Koh Samui, Tajlandia – droga Khao Sok -> Surat Thani -> Donsak Pier -> Koh Samui. Muay Thai, czyli tajski boks przy Chaweng Beach, Sylwester i Nowy Rok w Tajlandii

IMG_1834Z Khao Sok ruszyliśmy miniwanem do Surat Thani, a stamtąd na nabrzeże Donsak Pier autobusem zapewnionym przez operatora przeprawy promowej do Koh Samui. Naczytaliśmy się poprzedniego dnia o różnej maści oszustach i naciągaczach czyhających na turystów próbujących dostać się na wyspę, więc mieliśmy się na baczności, ale nic się nie stało i właściwie bylibyśmy już na miejscu, gdyby nie to, że od półtorej godziny (promy odpływają teoretycznie co godzinę) siedzimy na plecakach w słabo klimatyzowanej hali odpływów w kierunku Koh Samui, tłum gęstnieje, niektórzy zaczynają już palić fajki, mimo, że teoretycznie jest zakaz (mandat 200zł), robi się coraz goręcej, a promu ani widu, ani słuchu, a widok na morze mamy dobry, więc pewnie ten prom zbyt blisko nie jest. Ale przynajmniej rozpocznę sobie tę notkę.Na Chaweng Beach na wyspie Koh Samui dotarliśmy późnym popołudniem nieco zmęczeni I jakiś czas nie mogliśmy znaleźć hotelu. Miejscowi taksówkarze niezmiennie, gdy tylko zobaczą kogoś z plecakiem (bez plecaków zresztą też) oferują swoje usługi, ale nie chcieliśmy bez sensu korzystać, bo nawigacja podpowiadała nam, że jesteśmy o krok od hotelu, którego szukamy. Nie mogliśmy go jednak zlokalizować w świecie realnym. I o ile pisałem, że ludzie są tu niezwykle uczynni i zawsze skłonni do pomocy, o tyle pytanie o drogę taksówkarzy, którzy siła rzeczy najlepiej znają okolicę, zupełnie mija się z celem. W najlepszym razie zaoferują podwiezienie do miejsca, o które się pyta, ale zdarzało się nam, że byliśmy wysłani w złym kierunku, po czy, po 5 minutach marszu podjeżdżała kolejną taksówka i proponowała usługę. Udało nam się w końcu trafić dzięki uprzejmości recepcjonistki jednego z ośrodków, w których okolicy się błąkaliśmy, w skrócie nasz hotel był jednak nieco gdzie indziej, a nawigacja oszukiwała.

Ostatniej nocy w Khao Sok musiałem chyba zjeść coś nieświeżego, bo kilka razy wymiotowałem i ogólnie miałem problemy z układem pokarmowym, co zdarzyło mi się ostatnio nie pamiętam już kiedy, musiało już minąć kilka dobrych lat, chyba w Londynie miałem grypę żołądkowa w 2005 zanim przyjechała Monia. Tutaj tej grupy nie było, bo organizm po usunięciu trucizny jakoś dochodził do siebie i tyko w ogóle nie miałem kompletnie na nic apetytu, nie miałem nawet ochoty na browara, co mi się raczej nie zdarza, zwłaszcza w ciepły dzień w pięknych okolicznościach przyrody.

Na Koh Samui Monia wzięła sprawy w swoje ręce i postanowiła wykorzystać fakt, że w hotelu mieliśmy tym razem do dyspozycji coś na kształt kawalerki, zatem mieliśmy dostęp do kuchni. Wybraliśmy się na lokalny targ nieco na uboczu, na których zaopatrują się restauracje, gdzie byliśmy jedynymi niemiejscowymi, Monia kupiła co trzeba i dopiero po wyjeździe zdaliśmy sobie sprawę, że przez całe 4 dni ani razu nie byliśmy w restauracji. Nie było z tego jednak prawie żadnych oszczędności, bo lokalne jedzenie można często kupić tanio, ale fajnie było znowu przyrządzać coś własnoręcznie, do tego mając pewność co się ma na talerzu.

Przy okazji wizyty w Chiang Mai mieliśmy okazję zobaczyć tradycyjny tajski boks – muay thai. Zwykle są to potyczki lokalnych szkółek, jest to wszystko bardzo emocjonujące, zwłaszcza, gdy się siedzi się przy samym ringu, widać pot, łzy, grymasy, słychać padające ciosy itp. W Patong tego typu walki były reklamowane jako nie wiadomo jak poważne gale bokserskie z zawodnikami na bóg wie jakim poziomie. Oczywiście chciałem to zobaczyć, ale po pierwsze zabrakło czasu, a po drogie cena była z kosmosu, bo 250 zł (w Chiang Mai płaciliśmy 40 zł), więc wolałem przeznaczyć tę kasę na jakaś wycieczkę łodzią, wędkowanie, czy coś podobnego. Ale trochę jednak żałowałem.

Na Chaweng Beach walki reklamowano podobnie, cena znów była wysoka, więc pomyślałem, że może tutaj. Reklamowana jako wysokiej rangi event bokserski transmitowany przez telewizję całego świata (swoją droga napiszcie proszę, czy u nas leciało to na jedynce, czy na dwójce) okazał się dokładnie takim samym starciem szkółek, jakie oglądaliśmy w Chiang Mai, tylko publiczność była liczniejsza, zapewnię z powodu nachalnego marketingu. Tak się złożyło, że przechodziliśmy z Monia koło tej bokserskiej areny około północy, więc teoretycznie toczyły się akurat najbardziej prestiżowe pojedynki. Weszliśmy bez biletów do środka nie niepokojeni przez nikogo, bo o tej porze już biletów nie sprawdzają i okazało się, że dobrze się stało, żeśmy tej kasy nie wydawali.

Po południu w Sylwestra pokłóciliśmy się z Monia o jakaś bzdurę i, jak w jednej z moich ulubionych piosenek, jakby tego było mało, kurewsko się rozpadało, oprócz domówki nic już z planów nie zostało. I rzeczywiście nawet braliśmy pod uwagę witanie nowego roku w chacie, bo lać nie chciało przestać, imprezujemy na mieście i tak często, a w pokoju hotelowym we dwoje Sylwestra jeszcze nie spędzaliśmy. Ale niebo się w końcu zamknęło, zatem ruszyliśmy przez centrum w kierunku plaży. Nie będę się rozpisywał, Sylwester jak Sylwester, impreza, muzyka, tłumy ludzi, fajerwerki i lampiony. Miło go było spędzić po kolana w ciepłej wodzie i tyle.

Jeszcze chciałem napisać o jednej z uprzejmości jak nas spotyka że strony Tajczykow (tak z Monia ich pieszczotliwie nazywamy), która mnie wręcz wprawia w zakłopotanie. Otóż zdarza się, że człowiek podchodząc do kasy w sklepie i ustawiając się w kolejce za takim przemiłym Tajczykiem witany jest uśmiechem, po czym ten wychodzi z kolejki, by cię przepuścić i staje za tobą. Na protesty odpowiada tylko ‘no problem’ i tak stoi zadowolony, a człowiek patrzy bezradny i zdumiony. Nie spotkałem tego nigdzie indziej na świecie.

 

IMG_1831 IMG_1832 IMG_1835 IMG_1843 IMG_1845 IMG_1862 IMG_1869 IMG_1875 IMG_1887 IMG_1889 IMG_1902 IMG_1907 IMG_1909 IMG_2008   IMG_2036 IMG_2046 IMG_2059 WH3A1572 WH3A1576

 

Na Koh Samui byly zajebiste fale, krotki filmik z naszej kapieli:)

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE

 

Z Khao Sok wzielismy minivana do Surat Thani za 200 BHT za 2 osoby. Poprosilismy kierowce, aby wysadzil nas przy  Seatran bus terminal, gdzie kupilismy laczony bilet (niecale 300bht/os) na prom i autobus, ktory zawiozl nas bezposrednio do przystani Donsak. Po 1.5 godziny dobilismy do Koh Samui. Wyszlismy z przystani, gdzie na ulicy czekaja Songhthaew, ktore po w miare przestepnej cenie zawioza w kazdy zakatek wyspy. My na plaze Chaweng placilismy 150bht za 2 osoby. Dodam, ze bylismy jedynymi turystami, ktorzy przedarli sie przez mus taksowkarzy, zadajacych za ta sama trase juz 800bht.

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *