Filipiny, Bantayan – Pierwsza rocznica nadejścia tajfunu Yolanda na Filipinach – zdjęcia

Trochę z kronikarskiego obowiązku, trochę ku pamięci.

Ósmy listopada na wyspie na długo pozostanie dniem szczególnym. Dla ogółu dlatego, że przypada weń rocznica przejścia nad nią supertajfunu Yolanda, który w 2013 dokonał zniszczeń, z których miejscowi cały czas starają się wykaraskać. Bez pośpiechu i nerwów, co tu powszechne, przez co robota nie idzie takim tempem, jakiego oczekiwalibyśmy w Europie. Ale to akurat dawno przestało nas dziwić.

Dla nas jest to również dzień wyjątkowy ze względów osobistych, bo obchodzimy urodziny Juanity – córki DenDen i Grocha, naszych pierwszych filipińskich gospodarzy, dzięki którym w ogóle znaleźliśmy się w tej części świata. Jednak o urodzinach było ostatnio, dziś chciałem o tajfunie.

Pierwsza rocznica przypadła w sobotę. Po siódmej rano wyjechaliśmy do największego miasteczka na wyspie, by uczestniczyć w kolorowej paradzie zakończonej oficjalnymi obchodami zorganizowanymi na pohiszpańskim placu w sercu miejscowości.
Już na rogatkach dobiegła nas głośna muzyka maszerujących orkiestr, a duszę ogarnął znany już z innych tego typu okazji rodzaj wzruszenia i melancholii. Na serio nie wiem, skąd w tych ludziach takie pokłady radości, luzu, uśmiechu i otwartości.
Większość z nich, z zachodniego punktu widzenia, naprawdę ma się czym na codzień przejmować, ale wygląda na to, że ktoś im o tym jeszcze nie powiedział i po prostu nie mają tej świadomości. Nawet po samym tajfunie lamentu i płaczu było stosunkowo niewiele. Za to rocznicowe obchody tej, bądź co bądź, jednak tragedii i katastrofy to był w ogóle piknik i zabawa.
Przemawiający oficjele uderzali co prawda w cięższe tony, ale bardziej na zasadzie podkreślenia zasług tych, którzy zaangażowali się bezpośrednio w pracę nad usuwaniem skutków kataklizmu oraz podjęli organiczną robotę przywracania budownictwa mieszkalnego i infrastruktury do stanu używalności. Uwierzcie, że te osoby miały przez ostatnie dwanaście miesięcy co robić.
Nocą zaś ulicami Santa Fe w blasku niesionych świec i pochodni przemaszerowały setki osób po raz kolejny poruszając serce. Kulminacją pochodu był radosny piknik na plaży, z pewnością z elementami zadumy i refleksji, ale przede wszystkim będący afirmacją życia i dzieleniem się radością, że Bantayan powstał z kolan i choć do pełnego wyprostu jeszcze daleko, to sprawy są na dobrej drodze.
Zakończyło się to wszystko wystrzeleniem w niebo kilku prostych fajerwerków, nad którymi miejscowi wzdychają głośniej, niż zblazowani Europejczycy nad półgodzinnym noworocznym pokazem nowoczesnej pirotechniki, po czym rozpoczęły się zajęcia w podgrupach, a my wróciliśmy do Marikabanu, by kontynuować imprezę rodzinną.
Poniżej kilka zdjęć Moniki, niech będą pewną ilustracją. Chociaż już dawno stwierdziłem, że tutejszej specyfiki nie odda żadna relacja słowna, fotograficzna, ani filmowa, bo te media mają ograniczoną nośność. Zresztą podobnie jest pewnie wszędzie indziej. Ale i tak gorąco zapraszamy, a jeszcze goręcej w osobiste odwiedziny :-)
Stay tuned. Pozdro.

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

5 myśli nt. „Filipiny, Bantayan – Pierwsza rocznica nadejścia tajfunu Yolanda na Filipinach – zdjęcia”

  1. Byłam, widziałam, przeżyłam równie mocno. Fajnie że spędziliśmy ten dzień wspólnie. Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *