Phnom Penh, Kambodża – mroki reżimu Pol Pota i Czerwonych Khmerów – obóz koncentracyjny Toul Sleng (S-21), muzem i pola śmierci Killing Fields

Do muzeum ludobójstwa Toul Sleng (S21) i miejsce kaźni Choeung Ek Kiling Fields trzeba było wziąć tuka, ale okazał się tani i za prawie 7 godzin zapłaciliśmy 12 dolarów. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłem w Oświęcimiu i nie miałem na żywo kontaktu z miejscami o takim charakterze.
Toul Sleng robi mocne wrażenie, zwłaszcza gdy ogląda się fotografie więźniów w tej samej scenerii, w której się człowiek właśnie znajduje, z charakterystycznymi płytkami w biało-pomarańczowa kratę na podłogach. Budynki zostały zaadaptowane na więzienie i miejsce przesłuchań, do których ‘zachęcano’ torturami przez Czerwonych Khmerów, wcześniej była to szkoła.
Po dojściu Pol Pota do władzy całe miasta w ciągu 3 dni zostały wysiedlone na prowincje do pracy w kolektywnych gospodarstwach rolnych, głoszono postulaty samowystarczalności Republiki Kampuczy, potrojenie w ciągu dwóch lat ilości produkowanego ryżu i tym podobne bzdury. Zniesiono prywatną własność, wyeliminowano pieniądz, inteligencją, ludzie z miast i właściciele ziemscy zostali uznani za obywateli drugiego rzędu i zmuszani po wysiedleniu do niewolniczej pracy, bądź eliminowani.
Przez Toul Sleng przewinęło się niemal 20 tysięcy osób, z życiem zdołało ujść siedem osób. Ofiary wywożone były na przedmieścia na tzw. pola śmierci i tam zabijane maczetami, siekierami, bambusowymi kijami itp., bo amunicja była cenna i szkoda było jej marnować. W skali kraju reżim uśmiercił około 3 milionów osób, czyli jedna czwarta populacji, wszystko w niecałe 4 lata.
Nie chce się człowiekowi wierzyć, że działo się to 30 lat temu, czyli już za naszego życia, a osoby odpowiedzialne, po upadku reżimu, długo cieszyły się bezkarnością, gdyż nowy rząd zastał utworzony przy współudziale Wietnamu, z którym Zachodowi było wówczas jak wiadomo bardzo nie po drodze. Czerwoni Khmerowie byli jeszcze długo uznawani za oficjalny rząd Kambodży przez wiele demokratycznych rządów, wliczając USA i Wielką Brytanię, mimo, że skala ich okrucieństw nie była dla nikogo tajemnicą. Niewiarygodne , ale zasiadali również w ONZ jako przedstawiciele swojego kraju.
Ostatecznie utworzono trybunał, który określił winę i skazał na dożywocie kilku bardziej prominentnych działaczy, wliczając naczelnika Toul Sleng, sam Pol Pot zmarł w areszcie domowym jakoś na początku lat dziewięćdziesiątych. Cześć procesów ciągnie się do dzisiaj, lina obrony bywa doprawdy ciekawą, na przykład taka, że ludobójstwo (genocide) definiuje się jako eliminacje grup społecznych że względu na narodowość, religie, rasę itp., w związku z czym zbrodniarze z Kambodży nie mogą być uznani za ludobójców, bo rozprawiali się z każdym, kto w wydał im się wrogiem systemu bez względu na cokolwiek.
Kilku pracowników więzienia dało się namówić fotografowi, którego nazwiska nie pamiętam, na sesje połączoną że wspominkami z lat, które większość ich kolegów chciałaby wymazać z pamięci. Znamienne jest wśród nich zgodność co do jednego: zbrodniczy reżim Pol Pota to czarna karta historii Kambodży, a reżimowi prominenci powinni być osadzeni z całą surowością. Szeregowi członkowie partii zaś, tacy jak my, wykonywali tylko rozkazy przywództwa, gdyby odmówili, sami narażaliby się na wielkie niebezpieczeństwo, a nawet śmierć, w związku czym są zasadniczo niewinni i choć stała się tragedią, to nie oni mają być pociągani do odpowiedzialności. Musi tu działać jakiś ciekawy uniwersalny psychologiczny mechanizm obronny, bo znamy już przecież skądś podobne tłumaczenie, prawda?
Pisałem wcześniej, że Tajowie są milsi i cieplejsi i jakoś byłem pełen rezerwy do Khmerów, być może przez ten taksówkowy wałek, który nas spotkał zaraz po przekroczeniu granicy, i który w sumie nie wiem, na czym miał polegał, ale z pewnością coś było na rzeczy, bo słyszałem potem z ust innych turystów podobną historie, w ich przypadku skończyło się tak samo, czyli podziękowali i wysiedli. Być może byłem zniechęcony tym pożarem, bo było to dość traumatyczne przeżycie.
Ale muszę napisać, że spotkaliśmy się również z ciepłem i uśmiechem, bardzo pozytywnie nastawionymi dziećmi (również tymi najbiedniejszymi, które po chwili od spotkania zapominały, że przyszły po kasę i po prostu chciały się bawić, jak to dzieci), bezinteresowna pomocą podczas kilku awarii pojazdów roweropodobnych, możliwością dogadania się co do ceny na wszystko , czego kupnem byliśmy zainteresowani. Żegnamy Kambodżę z żalem i jednak trochę smutkiem wynikającym z warunków, w jakich przyszło żyć i dorastać temu bardzo w porządku w gruncie rzeczy narodowi.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *