Tani alkohol na Filipinach – tuba, czyli domowej roboty wino palmowe

Szybkie uzupełnienie do postu o balucie. Tuba to domowej produkcji, zawiesisty, niskoprocentowy napój alkoholowy ze sfermentowanego soku palmy kokosowej, barwiony na pomarańczowo korą drzewną, najpewniej również z kokosa, bo ma charakterystyczny dla tego drewna kolor, przypominający powiedzmy mieszaninę marchwi i pomarańczy.

Butle oferowane są na przydrożnych straganach ustawionych przed domami producentów w rewelacyjnej cenie 10 peso/sztuka. Tuba podobno najlepiej smakuje o poranku, bo szybko kwaśnieje, więc śmialiśmy się z ekipą, żeprzynajmniej mamy dobry powód, by pić  przed 13-stą ;-) ale na serio jeszcze wtedy nie sądziliśmy abyśmy kiedykolwiek zdecydowali się spróbować.

Kiedyś w górach w Tajlandii kupiliśmy z ciekawości wioskowej produkcji mętny bimber, którego niestety nie dało się pić. Ta filipińska pieniąca się pomarańczowa zawiesina o niejednorodnej konsystencji wyglądała jeszcze mniej apetycznie, ale co kto lubi. Miejscowi po spożyciu są jeszcze bardziej otwarci i przyjaźni, choć prawdopodobieństwo uzyskania od nich prawidłowych wskazówek co do dalszej drogi, kierunków itp. jest odwrotnie proporcjonalne do spożytej ilości.

 WH3A8227_5992-copy

Nagminnie częstowani tym specyfikiem grzecznie dziękowaliśmy i wyjaśnialiśmy, że przecież jeździmy motorkiem, a to poważna sprawa i niebezpieczeństw wynikających z kierowania pojazdem mechanicznym pod wpływem alkoholu nigdy nie należy bagatelizować. Aż któregoś dnia Monia pękła pierwsza, bo pewnie była spragniona, mówi, że całkiem okej, i że w smaku przypomina tani cydr, który jeszcze w Londynie sączyłem w piątkowe i sobotnie wieczory, więc łyknąłem i ja. Tyle co kot napłakał, z grzeczności wobec miejscowych właściwie.

Odbijało mi się długi czas kwaśnym płynem, przypominającym sfermentowane wino (co dziwne nie jest, bo tym tuba jest w istocie, dodatkowo było już mocno po południu), aż do wieczora, kiedy gin z tonikiem pozwolił zapomnieć o kwasie. Faktycznie trzeba będzie spróbować tego specyfiku o wcześniejszej porze dnia.

Przy okazji ciekawostka: zamawiając gin z tonikiem w knajpie, człowiek czasem jest pytany, czy chce drinka mocnego, czy mniej. No to wiadomo co się wtedy odpowiada. I faktycznie leją tego ginu tyle, ile sobie klient zażyczy i to dokładnie z tego samego powodu, dla którego w Europie dostaje się słabiznę, czyli nie od serca, a z oszczędności. Po prostu miejscowy gin jest tańszy niż tonic :-)

 WH3A6536_4074-copy

WH3A8228_5993-copy
WH3A8099_5867-copy
WH3A8125_5893-copyWH3A8126_5894-copyWH3A8208_5974-copyWH3A8215_5981-copy
WH3A8229_5994-copy

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

4 myśli nt. „Tani alkohol na Filipinach – tuba, czyli domowej roboty wino palmowe”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *