Rodzina na Filipinach – zwyczaje, hierarchia, tradycja

Wraz z Marcinem zapraszamy na kolejny z cyklu artykułów o Filipinach przygotowanych przez naszego Gościa. Dzisiejszy wpis skierowany jest głownie do tych z Was, którzy poza złotym piaskiem, lazurową wodą i bujną roślinnością chcieliby w tym kraju dostrzec i zrozumieć coś więcej. Będzie o rodzinnej hierarchii, samotnym macierzyństwie, małżeńskiej niewierności i trudach choroby i umierania. Zapraszamy, bo jest ciekawie. 

Witam. Chciałbym się dziś podzielić spostrzeżeniami w kwestii niezwykle na Filipinach istotnej – życia w rodzinie. Rodzina w biednym społeczeństwie jest fundamentem funkcjonowania jednostki: zapewnia oparcie, poczucie przynależności, zabezpieczenie socjalne w sytuacjach kryzysowych i na starość, a w specyficznych warunkach filipińskich odpowiada też za silne więzi jakie zachowują z ojczyzną Filipińczycy pracujący zagranicą (tzw. OFW – Overseas Filipino Worker). W największym skrócie można powiedzieć, że rodzina sama w sobie jest dla Filipińczyków największą wartością.

 Kliknij >>>tutaj<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami

Cztery pokolenia pod jednym dachem

Wielopokoleniowe rodziny mieszkające w jednym domu to na Filipinach nic nadzwyczajnego. Kobiety zostają matkami w młodym wieku, więc niczym dziwnym są czterdziestoletnie babcie, czy całkiem dziarskie prababcie i pradziadkowie.

 1copy

Babcia i Dziadek (w języku Tagalog odpowiednio Lola i Lolo) to bardzo ważna instytucja w rodzinie filipińskiej, cementująca więzy i często dająca oparcie materialne w formie zarobków lub użyczenia nieruchomości, z której korzysta cała rodzina.

Szczególnym szacunkiem darzy się Babcię, to ona jest strażniczką tradycji i zwyczajów – najlepiej zna się na wielu aspektach życia od gotowania poprzez wzorce postępowania na ludowych przesądach kończąc. Terminy Lola i Lolo używane są również wobec pradziadków oraz grzecznościowo wobec innych osób w podeszłym wieku.

Wpływową i liczną grupę w wielopokoleniowych rozległych rodzinach stanowi wujostwo. Ciocia i Wujek (czyli Tita i Tito) to niekoniecznie krewni – nierzadko zdarza się, że zaprzyjaźnione choć niespokrewnione osoby w wieku zbliżonym do rodziców są tak tytułowane i traktowane odpowiednio do statusu, czyli z poważaniem. Biorąc pod uwagę liczebność każdego z pokoleń praktycznie co druga osoba we wsi to Tito lub Tita. Taki stan rzeczy przekłada się automatycznie na niezliczoną rzeszę siostrzeńców, bratanków oraz kuzynostwa. Dawno zrezygnowałem z prób dociekania na jakiej zasadzie co druga osoba w stutysięcznej miejscowości to kuzyn czy kuzynka mojej filipińskiej dziewczyny. Ma to zresztą swoje plusy – biurokracja jest mniej straszna gdy wchodząc do urzędu niespodziewanie widzi się uśmiechniętą twarz kuzynki.

Wujostwo w filipińskiej rodzinie pełni istotną rolę – są to krewni często przejmujący ciężar utrzymania dzieci w przypadku ich osierocenia lub skrajnej biedy rodziców. Na zasadzie nieoficjalnej lub oficjalnej adopcji wewnątrz rodziny zamożne wujostwo przyjmuje na wychowanie dzieci biedniejszego rodzeństwa, również w sytuacji gdy młodzież przenosi się do większego miasta w związku z edukacją lub podjęciem pracy. W zamian za wikt i opierunek siostrzenice i bratanice pomagają w pracach domowych i opiekują się dziećmi – taka funkcja nazywana jest Yaya, odpowiednik naszej opiekunki.

Szacunek dla starszych

Starszyzna jest na Filipinach darzona szczególnym poważaniem, którego najbardziej widocznym wyrazem jest Mano Po. To rozpowszechniony zwyczaj okazania szacunku poprzez ukłon i przyłożenie podanej przez starszą osobę dłoni do czoła – nieco bardziej higieniczna wersja naszego “buchnięcia w mankiet”, z tym że na Filipinach jest to tradycja ciągle żywa i powszechna. Widywałem niemowlaki, które nawet nie chodziły, a już wiedziały co zrobić na komendę “bless tita”. Zwyczaj ten nie obowiązuje wyłącznie dzieci, ale również dorosłych, a starszeństwo wynikać może również z hierarchii i statusu w rodzinie, a nie wyłącznie z wieku biologicznego. Uwaga: gestu nie stosuje się w relacjach biznesowych, jedynie w sytuacjach prywatnych.

mano-po-lola fot. primer
gest Mano Po – fot. primer

Szacunek do starszych wyraża się również poprzez troskę o seniorów. Często obserwuję schorowane, niepełnosprawne osoby z troską prowadzone przez swoje dojrzałe już dzieci do przychodni czy urzędu. W jeepneyach miejsce przy wejściu zarezerwowane jest tradycyjnie dla zaawansowanych wiekiem, a młodzi przesuwają się w głąb pojazdu ponieważ nawet dla zdrowego człowieka przeciskanie się w pochylonej pozycji między dwoma rzędami pasażerów jest sztuką akrobatyczną. Niejedna Lola korzysta z pomocy silnego ramienia by z powodzeniem wgramolić się na pokład. W urzędowych kolejkach spotkamy osobne numerki dla seniorów, w poczekalniach wyznaczone siedziska, a wiele opłat jest obniżonych i nie zauważyłem, aby jakikolwiek prywatny przedsiębiorca się buntował.

Kolejną grupą cieszącą się szacunkiem i poważaniem są tzw. breadwinners, czyli żywiciele rodzin. Przyjęte jest, że najstarsze rodzeństwo w młodym wieku idzie do pracy, często rezygnując z edukacji lub nawet założenia własnej rodziny, aby włączyć się finansowo w wychowanie i wykształcenie młodszych braci i sióstr. Oddawanie nawet większości zarobków rodzicom nie jest niczym nadzwyczajnym, nie jest postrzegane jako szczególne poświęcenie, a raczej norma.

fot. cuncon
fot. cuncon

 

Najstarszego brata i siostrę w rodzinie tytułuje się odpowiednio Kuya i Ate. Terminy te są również używane wobec poważanych osób obcych, krewnych o podobnym miejscu w hierarchii, a zasługujących na specjalny szacunek (choćby właśnie z powodu bycia żywicielem rodziny) lub piastujących funkcje publiczne.

Tytuły Kuya i Ate stosuje się tam, gdzie w języku angielskim powiedzielibyśmy “you”, ale nie do końca wypada, a Sir czy Ma’am byłyby zbyt oficjalne. Zwracamy się tak do kierowcy jeepneya, urzędnika średniego szczebla, ochroniarza, niższego rangą policjanta, aptekarza itp. Szwagier zwraca się do mnie w ten sposób okazując szacunek, ale nie popadając w przesadę.

Poważaniem cieszą się również politycy, osoby wykształcone oraz piastujące wysokie stanowiska państwowe, nawet mimo uzasadnionego utyskiwania na korupcję. Organizacja społeczeństwa to chyba jednak temat na osobny wpis – zaobserwowałem tutaj ciekawe, praktyczne i skuteczne rozwiązania w tym zakresie…

Oczekiwania wobec dzieci

Bardzo ciekawa jest analiza oczekiwań wobec dzieci w zależności od płci i starszeństwa. Generalna zasada jest taka, że dzieci solidarnie, również w wymierny sposób finansowo pomagają rodzicom i dziadkom. Oczekiwania te są jednak zróżnicowane.

fot. sasint
fot. sasint

Najstarsze rodzeństwo zobowiązane jest jak najszybciej włączyć się w utrzymywanie rodziny. Jak wspomniałem wyżej to poczucie obowiązku jest tak silne, że rezygnacja z edukacji czy własnego życia rodzinnego dziwi niewielu. Idealnym rozwiązaniem ze względu na wysokie zarobki jest praca za granicą. Większość wypłaty przesyłana jest rodzicom – to sprawa honoru i powód do dumy. Należy o tym pamiętać wiążąc się z Kuya lub Ate, ponieważ przeznaczanie części pieniędzy dla rodziny jest u nich silnie zakodowaną powinnością. Młodsze rodzeństwo jest zatem zwykle lepiej wykształcone, za to po rozpoczęciu życia zawodowego również włącza się w opiekę i pomoc finansową rodzinie.

Ziemia na Filipinach w relacji do zarobków jest droga, dlatego liczne rodziny często żyją stłoczone na małej powierzchni. Prawo budowlane traktowane jest luźno – powierzchnia działki musi być wykorzystana optymalnie, wiec widok domostw z przybudówkami i przybudówkami do przybudówek to norma, tym sposobem wszyscy jakoś się pomieszczą. Córka wydana za mąż zwykle wyprowadza się z domu, wynika stąd czasem presja na wczesne zamążpójście.

Uprzywilejowaną pozycję w rodzinie ma najmłodszy męski potomek. To on dziedziczy po rodzicach dom, w zamian za co zobowiązany jest do opieki nad rodzicami do śmierci. Rodzeństwo może pomagać i wspierać go finansowo, ale to najmłodszy syn jest za tę opiekę odpowiedzialny. W rzeczywistości różnie bywa, ale dopełnienie obowiązku nagradzanie jest nieruchomością na wyłączność, więc przywileju zazwyczaj się pilnuje.

Samotne matki

W trudnej sytuacji znajdują się samotne matki – wraz z dzieckiem rodzinie dochodzi kolejna osoba do wyżywienia, a szanse na zamążpójście samotnej mamy drastycznie maleją. Społeczeństwu filipińskiemu daleko do fundamentalizmu, nie praktykuje się tu krwawych odwetów, ani honorowych zabójstw za infamię jaką na rodzinę ściągnęła rozwiązła dziewczyna, tak jak to bywa na prowincji w Indiach czy krajach islamskich. Choć w pośredni sposób samotna matka może odczuwać, że stała się dla rodziny ciężarem, to jej dzieci są zwykle akceptowane i przyjmowane w rodzinie na równi z pozostałymi wnukami.

fot. DigitalMarketingAgency
fot. DigitalMarketingAgency

Zdarza się i tak, że zdesperowane samotne mamy bez perspektywy zatrudnienia decydują się na utrzymanie z prostytucji, najlepiej za granicą – w Hong Kongu, Malezji, Singapurze, czy krajach bliskowschodnich. To ostateczność i trzeba być ostrożnym z krytyką, zwłaszcza, jeżeli pozyskane w ten sposób środki w pierwszej kolejności przeznaczane są na utrzymanie dzieci i pomoc rodzinie.

Podaż zawsze pojawi się tam, gdzie jest popyt i nie mnie osądzać ludzi. Wiem natomiast z rozmów, że zarabiające w ten sposób dziewczyny marzą o prawdziwej miłości i ratunku z upokarzającej sytuacji. Atrakcyjne finansowo kontrakty zagraniczne często okazują się potworną pułapką – werbowane na Filipinach kobiety trafiają do barów prowadzonych przez lokalne mafie. Nasłuchałem się wielu wstrząsających relacji na ten temat. Oficjalnie wszystko jest organizowane w taki sposób, aby dziewczyna mogła zachować twarz w rodzinie i wśród lokalnej społeczności – to pozwalająca zachować godność forma zakłamania rzeczywistości. Prawda jest tajemnicą poliszynela. Nie będę was zasmucał szczegółami.

Prawo filipińskie ciągle rozróżnia dzieci z prawego i nieprawego łoża, choć po reformach ostatnich dwudziestu lat przynajmniej teoretycznie status wszystkich dzieci jest jednakowy, a ojciec zobowiązany jest do ponoszenia części kosztów utrzymania dziecka. W praktyce lekceważenie obowiązku alimentacyjnego jest nagminne. Trzy główne powody takiego stanu rzeczy to przyzwolenie społeczne, nieodpowiedzialność młodych mężczyzna oraz brak świadomości samotnych matek w zakresie przysługujących im praw. Większość z nich nie wie, że należą się im alimenty, a ich ściągalność z urzędu jest jak przypuszczam znacznie niższa niż w Polsce. Życie samotnej matki na Filipinach nie jest łatwe. Gwoli uczciwości: rzadziej, ale jednak zdarza się i tak, że młode mamy porzucają potomstwo u krewnych, a same kontynuują beztroskie życie singielek.

Rodzice Chrzestni na Filipinach

Instytucja rodziców chrzestnych Filipinach wyniesiona została na wyższy poziom. Ze względu na brak ograniczenia zapobiegliwi rodzice dziecka zazwyczaj zabiegają o pozyskanie jak największej liczby chrzestnych. Wiąże się to z konkretnymi korzyściami w przyszłości, bo rodzice chrzestni zobowiązani są do utrzymywania zainteresowania dzieckiem i robienia mu drobnych prezentów z okazji świąt, urodzin, czy nawet zwyczajnej wizyty. Siostra mojej filipińskiej partnerki, która ma w sobie gen wywodzący się z Fenicji, zwerbowała dla swoich dzieci siedemnaścioro rodziców chrzestnych. Z realnym wpływem na wychowanie w wierze rodzice chrzestni nie mają wiele wspólnego.

fot. ariesa66
fot. ariesa66

Mistress, czyli oficjalna kochanka

Prawo filipińskie nie przewiduje rozwodów, zdrada teoretycznie może być karana więzieniem, a jednak dość powszechnym zjawiskiem jest posiadanie oficjalnej kochanki. W tego typu relacje wchodzą nie tylko bardzo zamożni mężczyźni, ale i ci, których po prostu stać na utrzymanie dwóch rodzin lub choćby na regularne wsparcie finansowe kochanki. O ile wiem układ taki jest akceptowalny również w innych krajach azjatyckich. Wielu mężczyzn funkcjonuje jednocześnie w dwóch rodzinach oddzielonych od siebie murem milczenia i niedopowiedzenia. Konflikt na linii żona – kochanka jest jednym z ulubionych motywów filipińskich oper mydlanych.

Zastanawiające, że kobiety potrafią być tak nielojalne wobec innych kobiet w nadziei, że ponieważ zwykle są atrakcyjniejsze i młodsze odbiją męża dotychczasowej partnerce i stworzą nową rodzinę. Czasem kończy się że zestresowany mąż kochance mówi, że idzie do żony, żonie że do kochanki, a w rzeczywistości z kumplami na piwo. Nie oceniam, kto bez grzechu i tak dalej…

Czarne owce

fot. Pimpelucha
fot. Pimpelucha

To kolejna łyżka dziegciu do często przesłodzonego obrazu filipińskiej rodziny. Pod każdą szerokością geograficzną i w każdej kulturze trafiają się czarne owce, a konflikty wewnątrz rodziny, zwłaszcza na tle finansowym, nie są niczym nadzwyczajnym. Wszechobecne są również problemy alkoholizmu, narkomanii i uzależnienia od hazardu. Oficjalne statystyki mówią o milionie narkomanów, ale prawdziwa skala zjawiska nie jest znana, bo trudno je monitorować na głębokiej prowincji, czy w slumsach wielkich metropolii.

Opieka medyczna na Filipinach – choroba i śmierć w rodzinie

Opieka medyczna na Filipinach jest płatna. Istnieje wprawdzie powszechne ubezpieczenie PhilHealth (odpowiednik naszego NFZ), a składka wynosi jedynie 2400 peso rocznie, ale pakiet świadczeń jest ograniczony. Nowoczesną diagnostykę i zaawansowane zabiegi pacjenci pokrywają z własnych środków. Leczenie szpitalne wiąże się również z zakupem lekarstw na własny rachunek, koniecznością zapewnienia pacjentowi wyżywienia, a nawet opłacenia opieki pielęgniarskiej w rozszerzonym zakresie. Szpitalna izba przyjęć pobiera opłatę wstępną, a przed wypisem wystawiany jest rachunek całościowy.

Przeciętnego Filipińczyka nie stać na takie wydatki i tutaj po raz kolejny sytuację ratuje solidarność rodziny, która w miarę możliwości składa się na pokrycie kosztów leczenia. W trudniejszej sytuacji są osoby chore przewlekle, ponieważ łatwiej zorganizować środki w sytuacji nagłej, niż zapewnić finansowanie przez wiele lat. Bezwzględne zasady rynku wymuszają w pewnym sensie selekcję naturalną. Istnieją wprawdzie organizacje charytatywne finansujące niektóre rodzaje zabiegów, ale okres oczekiwania jest długi. Rząd wprowadza również programy pomocy przykładowo dla osób z cukrzycą typu I, jednak ciężar nadal spoczywa w głównej mierze na rodzinie.

fot. maxlkt
fot. maxlkt

Śmierć z przyczyn naturalnych jest na Filipinach traktowana jako nieodłączny element życia, a nie okrutna tragedia. Krewni rzecz jasna głęboko przeżywają odejście bliskiej osoby, bo żyjąc w wielopokoleniowych rodzinach na małej przestrzeni przywiązują się do siebie, ale śmierć sama w sobie nie jest takim tabu jak w krajach zachodnich.

Ze względów na koszt opieki medycznej oraz brak hospicjów większość starszych ludzi umiera w domu i ich śmierć nie jest zaskoczeniem. W miarę utraty sprawności i sił sytuacja starszej osoby w rodzinie się zmienia. Szacunek jest elementem niepodważalnym, ale z czasem jej status przypomina to, co na terenach Polski nazywane było wycugiem. Wycug to była forma często niepisanej umowy, na mocy której starszy człowiek przekazywał gospodarstwo młodszemu pokoleniu w zamian za dożywotną opiekę. Jak to u nas wyglądało w praktyce można dowiedzieć się z literatury – często dla staruszka wycug oznaczał nieogrzewaną sień, zimne przeciągi i skracające marny żywot zapalenie płuc.

Na Filipinach jest podobnie w takim sensie, że nie wdraża się uporczywej terapii mającej na celu podtrzymanie życia za wszelką cenę. Jeśli staruszkowi poważnie szwankuje zdrowie to raczej oczekuje się nieuniknionego. Gdy pacjent przestaje jeść, to nie jest karmiony na siłę przez rurkę, a jak przestaje oddychać to nie podłącza się respiratora, a zdaje się na naturalna kolej rzeczy. Kto przeżył śmierć przewlekle chorej i cierpiącej bliskiej osoby wie, że póki jest nadzieja walczymy o wyzdrowienie, ale w przypadku niepowodzenia przychodzi kolej na modlitwę o łagodną śmierć i koniec cierpień.

 Kliknij >>>tutaj<<< by polubić stronę na Facebooku i być na bieżąco z blogiem i Filipinami

Na zakończenie

Myślę, że sposób w jaki zorganizowane są relacje rodzinne oraz naturalne i praktyczne podejście do wielu spraw życiowych jest na Filipinach piękne. Średnio kobieta rodzi na Filipinach 3.9 dziecka, wobec 1.3 w Polsce i choć liczba ta maleje, to jeszcze przez wiele lat Filipińczyków będzie przybywać. Jeszcze w 1972 roku liczebność populacji nie przekraczała 38 mln, wobec ponad 100 milionów obecnie. Temat jest oczywiście złożony, bo dochodzi kwestia braku edukacji seksualnej, dostępu do antykoncepcji itp.

W każdym razie przeszkody w czerpaniu radości z dnia codziennego nie stanowi ani bieda, ani duża liczba klęsk naturalnych – występują tu regularnie trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów, tajfuny, ulewne deszcze i pożary. Nawet w najgorszej opresji na twarzach Filipińczyków zobaczycie uśmiech, a w powietrzu unosi się duch zawołania z języka swahili „hakuna matata”, oczywiście w jednym ze 170 miejscowych dialektów. Może się mylę, ale lubię myśleć, że ma to wiele wspólnego z modelem funkcjonowania filipińskiej rodziny.

Autor o sobie: Marcin, gość po pięćdziesiątce, ze sporym bagażem życiowego doświadczenia. Nie chciałby być ponownie młody, żeby oszczędzić sobie obciachu towarzyszącego wszystkim błędom jakich się w życiu nie ustrzegł. Ciągle młody duszą, człowiek renesansu o szerokim spektrum zainteresowań, zachowuje dociekliwą naturę starając się zrozumieć otaczający go świat i ludzi, zawsze dając im kredyt zaufania i sympatii na starcie. Dostrzega jasne i ciemne strony Filipin i ocenia bilans jako zdecydowanie dodatni.

(wybrane fotografie udostępnili na licencji Creative Commons CC0 wskazani użytkownicy serwisu pixabay.com)

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy, sam też stoję trochę z boku, wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć, już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

20 myśli nt. „Rodzina na Filipinach – zwyczaje, hierarchia, tradycja”

    1. Jest w ludziach tutaj wiele dobrego, ale nie ma co idealizować. Ciemne strony też są, bo to jest życie. To jest pewien problem przy pisaniu tych tekstów, w jaki sposób zachować obiektywizm i nie lukrować, jednocześnie nie epatując nadmiernie tym co negatywne.

      Moje wyzwanie polega na tym, aby nauczyć się od nich jak najwięcej tego co wartościowe. Przykładem może być filipińska definicja czasu. Początkowo człowiekowi z kręgu cywilizacji zachodniej ciężko to znieść bez irytacji, że wszystko może trwać godzinami, ruch uliczny może się zatrzymać bo komuś na środku drogi spadł łańcuch z roweru więc wszyscy czekają, w urzędzie płacisz Express Fee tylko po to, aby na wydanie dokumentu czekać kilka tygodni lub miesięcy. Później jeśli się człowiek trochę zatopi w tej rzeczywistości to widzi pozytywną stronę i wartościową lekcję, która z tego płynie. Zwykle przeświadczenie, że jak czegoś nie zrobimy dzisiaj to się świat zawali jest tylko pewną pułapką myślową, czy może nawet trochę formą arogancji. Świat się nie zawala, jeśli zrobimy to jutro. Zaakceptowanie tego faktu zredukowało mój poziom stresu w życiu w znaczący sposób – jestem wdzięczny filipińczykom, że mnie tego nauczyli.

      Pamiętacie klasyczną grę planszową „Chińczyk”? To dość prosty test gdzie jesteśmy mentalnie. Jeśli potrafimy rozegrać kilka partii z przyjemnością i uśmiechem, nie przejmując się gdy ktoś zbije nas tuż przed wejściem do domku, to jesteśmy bliżej Azji… Jeśli irytujemy się w takiej sytuacji oraz wierzymy, że to ma znaczenie kto wygra, to jesteśmy bliżej zachodu. Czy celem gry w Chińczyka jest faktycznie jak najszybsze wprowadzenie pionków do domku jak piszą w instrukcji? Nie… celem jest miłe spędzenie czasu z bliskimi lub przyjaciółmi, a ta gra planszowa jest jedynie zgrabnym narzędziem.

      Jestem tutaj szczęśliwy i rozgrywam sobie spokojnie partyjkę gry pod tytułem „Polaku nie irytuj się” :-)

      marcinfilipiny@gmail.com

    1. Dzięki za dobre słowo. Myślę, że nie mam szansy na zostanie Kapuścińskim XXIw, ale staram się za każdym razem coś poprawić. Zdradzę tajemnicę kuchni, że to wysiłek zbiorowy – po napisaniu tekst trafia do Redaktora Naczelnego Marycha, który jest wystarczająco asertywny, żeby wyciąć co niepotrzebne i poprawić oczywiste byki. Potem ja jeszcze raz robię korektę tekstu i tak w kilku iteracjach powstaje tekst, nadal daleki od ideału, ale… przemyślenia i obserwacje są autentyczne, a tekst to jedynie forma.

  1. Bardzo ciekawy wpis. Otworzyłeś mi oczy na to wszystko co mogłem zaobserwować będąc na Filipinach, ale nie umiałem tego nazwać. Dzięki za wiedzę i czekamy na kolejne „felietony”
    Pozdro ze Szwecji

    P.S. Mamy już bilety na Filipiny na 25.10

  2. Witaj,

    trafiłam tutaj szukając informacji o opiece medycznej na Filipinach. Nie wiem czy to idealne miejsce na tego typu pytanie, ale cóż… nie zawadzi spróbować :)
    Planujemy z mężem i dwójką dzieci wyjazd na 1-1,5 miesiąca w okresie zimowym (koniec grudnia do końca stycznia). Staramy się o trzecie dziecko i istnieje prawdopodobieństwo, że na urlop dotrę w ciąży. Jak wygląda opieka medyczna na Filipinach? Jaki jest jej poziom, jaka szansa, że gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego, zostanę dobrze zbadana i zdiagnozowana, ewentualnie hospitalizowana? Przepraszam jeśli moje pytanie jest śmieszne lub niepoważne i z góry dziękuję za odpowiedź.

    1. W dużych miastach z dostępem do opieki medycznej na przyzwoitym poziomie nie ma większego problemu, ale na prowincji i wyspach nie jest różowo i w waszej sytuacji poważnie bym się zastanowił. Sam bym raczej nie ryzykował, zwłaszcza gdy bierzecie pod uwagę możliwość komplikacji. Życzę powodzenia, pozdro.

    2. Opieka medyczna jest moim zdaniem na wystarczającym poziomie. Tak jak napisał Marych, w dużych miastach lepsza, a w mniejszy różnie bywa. W ośrodkach takich jak Metro Manila, Cebu, Angeles są szpitale na absolutnie światowym poziomie zarówno jeśli chodzi o kwalifikacje lekarzy, jak i wyposażenie. Pielęgniarek lepszych niż Filipinki na całym świecie trudno znaleźć, ale…

      a) pamiętaj, że służba zdrowia jest płatna i mocno skomercjalizowana, więc ubezpieczenie jest absolutną koniecznością.

      b) są choroby, przed którymi nie da się ustrzec w 100%, a mogą stanowić komplikacje w przypadku ciąży jak sądzę – lekarzem nie jestem :-) Dla przykładu Dengue Fever, którą roznoszą komary.

      Ja mieszkam na Filipinach i nie mam żadnego dyskomfortu związanego z jakością służby zdrowia. Kilka razy korzystałem i nie mam zastrzeżeń. W ciąży jednak póki co nie byłem i nawet się nie staram :-)

      marcinfilipiny@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *