pierwszej randce pojawiła się obleczona chmurami jak woalką, jakby miała się czegoś wstydzić. Nie miała.

 

Camiguin jest wyspą fantastyczną, zwłaszcza dla miłośników tworów natury. Wyłaniające się z morza monumentalne wulkaniczne masywy mało kogo pozostawiają obojętnym. Porastająca je bujna jaskrawozielona roślinność zachwyca nawet tych już wcześniej rozpieszczonych zapierającymi dech w piersiach krajobrazami innych górzystych filipińskich wysp. Całości dopełniają fantastyczne wodospady, górskie źródła chłodnej wody oraz popularne wśród odwiedzających baseny z wodą gorącą wypływającą z głębi ziemi tuż u podnóża wulkanu Hibok-Hibok. Niektóre atrakcje niestety ogrodzone, biletowane i otoczone odpustowymi straganami z badziewiem.

 

No tak, wulkany. Brzmi złowrogo, zwłaszcza, że na wyspie jest ich aż siedem. W stacji wulkanologicznej uroczyście przejęty rolą członek niewysokiej szarży personelu naukowego eksperckim, acz przyjaznym i ciepłym tonem przewodnika oznajmił, iż mierzalne zwiększenie aktywności sejsmicznej notowane jest co godzinę, ale są to ruchy proweniencji tektonicznej, zatem związane z napięciem wewnętrznym i wzajemnym płyt. Aktywność wulkaniczna jest obecnie w fazie uśpienia. Tak że naprawdę nie ma się czego bać, bo Hibok, uznawany za jedyny niebezpieczny, jest nieustannie monitorowany, a aparatura nowoczesna i precyzyjna.

 

Różnice między wyspą pochodzenia wulkanicznego, a koralową, jaką jest Siquijor, gdzie mieszkamy są wyraźne. Powulkaniczna gleba jest żyzna, stąd bujna roślinność naturalna i rozwinięte, prosperujące rolnictwo. Rośliny sporo zawdzięczają wulkanom również w innym aspekcie. Ich szczyty zatrzymują chmury, co oznacza częstsze opady, a chłodne powietrze grawitacyjnie spływa po zboczach na tereny położone niżej. Dzięki takiej cyrkulacji odczuwalna temperatura jest niższa niż na wyspach płaskich. To cenna zaleta w porze suchej i gorącej, która daje nam się teraz w San Juan we znaki, a jeszcze intensywniej bywało w Santa Fe.

 

Skała magmowa inaczej też ulega procesowi erozji. Znana nam dotychczas skała koralowa, czyli wapienna pochodzenia organicznego, jest stosunkowo lekka, sztywna, o porowatej strukturze przypominającej naturalny pumeks. Pod wpływem czynników erozyjnych bieleje, kruszeje i ostatecznie rozpada się na drobiny białego piasku, który zalegając morskie dno wydajnie odbija promienie słoneczne tworząc wspaniałą lazurową scenerię.

 

Skała wulkaniczna jest ciemna, twarda, o znacznym ciężarze i krystalicznej strukturze. Erodując rozpada się na bloki i głazy, które z czasem przybierają kształt swojskich otoczaków, a potem zamieniają w ciemny, przypominający popiół piasek spotykany również na Wyspach Kanaryjskich. Wybrzeże jest kamieniste, a ciemne dno z definicji skutecznie pochłania większość światła, więc efektu lazuru nie ma – wody oblewające Camiguin są raczej granatowe.

 

Nie dajcie się zwieść spektakularnym fotografiom wyspy wykonywanym z White Island – niewielkiej łachy białego piasku oddalonej od wyspy o kilka minut rejsu banką (450PHP za rejs, do 6 osób per trip). Z tej perspektywy strzeliste wulkany, przepiękna plaża i wielki błękit komponują się seksownie. To klasyczny brochure fraud, próba zrobienia reguły z wyjątku. W rzeczywistości Camiguin jest wyspą na której nie ma piaszczystych plaż i odnieśliśmy wrażenie, ze poza kilkoma rybackimi wioskami mieszkańcy odwróceni są do morza plecami. Jeżeli chodzi o nich samych to modelowo. Tajlandia otrzymała kiedyś status Krainy Uśmiechów. W naszych oczach utraciła go na rzecz Filipin dawno temu.

 

Komunikacja jest prosta i odbywa się głównie okalającą wyspę równą, szeroką obwodnicą. Runda wokół wybrzeża jest atrakcją samą w sobie. Widoki są przepiękne – od spienionych fal, poprzez surowe, grożące zejściem kamiennej lawiny skaliste klify, aż po malownicze wąwozy ograniczone z obu stron wysokimi ścianami soczystej roślinności. Nie lada gratką jest też przeprawa górską drogą w poprzek wyspy. Taki trawers to długie kilometry wymagającej dla silnika agresywnej wspinaczki, a potem bezlitosnego dla hamulców stromego zjazdu. Widoki miażdżą. Jedna z dwóch takich wybudowanych zapewne ogromnym nakładem środków serpentyn kończy się niespodziewanie nieukończonym mostem w środku górskiej dżungli. Zapewne droga, słomiana inwestycja if you know what I mean.

 

Wyspa jest czysta. To chyba pierwsze miejsce na Filipinach, w którym bez większych problemów można znaleźć kosz na śmieci, przyjście na zakupy z własną torba bywa premiowane, sprzedawcy nadające się artykuły pakują w papier zamiast plastiku, a dla śmiecenia w miejscach publicznych wprowadzono politykę zero tolerancji. Jeżeli chodzi o tę ostatnią kwestię to zamiast środków doraźnych w postaci skrzykiwania sąsiadów na czyn społeczny (co ma nota bene swój urok) postawiono na penalizację, która ma w zamyśle pełnić funkcję prewencji ogólnej. 2500 peso lepiej mieć niż nie mieć drodzy obywatele, więc proszę mi się tutaj zachowywać przyzwoicie. Wygląda na to, że taki sposób podejścia do problemu się sprawdził.

 

Jak wspomniałem rozważaliśmy możliwość przeprowadzki, ale mimo całej zajebistości Camiguinu na razie wstrzymujemy się od decyzji. Powody są trzy: 1. Modem LTE niemrawo chwycił sygnał zaledwie w jednej mieścinie. Usługodawca twierdzi, ze wyspa miała być pokryta zasięgiem w styczniu, ale wystąpiły nieoczekiwane problemy natury technicznej. Na Filipinach może to oznaczać miesiące, jak nie lata poślizgu. 2. Mimo intensywnych poszukiwań nie znaleźliśmy domu do którego wprowadzilibyśmy się bez zastrzeżeń i z radością, a nie mamy wygórowanych oczekiwań. Zresztą dynamika polowania z czasem zelżała bo… 3. Uznaliśmy, że brak plaży, piasku, lazuru i bryzy to jest jednak deal breaker, alternatywa w naszych oczach uboższa od tego, co mamy obecnie za oknem. Szkoda.

 

Camiguin opuszczaliśmy oczarowani i zachwyceni, acz z odrobiną żalu i poczuciem niedosytu, myślę, że jeszcze tam wrócimy. Dziękujemy Ani, Martinezowi, Asi i Bartkowi za towarzyszenie nam w tej przygodzie i wspólną okazjonalną konsumpcję nienasyconego roztworu witaminy C2H5OH. Pozdro.

 

p.s. pobawiłem się dziś w domorosłego geologa–przyrodnika sięgając do zakurzonych zakamarków pamięci i mglistych wspomnień z zamierzchłych czasów szkoły średniej. Jeżeli coś popieprzyłem proszę o zwrócenie uwagi.

W kolejnym wpisie: informacje praktyczne, co warto zobaczyć na wyspie, wulkany i atrakcje na Camiguin, trekking, wspinaczka, zwiedzanie itp. Zapraszamy.

 

Jak dojechać na Camiguin

Promy na Camiguin:

Cebu Camiguin – dojazd: Prom Lite Shipping, Cebu (Pier 1) – Tagbilaran (Bohol)*, następnie autobus z Island City Mall (ICM Terminal) do miejscowości Jagna i prom Super Shuttle Ferry z Jagny do Balbagon na wyspie Camiguin (415php)**.

Z wyspy Siquijor : Prom Lite Shipping, Larena – Tagbilaran (Bohol) (225php)*, stamtąd autobus do miejscowości Jagna (zwykły 61php, klimatyzowany 85php), potem prom Super Shuttle Ferry z Jagny do portu Balbagon niedaleko Mambajao (415php)**.

Uwaga*: Lite Shipping na trasie Plaridel – Larena (19:00) – Tagbilaran – Cebu pływa we wtorki, czwartki i niedziele, w przeciwnym kierunku w poniedziałki środy i soboty (start z Cebu o 13:00).

Uwaga**: Prom Super Shuttle Ferry Balbagon – Jagna i z powrotem pływa w poniedziałki, środy i piątki.

Balbagon – Jagna 8:00;

Jagna – Balbagon 13:00

Promy między miejscowościami Balingoan na Mindanao i Benoni na Camiguin (130php) pływają przez cały dzień co 40 minut, więc dokładny rozkład jest niepotrzebny, tym bardziej, ze i tak podane godziny podane są orientacyjnie.

Do Balingoan można dojechać autobusem z Cagayan de Oro, ale nie znam szczegółów.

Samolot na Camiguin:

Połączenie lotnicze Cebu – Mambajao – Cebu obsługiwane jest przez linie lotnicze Cebu Pacific Air. Przyjemny trzydziestominutowy lot jest oczywiście droższy niż połączenia promowe.

For English version of this post >>>CLICK HERE<<<

cami_01 cami_02 cami_03 cami_04 cami_05 cami_06 cami_07 cami_08 cami_09 cami_10

 

cami_11 cami_12 cami_13 cami_14 cami_15 cami_16 cami_17 cami_18 cami_19 cami_20 cami_21 cami_22 cami_23 cami_24 cami_25 cami_26 cami_27 cami_28 cami_29 cami_30 cami_31 cami_32 cami_33 cami_34 cami_35 cami_36 cami_37 cami_38 cami_39 cami_40 cami_41 cami_42 cami_43 cami_44 cami_45 cami_46 cami_47 cami_48 cami_49 cami_51 cami_52 cami_53 cami_54

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

12 myśli nt. „Camiguin, Filipiny – wulkaniczny klejnot Filipin u wybrzeży Mindanao”

  1. Świetny tekst i zdjęcia. Ta niebieska tablica mocno mnie zaskoczyła – ja wiem, że Filipińczycy są powściągliwi, ale że aż tak? Chyba, że to bliskość Mindanao to sprawia ;) A wyspa świetniewie wygląda, trzeba będzie odwiedzić.

  2. Odwiedziłem Camiguin. W pełni potwierdzam jej wyjątkowość. Szkoda ,że nie wspomniałeś o przepięknej piaszczystej wyspie w pobliżu Camiguin , Mantigue Island.

    1. Niestety nie płynęliśmy na Mantigue, ale rzeczywiście widok na nią był bardzo zachęcający. Może podzielisz się wrażeniami w wolnej chwili? Pozdro.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *