Czy Filipiny są bezpieczne – agresja na Filipinach – rękoczyny na urodzinach u naszych sąsiadów w Santa Fe na Bantayanie

Na pewno wielokrotnie wspominałem o bezkonfliktowości Filipińczyków na prowincji. Zasadniczo jest tu bezpiecznie i na ulicach nie obserwuje się zachowań agresywnych. Zdarzają się jakieś pojedyncze incydenty wśród młodzieży, sporadyczne przepychanki gdzieś na peryferiach fiest, czy nieporozumienia wśród chłopaków na wsi, ale mówię, to jest margines.

 

Przy okazji ostatniej fiesty w miasteczku, zorganizowanej z okazji 142-giej rocznicy nadania mu praw, nasi sąsiedzi zorganizowali sąsiedzką nasiadówę na ganku przed domem i sprosili rodzinę i znajomych, bo akurat jednocześnie przypadały pierwsze urodziny ich synka.

O samej fieście nie będę się rozpisywał, było juz o nich wielokrotnie chociażby o tej marikabańskiej, czy o tej deszczowej w Santa Fe sprzed wyjazdu na Siquijor. Będzie o bijatyce ;-)Wyposażeni w pluszową pacynkę i siatkę słodyczy podbiliśmy tam nieco spóźnieni. Kilka takich zabawek dostaliśmy kiedyś od Gochy, żeby rozdać dzieciakom, została nam ostatnia. Rozdawanie cukierków jest podobno nierozważne ze względu na brak zaawansowanej opieki stomatologicznej na wyspie, ale z okazji urodzin itp. okazji robimy zwykle wyjątki. Było trochę śmiechu z tymi lalkami, mimo, że brakowało zawodowca.
Towarzystwo, zwłaszcza płci męskiej, było już w mocno zaawansowanym nastroju zabawowym. Na początku sąsiadka z żalem poinformowała, że poza sporą ilością miejscowych smakołyków, które poleca zostały niestety same napoje z procentami i czy nie mamy nic przeciwko. Nie mieliśmy. Choć pita w żwawym tempie tequila na strzały nieco nas zdziwiła, bo to jednak trunek tutaj mniej popularny. Kieliszek był jeden (coś w stylu tagay) i tak sobie krążył wśród zainteresowanych akurat tym napitkiem, więc kisić go za długo nie wypadało. Co było robić.Powszechne za to jest karaoke i w tym aspekcie nie było wyjątku. Ostatnio uczymy się tym bawić coraz bardziej, usiłuję nawet wykonywać kawałki w miejscowym języku, bo wzbudza to duże zainteresowanie.

Ale chciałem o tym, że w tych pozornie sprzyjających integracji okolicznościach doszło do chyba najpoważniejszej scysji, jaką mieliśmy okazję na Filipinach oglądać.

 

Zaczęło się oczywiście od kobiet. Awantura toczyła się w lokalnym dialekcie, ale z tego co udało nam się post factum ustalić ogniskiem zapalnym była sytuacja, w której jedna z dziewczyn, obdarzona akurat talentem wokalnym, zwróciła uwagę drugiej, że ta fałszuje i ma oddać mikrofon. Reakcja była zdecydowana i histeryczna, bo i zarzut poważny i na forum publicznym, dodatkowo w obecności gości międzynarodowych ;-)

 

Oskarżona się wściekła i mikrofonu oddać nie chciała. Impas trwałby zapewne jakiś czas do ostudzenia emocji gdyby nie fakt, że dość pochopnie i raczej nierozważnie włączyli się w temat mężczyźni i zaczął się dym, krzyki i szamotanina. Licznie zgromadzone biedne i niewiele rozumiejące dzieciaki patrzyły na to wszystko z przerażeniem i łzami smutku w oczach.

 

Spontaniczna ustawka na szczęście szybko przeniosła się z ganku do wewnątrz izby, a małolaty zostały wyproszone i wróciły do zabaw, które na tę okoliczność zorganizowały im Paula z Monią. Fajne to było z ich strony. Ja w sumie siedziałem i obserwowałem z niedowierzaniem, ale nie chciałem reagować, bo jak kiedyś mi się zdarzyło w Marikabanie, to Monia stwierdziła, że nie powinienem się wtrącać w układy sił. Uznałem to wtedy za słuszne.

 

Zamieszanie trwało niestety jakiś czas, przerywane momentami względnego spokoju, w których wydawało się, że para powoli uchodzi, tylko po to, by wybuchał ten kocioł gwałtownie za jakiś czas ze zwiększoną siłą.

 

Skończyło się tak, że jedna z rodzin po może pół godzinie opuściła imprezę, zasadniczo rozeszło się chyba po kościach i krwi nie zauważyłem. Ci którzy zostali byli nieco wstrząśnięci i choć przeprosili i zachęcali do kontynuacji, dla większości było oczywiste, że już po wszystkim i wypada podziękować i niespiesznie się pożegnać.

 

Z akcji oczywiście nie mamy zdjęć, bo była dynamiczna i  nie chcieliśmy nikogo dodatkowo podkurwiać. Byłoby to niegrzeczne. Są za to foty z sympatycznymi dzieciakami z zabawy wcześniej, która zasadniczo była zajebista, popiliśmy, pogadaliśmy, pośpiewaliśmy karaoke, szkoda tylko tego zakończenia. Prawda, że piękna ta ferajna?

 

DSCN1100 DSCN1043 DSCN1047 DSCN1058 DSCN1065 DSCN1070 DSCN1073 DSCN1079 DSCN1085 DSCN1089 DSCN1091 DSCN1094 DSCN1095 DSCN1110 DSCN1117 DSCN1035

czerwone pryszcze już nie psują mi twarzy,
sam też stoję trochę z boku,
wiem, że dobrze jest być i dobrze jest mieć,
już nie mieszkam w bardzo długim bloku. za grabażem.

8 myśli nt. „Czy Filipiny są bezpieczne – agresja na Filipinach – rękoczyny na urodzinach u naszych sąsiadów w Santa Fe na Bantayanie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *