Cebu, Filipiny – Jeepney – filipiński fenomen – miejski środek transportu publicznego

Transport zbiorowy w rozumieniu europejskim w Cebu nie istnieje, a problem rozwiązują jeepneye, albo PUJ (public utility jeeps) – prywatne, licencjonowane przez ratusz pojazdy do przewozów pasażerskich. Nida, filipińska żona Francisa, na szybko nauczyła nas za to korzystać z niezwykle efektywnej siatki połączeń, więc poruszanie się po mieście nie nastręczało problemów, a wręcz przeciwnie, sprawiało ogromną frajdę i było tanie. Centrum zresztą jest na tyle małe, że można je spokojnie pokonać piechotą, ale mieliśmy tym razem mało czasu.

 

Za kurs płaci się gotówką kierowcy (8 peso), który jednocześnie prowadzi pojazd, przyjmuje kasę, wydaje resztę, rozmawia z pasażerami i często zajmuje się jeszcze dziećmi, które po szkole wbijają do niego do szoferki. Mocno bym się nie zdziwił, gdyby te wysłużone pojazdy przeobrażały się po godzinach pracy w domy na kółkach dla wielu z tych kierowców i ich rodzin.

Oglądałem kiedyś program z cyklu ‘Najcięższe zawody świata’ – reportaż o kierowcach jeepneyów z Manili. Poza wielkością aglomeracji niewiele by się uświadczyło gruntownych różnic, bo Cebu też potrafi być zakorkowane i zadymione spalinami po dachy budynków, do tego stopnia, że po tych kilku dniach gardła mieliśmy zapchane sadzą jak komin. Trudna, męcząca, wymagająca i odpowiedzialna to jest robota, a zarobki ledwo wystarczają na zaspokojenie bieżących potrzeb i utrzymanie takiego zdezelowanego trupa. Pojazdy budowane są bowiem na bazach pozostawionych przez armię amerykańską zdemobilizowanych wojskowych Jeepów z czasów II Wojny Światowej, a przecież nawet one nie są wieczne i eksploatowane tak intensywnie powoli błagają o litość. Dodatkowo z ubolewaniem donosimy, że coraz częściej wypierane są z ulic przez odpowiednio przystosowywane pokraczne japońskie miniciężarówki. Szkoda.
Jeżeli chodzi o zewnętrzną estetykę, jeepneye nie wyglądają wcale źle, niektóre wręcz zajebiście – kolorowo, jaskrawo, może nieco tandetnie i odpustowo, ale zasadniczo jest klimat. Inne z kolei są obrazem nędzy i rozpaczy do tego stopnia, że aż chciałoby się je wysłać gdzieś na prowincję, czule klepnąć w wyblakłą od słońca maskę i po cichutku szepnąć w urwane lusterko niczym na uszko: rdzewiej w pokoju zasłużony przyjacielu.
Mechanicznie (choć lubię motoryzację, nie znam się za bardzo na mechanice, ale starałem się zasięgnąć języka) najczęściej są to archaiczne rozwiązania techniczne, co zresztą ma tę niezaprzeczalną i niezwykle istotną zaletę, że w razie awarii, naprawa nie wymaga wizyty u diagnosty dysponującego komputerem, a miejscowego fachury wyposażonego w siłę w spracowanych rękach, młotek i pomocnika do jego podawania.
Silniki to niestety często przeszczepiane z japońskich osobówek jednostki napędowe starych generacji i o małych pojemnościach, zatem jeepneye nie są, mówiąc oględnie, demonami prędkości i przyspieszenia, a niejednokrotnie aż żal się człowiekowi robi, gdy słyszy to charakterystyczne wycie spod maski, zwłaszcza na podjazdach. Odpoczywają te sprzęty nieco stojąc w korkach, ale zgaduję, że grzeją się wtedy jeszcze mocniej, niż przedział pasażerski, w którym jest i tak już masakra. W korku i na skrzyżowaniach jest za to dobra okazja na rozejrzenie się wokół i wypatrzenie pojazdu kursującego na innej linii.
Osobiście preferuję jest jazdę na zewnątrz trzymając się barierkek i relingów umocowanych do ścian karoserii. Wiatr ochładza skórę, a widoki zachwycają. Bo ogólnie lubimy azjatyckie molochy i Cebu zrobiło na nas całkiem miłe wrażenie. Dodatkowo jadąc na cycu unika się tłoku wewnątrz i wszystkiego co z nim w upale powiązane.

Szybkie przesiadki, koordynowane przez pokrzykujących naganiaczy, slalomy między innymi uwięzionymi w całym bałaganie rzęchami, przeskakiwanie z jednego pojazdu do drugiego to chaotyczna codzienność. Wszystko często na szerokich, wielopasmowych arteriach, w poprzek których wytyczono co prawda przejścia dla pieszych, jednak z myśleniem o sygnalizacji było już gorzej. Zresztą w ogóle troska o człowieka to temat traktowany po macoszemu. Jakie BHP? Jakie znaki ostrzegawcze? Jakie wodzenie obywatela za rękę? Zasada jest prosta – kto jest głupi, ten ginie. Może to i dobrze.

 

WH3A0221-copy WH3A0209-copy WH3A0204-copy WH3A0217-copy WH3A0208-copy WH3A0211-copy WH3A0197-copy WH3A0199-copy WH3A0222-copy IMG_1533-copy WH3A0224-copy

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

15 myśli nt. „Cebu, Filipiny – Jeepney – filipiński fenomen – miejski środek transportu publicznego”

  1. W Kenii bardzo podobnie, z tym, że większe autobusy robione są w 95% na ciężarówkach Isuzu, a mniejsze to prawie wyłącznie Toyoty HiAce na spółę z Suzuki Carry, chyba że mają służyć do wypraw do rezerwatów to często-gęsto są też stare, kanciaste LandCruisery. O ile jednak te mniejsze są zazwyczaj w stanie niemal fabrycznym, o tyle Isuzu to materiał na wielotomowy album, bo nie ma dwóch nawet podobnych. Jeden tom obejmowałby same tylne lampy ;)

  2. Jeepney jakiego znamy jest na wylocie. Myśl, że filipiński urząd transportu drogowego chce poddać te poczciwe staruszki eutanazji, bo brudzą, smrodzą i zagrażają bezpieczeństwu napawa mimo wszystko smutkiem. Trudno nie zgodzić się z opinią, zniknie jeden z ostatnich barwnych elementów tych i tak już nieciekawych filipińskich molochów. Kończy się pewna era :-(

  3. Jakby poddać prezydenta tuningowi, przeszlifować mu głowicę, dołożyć pierścienie na tłoku, podnieść zawieszenie żeby nie obijał zbiornika po filipińskich wertepach, zamontowć mu nierdzewny wydech i… porządnie mu do niego nakopać, to może inaczej spojrzy na jeepneye…

    1. Nowo wybrany prezydent ma opinię politycznego siłacza i cieszy się szerokim poparciem w dużej mierze za sprawą swojej bezkompromisowości na wielu polach. Zapewne ma teraz na głowie sporo istotniejszych spraw, ale obawiam się, że i tu nie będzie wyjątku :-(

    1. Te sprzęty służą jednak przede wszystkim miejscowym, a ci nowszych, większych, czystszych i bezpieczniejszych pojazdów wyglądają z utęsknieniem. Co innego odpowiednio dopasowanej opłaty za przejazd…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *