Phuket, Tajlandia – plaża Kata Beach, Karon Beach, autobusy i tuk-tuki na Phuket, Boże Narodzenie i Wigilia z przymrużeniam oka

IMG_1631

Patongowski zgiełk i jazgot oraz fakt, że skończyła nam się rezerwacja w hotelu zaprowadził nas z 2 kilometry dalej do nieporównywalnie spokojniejszej miejscowości Karon, gdzie zlokalizowane są dwie duże plaże Kata i Karon właśnie.

W międzyczasie odwiedziliśmy największe na wyspie miasteczko Phuket Town, żeby obadać połączenie do parku narodowego Khao Sok, dokąd udamy się na święta. Szczerze mówiąc, mimo ciepłych słów w niektórych przewodnikach zwłaszcza na temat chińskiej i portugalskiej kolonialnej architektury, która zasadniczo nam się podoba, mimo niewątpliwego uroku nie jest to mieścina jakoś wyjątkowo spektakularna, ale nie zniechęcam, bo gusta są różne.Drugim powodem odwiedzin Phuket Town był fakt, że między poszczególnymi plażami nie kursują publiczne autobusy, a taksówki i tuki są, jak pisałem wcześniej, drogie. Poza tym transport publiczny ma swój urok i zupełnie inaczej i naszym zdaniem dużo przyjemniej poznaje się okolicę z takiej samej perspektywy z jakiej poznali i na codzień oglądają ją miejscowi, niż z punktu widzenia rosyjskiego turysty oglądającego świat przez okno klimatyzowanej taksówki. Dodatkowo przejazd autobusem to 10% ceny taksówki, albo nawet mniej.

No więc żeby dostać się z Patong do Karon, (które są od siebie oddalone może o 3 kilometry, ale pieszo nie można iść, bo droga jest w górach, natężenie ruchu duże i nie ma pobocza) trzeba śmigać 45 minut z Patong do Phuket Town, a potem z powrotem z Phuket Town do Karon. Zapewniam jednak, że z dobrym podejściem jest to miła przejażdżka wśród lokalnej ludności zazwyczaj zainteresowanej i życzliwej. Pieszczotliwie mówimy na nich z Monia Tajczyki.

Jedyne o czym trzeba pamiętać (jest to w zasadzie sprawa oczywista, ale sami złapaliśmy się, że ‘odkrylismy’ ją na nowo) jest fakt, że czasem trzeba dojść kawałek do przystanku, czasem poczekać, czasem autobus nie pojedzie, czasem będzie tłok, podróż zajmuje dłużej itp. Bo jak z Monia na początku czytaliśmy w internecie, żeby zamiast taxi brać autobusy bo jest klimat i taniej, to zapominaliśmy, że jakieś tam jednak niedogodności to za sobą niesie. Ale mówię, jest to kwestia podejścia i ostatni raz tukiem, jechaliśmy chyba w Kambodży.

Więc tym autobusem przenieśliśmy się do Kata na 2 dni, które spędziliśmy w zasadzie na plażowaniu, a wieczory na spacerach po uliczkach, które w porównaniu do dudniącego non stop Patongu wydały nam się niezwykle spokojne i kojące. W Kąta urzekło nas wyjątkowo dobre jedzenie w lokalnej restauracyjce Home’s Food zaraz obok Phuket Kata Motel, super właścicielki, super potrawy, tanio.

W stylizowanej na Bedrock, czyli misteczko Flintstonow, restauracji Dino Burger podają zajebiste, ale to zajebiste hamburgery, steki i potrawy lokalne, wybraliśmy akurat kaczkę w sosie pomarańczowym (rewelacja) i po wybornym hamburgerze z frytkami z okazji takiej, że akurat była wigilia. Tanio nie jest, ale dania naprawdę super, kuchnią wygląda profesjonalnie, kucharze schludnie i czysto ubrani, gdyby nie stylizacja, mogłaby to spokojnie być restauracja na ważne okazje.

 

IMG_1628 IMG_1632 IMG_1638 IMG_1640 IMG_1643 IMG_1653 IMG_1655

 

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *