Stolica Kambodży – Phnom Penh

Już wpływając do miasta Phnom Penh można było zauważyć ogromne kontrasty, na razie w budownictwie, ale i to dawało wstępny pogląd na różnice w zamożności wśród ludzi, który się potem tylko potwierdzał. Pobłądziliśmy jakieś 15 minut szukając hotelu, który polecili nam spotkani wcześniej Amerykanie, a gdy go znaleźliśmy, okazało się że jest dosłownie 2 minuty od przystani, w ciekawej ulicy z dość szerokim asortymentem ładnych lokalnych dziewczyn, jeżeli wiecie o czym mówię. Ale było w porządku, pierwsza noc może trochę głośną, tak do czwartej nad ranem, dwie pozostałe w miarę spokój, hotel czysty i zadbany, właścicielem Norweg, laska w recepcji jak jej powiedziałem po norwesku, że znam ten język, to wzięła nas chyba za Norwegów też i cena okazała się o prawie 50% niższa od wyjściowej.

Samo Phnom Penh rozciąga się na dosyć dużej powierzchni, ale centrum rozrywkowo-hostelowo-turystyczne znajduje się blisko rzeki, a większość atrakcji miasta (Wat Phnom, Botum, Sarawan, Pałac Królewski że Srebrna Pagoda, Muzeum Narodowe i Pomnik Niepodległości) jest dostępna z buta.

W Phnom Penh w oczy rzuca się ogromny kontrast między bogatymi mieszkańcami, a skrajnie biedna ulica. Dzieci w wieku przed przedszkolnym, dosłownie ledwo chodzące, może 3-4 letnie, włóczą się po ulicach i przeczesują śmietniki w poszukiwaniu wszystkiego, z czego będzie można zrobić użytek. Zarówno dzieci, jak i starsze osoby widząc turystę z puszka napoju często siadają przy nim, albo idą krok w krok w oczekiwaniu na pustą puszkę.

Żebractwo jest na porządku dziennym, uprawiane głównie przez dzieci, osoby starsze oraz inwalidów, cześć pozbawiona kończyn, czy wzroku wskutek wybuchów min przeciwpiechotnych, którymi reżim zabezpieczał miasta i granicę. Z drugiej strony dobrze ubrani, jeżdżący najnowszymi samochodami obywatele, jakich nie powstydziłoby się niejedno modne miasto Zachodu. Pewien zgorzkniały tubylec, którego przez przypadek poznaliśmy w Siem Reap twierdził, że o ile jego zmysł obserwacji jest w porządku, z roku na rok te różnice się pogłębiają.

Dodatkowo dochodzi problem prostytucji i seksualnego niewolnictwa, handlu kobietami, dziećmi, ogólnie bardzo smutne historie, o których się trochę mówi i pisze, a nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Zastanawiam się, czy tak zwani seksturyści z Zachodu żyją w ignorancji i nie zdają sobie sprawy z zakulisowych rozgrywek w tym biznesie, czy już są takimi skurwysynami, że nie przeszkadza im podżeganie tych ludzkich tragedii swoimi pieniędzmi. Chciałbym wierzyć, że jednak to pierwsze, bo ignorancję jednak łatwiej wyplenić.

Wzrok w centrum przykuwa modernistyczna bryła budynku, w którym i wokół którego znajduje się dzienny targ. Nie będę się o nim rozpisywał, to typowy azjatycki bazar że wszystkim, mówią, że kto widział targi w Bangkoku, nie może się gdzie indziej spodziewać wielkich rewelacji i zasadniczo się z tym zgadzam, choć i te mniejsze jak najbardziej mają swój urok. Ale miałem nie o tym.

Moją rada jest taka, żeby na tych targach nabywać lokalne rękodzieło, tkaniny, pamiątki itp, ale trzymać się z daleką od wszelkiego rodzaju podróbek markowych wyrobów, bo ich jakość jest dramatycznie niską. Nasze podręczne plecaki są lekka podniszczone, więc gdy zobaczyliśmy zajebiste plecaki North Face i jeszcze udało się stargować do chyba 14 dolarów za dwie sztuki, to się długo nie zastanawialiśmy. Napiszę w skrócie, że nie było warto, chyba, że ktoś chce je nosić puste i zadawać szyku, ale osobiście nie znam aż takich wariatów i raczej te plecaki Polski nie będą oglądać. Zdecydowanie bardziej warto zaopatrzyć się w produkt markowy.

IMG_1189 IMG_1201 WH3A1035 WH3A1037 WH3A1041 WH3A1046 WH3A1049 WH3A1051 WH3A0947

2 myśli nt. „Stolica Kambodży – Phnom Penh”

  1. "Zastanawiam się, czy tak zwani seksturyści z Zachodu żyją w ignorancji i nie zdają sobie sprawy z zakulisowych rozgrywek w tym biznesie, czy już są takimi skurwysynami, że nie przeszkadza im podżeganie tych ludzkich tragedii swoimi pieniędzmi. Chciałbym wierzyć, że jednak to pierwsze, bo ignorancje jednak łatwiej wyplenić."
    Hmm… to jeszcze nic, bo nie każda tamtejsza prostytutka jest zmuszana do uprawianie tego procederu, więc trudno wyczuć która jest która. Gorsi są ci "skur*ysyńscy" "światowcy", którzy doskonale wiedząc, że towar to podróbka bezczelnie okradają właściciela marki ciesząc się, że mogą kupić ten towar za grosze. I generalnie mają w czterech literach, że – by ta podróba mogła być tak tania – w pseudoprodukcyjnych norach zmusza się dzieci i starszych do wytwarzania ich za przysłowiowe "grosze" bądź miskę ryżu w warunkach wołających o pomstę do nieba!

    1. Choć osobiście uważam, że waga przewinienia jest jednak zupełnie inna, to ci powiem, że w temacie podróbek musimy niestety posypać głowy popiołem, bo skusiliśmy się na tani pseudomarkowy szajs produkowany być może w wątpliwych warunkach. Cóż powiedzieć, był to błąd, lekcja odrobiona, wnioski wyciągnięte. Zbędne epitety świadczą o autorze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *