Dykteryjka o fachowości – primaaprilisowo nie na temat

Z okazji
Prima Aprilis chciałem napisać coś humorystycznego o miejscowych specjalistach
od wszystkiego, bo w sumie byłoby o czym, ale przypomniało mi się, że już kilka
lat temu na innym blogu pisałem o fachowości międzynarodowej reprezentacji majstrów
z Londynu.
Postanowiłem sobie wrócić do tamtego posta w ramach researchu i ponownie
spodobał mi się na tyle, że wygrzebuję go z czeluści internetu i udostępniam
tutaj, bo myślę, że mi się wtedy udał i przyznaję, że jestem zadowolony. Poza tym w świetle opisanych niżej wydarzeń, Filipińczycy wcale nie wyglądają na
jakoś wyjątkowo niekompetentnych, zatem niezręcznie i nie fair byłoby sie nad
nimi pastwić, choćby nawet tylko w konwencji dowcipu.
Podobieństwo
do zdarzeń rzeczywistych zamierzone i celowe. Tak było!

Tak się złożyło, że wymienialiśmy na
chacie pralkę, piekarnik i kuchenkę elektryczną. Nic prostszego, wybór,
płatność i obietnica ze strony sprzedawcy, że wszystko będzie dostarczone i
zainstalowane następnego dnia. O, naiwności…Podejście 1: przyjeżdżają dwaj specjaliści – Anglicy, przywożą kuchenkę i
pralkę. Pralki zaintalować się nie da – za krótki wąż odpływowy, generalnie
rozmowa krótka, ktoś przyjedzie jutro i zrobi. W kuchence po podłączeniu
działają dwa palniki z czterech (te podgrzewane talerze znaczy, bo elektryczna).
Specjaliści nie wiedzą dlaczego, ale mówią, że dwa pozostałe może zaczną
działać pózniej hehehehe. Mówię, że w takim razie niech biorą tę kuchenkę z
powrotem, jutro przywożą nową, a póki co niech z powrotem podłączą starą.
Niestety nie da rady, bo specjaliści byli szkoleni w podłączaniu tylko takich
kuchenek, jakie sami sprzedają. Wiadomo, są to 3 przewody, ale bhp i chujemuje
i nie podłączą, bo nie mogą i koniec. Przyjedzie ktoś jutro.

Podejście 2: przyjeżdża inna angielska para, przywożą piekarnik i mówią, że zabierają
starą pralkę. Ja na to, że stara jest nadal przyłączona i czy mają ten wąż,
żeby podłączyc nową. Nie mają. Kuchenki nowej też nie mają, nie ma na stanie
magazynowym. Ktoś przyjedzie jutro.

Podejscie 3, krótkie: – przyjeżdża jeszcze inna para Anglików po starą pralkę,
wyjeżdżają z niczym obiecawaszy uprzednio wizytę nazajutrz, norma. Nowej
podłączyć się nie da, bo stara jest w zabudowie i trzeba rozebrać meble w
kuchni, zasadniczo już miałem polewkę z każdej kolejnej wizyty i żałowałem, że
nie mam ukrytej kamery, żeby ich z partyzanta filmować. Na bezczela nie
chciałem im aparatu pod nos podtykać.

Podejście 4 – znów inna para fachowców. Patrzę… Polacy – Grzesiek i Jasiek, pierwsza
myśl: Anglicy już się poddali, nie chcą tu przyjeżdżac i wysłużą się
napływowymi. Druga myśl: zobaczymy ile warta jest dobra opinia o chłopakach
znad Wisly. Ziomki przyjechali oczywiście po starą pralkę. Zdziwieni, że nowa
nie podłączona, wzięli i podłączyli, żaden dłuższy wąż, ani demontaż mebli nie
był potrzebny. Faktycznie operacja wymagała nieco gimnastyki, ale wiadomo było
od początku, że będzie okej. Miłe zaskoczenie, brawo chłopaki. Kuchenki nowej
nie było.

Podejście 5 – nowa kuchenka, dwaj nowi fachowcy – Rumuni. Myślę, fajnie, się
porówna z naszymi. Mówią, że ta pierwsza nie działa, bo jakaś tam blaszka
wpadła do środka, co się zdarza. Przyłączają. Po przyłączeniu zwarcie wywala korki.
Przyłączają drugi raz, mówią, że może być ciężko, bo kabel nie taki jak być powinien.
Pytam, czy jako fachmani od instalacji kuchenek nie powinni mieć takich rzeczy
w samochodzie. Powinni, ale tylko wtedy jak wiedzą, że kabel będzie potrzebny.
Tym razem nie wiedzieli. Drugie przyłączenie – fachman zostaje porażony prądem,
chyba mocno, bo aż się zachwiał na nogach, ledwo powstrzymałem śmiech. Mówi, że
mu się kręci w głowie i więcej przyłączać nie będzie, ktoś przyjedzie jutro z
kablem.

Podejście 6 – dwóch nowych fachowców, przywozi nową kuchenkę. Mówię od razu,
żeby nie zgubili blaszki, bo będą działać tylko dwa palniki. Kładą tę kuchenkę na
blat, kuchenka się obsuwa, by uchronić przed upadkiem na podłogę przyciskają ją nogą
do drzwi piekarnika, szyba pęka w drebiezgi… Szkło hartowane! Chciało mi się
śmiać, ale wyraz twarzy ze znudzonego celowym wysiłkiem woli zmieniłem w niezwykle
zaciekawiony, co ich z kolei wprawiło w zdumienie. Pomyślałem, że jestem
zajebiście cierpliwy, i że w gruncie rzeczy dobrze się bawię. Zacząłem się zastanawiać, czy to przypadkiem nie ja sam jestem w
ukrytej kamerze. Jednym z fachowców był Polak imieniem Irek, więc wstąpiła we
mnie nadzieja. Po niefortunnym początku, mimo rad kolegi by odpuścił (bo jutro
przyjedzie ktoś inny i zrobi) nie dał za wygraną, kuchenkę podłączył mimo braku
specjalistycznego kabla i stwierdził, że Rumuni powinni byli dać radę, bo
pracują w firmie od 15 lat, a robota nie była wcale trudna. Jego kolega o
korzeniach afrykańskich powiedział, że nowy piekarnik przyjedzie może nawet
dziasiaj, co Irek skwitował radą po polsku, żebym na to nie liczył.

Podejście 7a – przyjeżdża dwóch, znów innych fachowców, mają nowy piekarnik, ale też nową
kuchenkę i pralkę, nie wiedzą o co chodzi. Zdębiałem również, mówię, żeby podłączyli
piekarnik, a z resztą dali sobie spokój. Piekarnik okazuje się być inny niż
zamówiony, odjeżdżają.

Podejście 7b – wracają po kwadransie (i pewnikiem wykonanym telefonie do centrali), mówią, że tamtych piekarników, co
zniszczyli już nie ma na stanie (na 99% lipa) i że mają taki, albo trzeba
będzie czekać. Mówię, żeby wstawili ten co mają – po pierwsze kasa nie moja,
więc zasadniczo wbijam, po drugie dostrzegam już światełko w tunelu i koniec
wizyt fachowców, a po trzecie piekarnik jest z Wronek, więc przypadkiem
wesprzemy rodzimy przemysł. Podłączaja. DZIAŁA. Taaaddddaaaaaaammm i aplauz.

Od pierwszej do ostatniej wizyty upłynęły jakieś 3 tygodnie. Fachowość
specjalistów od instalacji powaliła mnie na kolana.

Kaczka upieczona w piekarniku z Wronek była tak zajebista,
że warto było przez to przechodzić. Ciekawe ile w tym zasług piekarnika,
a ile talentu kulinarnego Moni. Pralka z kolei ma super krótkie piętnastominutowe
programy, chwila moment i po temacie – nie wiem, czy to dzisiaj norma, gdyż specyfikacja pralek automatycznych nie leży w kręgu moich zainteresowań.

Słabo?

 

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *