Tajlandia, Park Narodowy Khao Sok National Park – jak dojechać autobusem z Phuket – tani nocleg w Khao Sok, Smiley Bungalows i jezioro Choew Larn.

WH3A1421

Czterogodzinna podróż autobusowa z Phuket do Khao Sok minęła nam bardzo szybko, głównie na odrabianiu zaległości blogowych. Małym problemem było dostać się na nowy terminal w Phuket Town, bo znajduje się on na obrzeżach miasta, zatem najpierw autobus z Kata na stary terminal w centrum, a potem autobus że starego na nowy. W sumie jak to teraz piszę, to się wcale nie wydaje takie skomplikowane.

 

W każdym razie autobus wysadził nas w Khao Sok miejscu, o którym niewiele można powiedzieć, poza tym, że stało tam przy głównej drodze kilka straganów, parę minivanów, których kierowcy od razu podchodzili do każdego wysiadającego pasażera (a tych pasażerów nie było zbyt wielu, chyba szóstka w sumie, wliczając nas) i oferowali transport, zachęcając jednocześnie do skorzystania z oferty noclegowej. Monika już wcześniej znalazła nam nocleg i umówiła się z właścicielami, że po nas wyjada, bo z tego przystanku do Smiley Jungle Bungalows był podobno kawałek.

 

Jak już się wszyscy zapakowali do tych miniwanów, zorientowaliśmy się, że tej naszej kobiety chyba nie ma, więc szybki telefon i dosłownie po 20 sekundach się znalazła. Zajebiście fajny ośrodek domków na palach, którego była właścicielka, znajdował się niecałe piec minut drogi skrzyżowanie drogi głównej z jedyną boczną, był to pewnie jakiś kilometr, spokojnie byśmy sobie doszli pieszo, ale wcześniej nalegała, że po nas wyjedzie, więc spoko.

 

Tych domków na palach były dwa rodzaje, drewniane i murowane, pierwsze dwa razy droższe od drugich, na dworze bardzo ciepło (w końcu nie gorąco, znajdujemy się na wysokości około tysiąca metrów) więc wybór był prosty. Ośrodek, jak już wspomniałem zajebisty, fajnie urządzony, z restauracja, fajna roślinnością, z super widokami na okoliczne wapienne skaliste góry, znajdowaliśmy się bowiem na terenie górskiego parku narodowego.

 

Na terenie tego parku znajduje się wielkie jezioro Cheow Larn będące tak naprawdę sztucznym zbiornikiem, czymś w rodzaju rezerwuaru, powstałego na skutek budowy tamy i spiętrzenia górskiej rzeki. Na początku lat osiemdziesiątych władze kraju i prowincji przeprowadziły wielka akcję wysiedlenia około pięciu tysięcy osób zamieszkujących te tereny. Zaoferowano im rekompensatę finansową oraz działki pod nowe siedliska w okolicy, ale akcję nazwać by można przymusowym wysiedleniem.

 

Oczywiście zrozumiały jest fakt, że dla części ludności jest to do dziś bolesny temat. Kilka okolicznych rodzin, wyłonionych w drodze losowania, dostało możliwość budowy małych pływających kampingów w urokliwych zatoczkach jeziora. Przeprowadzona też wielka akcję mającą na celu wyłapanie możliwie największej ilości zamieszkującej dolinę zwierzyny, która jednak okazała się niepowodzeniem i wiele zwierząt jej wskutek stresu nie przeżyło.

 

Oficjalnym powodem stworzenia rezerwuaru było, jak w większości przypadków, zapewnienie regionowi dostatecznej ilości wody pitnej oraz stworzenie możliwości kontrolowanie stanu wody w rzece. Teoria spiskowa mówi o zamieszkujących dolinę prominentnych działaczach komunistycznego podziemia oraz ich partyzantki, których jakimś sposobem chciano stamtąd wykurzyć, albo raczej zmyć. Osobiście w to nie wierzę.

 

W każdym razie w wyniku zalania doliny powstało jedno z najpiękniejszych miejsc na planecie, jakie kiedykolwiek widzieliśmy. Strome wapienne klify wznoszą się niemalże pionowo w górę prosto z krystalicznie czystej, turkusowej wody jeziora, porastające skały roślinność mieni i odbija się w tafli, ponad która tu i ówdzie wystają konary drzew zatopionych lasów. Skały są monumentalne do tego stopnia, że mknąc między nimi motorówką wydawało się, że w ogóle nie poruszamy się naprzód, a jedynie pokonujemy dystans po wodzie, tak jakbyśmy ledwo co przeciwstawiali się jakiemuś silnemu prądowi.

 

Na większych wyspach, będących kiedyś wierzchołkami gór dżungla tętni życiem, cykady nigdy nie przestają grać. Z tymi owadami spotkaliśmy się już w Angkor, jest to chyba rodzaj dużego świerszcza, ale o niesamowitej zdolności wydawanie niezwykle głośnego dźwięku, podobnego do szkolnego dzwonka (tego elektrycznego) z czasów, gdy byliśmy mali. Tylko ten dźwięk trzeba by jeszcze przepuścić przez dużej mocy wzmacniacz i wypuścić na wielkie głośniki, jest to hałas niesamowity. Kiedy padło hasło (jeszcze w Angkor właśnie), że może to być dźwięk sztucznie stworzony przez człowieka w celu odstraszania zwierzyny w okolicach wiosek, stał się on nagle bardzo irytujący, wręcz nie do zniesienia. Kiedy jednak wątpliwości co do tego zostały rozwiane i okazało się, że to jednak cykady, dźwięk natury, to znów wtopił się on w otoczenie i irytacja zmieniła się w fascynacją.

 

W ogóle mam wrażenie, że jakkolwiek bym się rozwodził nad pięknem tego parku (a dodam, że opisy przyrody były zawsze jednymi z nudniejszych z reguły fragmentów czytanych książek) mam wrażenie, że nie jestem w stanie oddać mu sprawiedliwości. Dodatkowego specyficznego klimatu nadaje temu miejscu fakt, że 150 – 200 metrów pod tafla jeziora znajdują się miejscowości zamieszkane jeszcze trzydzieści lat temu, z całą infrastruktura, domami, szkołami, świątyniami, cmentarzami.

Wydaje mi się, że nawet najlepsze zdjęcia nie są w stanie przedstawić pełni cudowności tego miejsca. To po prostu trzeba zobaczyć, co z całego serca polecamy. Khao Sok do zdecydowanie nasz ulubiony sok.

 

Nasz ośrodek dysponował również takim pływającym kampingiem w zatoce jeziora i Monia już wcześniej mówiła, że koniecznie musimy to zobaczyć. W dzień przyjazdu okazało się, że następnego dnia rusza tam mocna ekipą i pani sugeruje, żebyśmy do niej dołączyli, będzie niższa niż normalnie cena itp. Chcieliśmy tam jechać dzień później, ale w takiej sytuacji nie było na co czekać. Okazało się to być super wyborem, ekipa Anglików, Austriaków i Niemców okazała się zajebista, spędziliśmy super czas, w nocy urządziliśmy super imprezę, miałem wrażenie, że wszyscy świetnie się bawili.

 

Pojechaliśmy tam jednak głównie że względu na naturę, i jak pisałem, miejsce jest absolutnie nie z tego świata, jeżeli miałbym polecać trzy miejsca, które w Tajlandii zdecydowanie trzeba zobaczyć, to Khao Sok byłoby właśnie jednym z nich, drugim byłby Bangkok, na trzecie miejsce o porównywalnej mocy nadal czekam. Khao Sok Po wywołuje w człowieku wrażenia, po których w głowie rodzi się myśl co dalej. Czy jest coś, do czego takie cuda można porównać. Czy coś może to, jak to się mówi w jakiejś karcianej grze, przebić. Ale z racji, że już w niejednym miejscu zadawaliśmy sobie podobne pytania, a świat nadal nas zaskakuje i fascynuje, nie jest chyba tak źle.

 

Rozmawiamy czasem z Monia o tym gdzie chcielibyśmy zamieszkać, konkretne miejsce jakoś jeszcze nie przyszło nam do głowy. Wiemy za to że ma to być nad woda i, o ile zawsze myśleliśmy o morzu lub oceanie, to jednak wielkie, czyste, ciepłe jeziora mają swój niepowtarzalny urok. Nie ma tyłu kolorów, tak zróżnicowanej fauny i flory, pięknego piasku na plażach (choć są pewnie wyjątki), ale nie ma też drażniącej oczy soli, przypływów, odpływów, płycizn ciągnących się daleko w morze, a co najważniejsze nie ma żyjątek morskich różnorakiego pochodzenia, których ulubionym zajęciem jest atakowanie kąpiących. Ją przynajmniej nie słyszałem o słodkowodnym jeżozwierzu, w przeciwieństwie do takich morskich ;-)

 

Dodam jako ciekawostkę, że w okolicach parku znajdują się plantacje palm kokosowych, które zbierane są przez specjalnie szkolone małpy, short tail monkey, nie znam polskiej nazwy. Taka małpa 6 miesięcy trenowana jest w obejściu, następnie przez pół roku szkoli się na plantacji. Po zakończeniu edukacji staje się dla kokosowych farmerów czymś w rodzaju zwierzęcia gospodarskiego, może kosztować nawet pięć tysięcy złotych. Taka małpa wracająca na górze kokosów na pace ciężarówki po dniu pracy wygląda rzeczywiście jak pełnoprawny pomocnik człowieka, w dodatku mało zmęczony. Ciekawe co dzieje się ze zwierzęciem na starość, staram się mieć dobre myśli.

 

WH3A1500 WH3A1493 WH3A1490 WH3A1485 WH3A1424 WH3A1423 WH3A1418 WH3A1387 WH3A1383 WH3A1380 WH3A1373 WH3A1372 WH3A1368 IMG_1763 IMG_1757 IMG_1708 IMG_1694 IMG_1689 IMG_1684

 

I nasz super ośrodek Smiley Bungalows

 

WH3A1539 WH3A1544 WH3A1547 WH3A1549 WH3A1552 WH3A1553 WH3A1555 WH3A1558 WH3A1565
INFORMACJE PRAKTYCZNE
Z Phuket do Khao Sok można dostać się na dwa sposoby.
Droższy, ale wygodniejszy sposób jest to wykupienie transportu w agencji turystycznej. Minivan kosztuje od 700 – 1000bht za osobę.
Sposób tańszy: w Phuket Town są dwa dworce autobusowe (Terminal1 i Terminal2). Do Khao Sok autobusy wyjezdzaja z Terminala2, oddalonego od Phuket Old Town okolo 5-6 km (pieszo około godziny drogi, bez plecaków, spaceru nie polecam, bo nie ma chodników).Łapiemy songthaew z plaży (Kata, Karon, Phuket, wszystko jedno) do centrum Phuket Old Town (20-30bht). Stamtąd możemy wziać tuk tuka do Terminala2 (200bht) lub spacerkiem 20 minutowym dojść do Terminala1 i stamtąd lokalnym autobusem (który kursuje miedzy terminalami) dojechać na Terminal2 za 15bht.
Bilet do Khao Sok kosztuje 170bht. Autobusy odjeżdżają o : 06:00, 09:30, 11:00, 12:20, 13:00, 15:00. Podróż trwa 4 godziny.

 

Nocleg w drewnianych domkach w Smiley Bungalow – 300bht/domek

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *